Brak konkretnego celu, zawodowe kryzysy, wypalenie, kłopoty finansowe, niespełnienie, poczucie działania poniżej swoich możliwości i wszystkie inne stany i zjawiska wiążące się z faktem braku satysfakcjonującego zajęcia są problemem powszechnym, związanym z odczuwaniem długotrwałego stresu i odbierającym radość życia. Nagminnie narzekamy na poniedziałki i cieszymy się z piąteczków, latami akceptujemy niekorzystną rzeczywistość, bo to standardowe, wzorcowe podejście w naszym społeczeństwie. Jako rodzice dodatkowo „sprzedajemy” taką postawę dzieciom, które uczą się, że pracy się nie lubi, praca to po prostu obowiązek do odbębnienia, a prawdziwe życie trzeba sobie wyszarpać z resztek podczas weekendu i urlopu. Jesteśmy skazani na to co jest, bo nie wiemy co robić, w czym się specjalizować, w jakim kierunku rozwijać. Nie tędy droga! Uwierzmy, że każdy z nas ma prawo szukać AŻ znajdzie. Uwierzmy, że przy dobrym planie, dużej determinacji, chęci nieustannego rozwoju i szczypcie szczęścia każdy z nas będzie szukać, ALE znajdzie.

 

1. Daj sobie czas.

To nie będzie gest wyciągnięcia ręki po najlepsze jabłko, to będzie raczej długa droga przez sad pełen samosiejek i chaszczy po kolana. Dwa lata temu opublikowałam tekst o szukaniu swojej zawodowej niszy, bo sama byłam człowiekiem poszukującym i po prostu chciałam podzielić się tym, co do mnie przemawiało. Fajnie byłoby teraz napisać, że patenty z postu działają, a ja jestem w stu procentach spełniona i kroczę drogą splendoru, złotych monet i niepodważalnego zawodowego sukcesu. Kłamać jednak nie planuję, dodawać sobie sztucznie eksperckiego doświadczenia nie muszę. Sądzę, że o wiele korzystniejsze dla każdej osoby na podobnym etapie jest głośne przyznanie, że to nie takie proste, że to może zająć sporo czasu, to proces i droga, które dla każdego są inne. Warto jednak przejść cały potrzeby dystans. Nie zamykać się przedwcześnie na nowe możliwości, dawać sobie prawo do zmiany zdania lub wprowadzania kolejnych zmian, nie poddawać się, gdy wydaje się, że za kolejnym zakrętem nic nie będzie czekało.

W wirtualnych okolicznościach spotkałam już mnóstwo kobiet o podobno statecznej roli żon i matek, w podobno statecznym wieku w okolicy trzydziestki, czterdziestki i dalej, które sądzą, że tylko one są takie niepoukładane, szukające pomysłu na siebie, zaczynające od nowa. Zdecydowanie wolę taką normę od tej, w której pogodzone z losem kobiety godzą się na wieczną bylejakość. Zmieńmy podejście na pozytywniejsze i traktujmy ten swój etap poszukiwania jak szansę, a nie porażkę oraz drogę do przebycia, a nie zadanie do natychmiastowego wykonania. Oczywiście kredyt na mieszkanie, czesne za szkołę dziecka, brak wolnego czasu i fizjoterapeuta od zmasakrowanego kręgosłupa mogą plasować nas w specyficznych okolicznościach i będziemy robić małe kroki, bardziej się zabezpieczać, prosić o wsparcie, a ograniczone możliwości nadrabiać determinacją i doświadczeniem. Znajdźmy jednak plus w swoim zagmatwanym położeniu. Wykonywanie planu i podążanie szlakiem ściśle zaplanowanej kariery niesie spore ryzyko niewykorzystania swojego potencjału. Etap poszukiwania czy nawet totalnego zagubienia jest szansą na obudzenie kreatywności, na patrzenie na swoje życie z dystansu i sprawienie, by rzeczywistość mogła dorównać oczekiwaniom.

Spotkałam się kiedyś z ciekawym porównaniem. Gdy wybieramy się do restauracji, poświęcamy chociaż 5 minut na wybór lokalu. Czyli przez 5% czasu zastanawiamy się, gdzie spędzimy pozostałe 95%. Przyjęcie podobnej zasady w kwestii wyboru kariery powoduje, że potrzebujemy około dwóch lat na wybór właściwej drogi. To tylko jakieś tam szacunki, ale uświadamiają, że czas jest nam niezwykle potrzebny.

 

2. Działaj, pracuj, twórz – nawet jeśli jeszcze nie wiesz co właściwie robisz i po co.

To, że potrzebujemy czasu na podjęcie decyzji nie powoduje jednak, że mamy teraz usiąść na kanapie i tak sobie siedzieć przez dwa lata. Zanotowałam sobie kiedyś cytat który głosił, że inspiracja jest dla amatorów, a reszta po prostu zabiera się do pracy. Czekanie na natchnienie, na przełomową koncepcję czy genialny pomysł nie jest dobrą strategią. Z samego działania, z procesu pracy nad czymś często wynikają rzeczy, których nie bylibyśmy w stanie sobie wymyślić tak „na sucho”. Działanie pozwala wpadać na nowe pomysły i poszerzać zakres dostępnych możliwości oraz otwiera drzwi, o których istnieniu często na starcie w ogóle się nie wie.

Taka strategia przy zachowaniu rozsądku, przy ciągłym weryfikowaniu osiąganych efektów i wykorzystywaniu sukcesywnie zdobywanego doświadczenia w zasadzie nie ma minusów. Nawet jeśli zdarzy się tak, że popracujemy trochę nad czymś, co okaże się być pomyłką i nietrafionym kierunkiem, to przynajmniej pomysł zostanie przetestowany, sprawdzony i raz na zawsze (lub w określonych okolicznościach) skreślony. Przetestowane jest lepsze od potencjalnego ;)

 

3. Szukaj czasowników zamiast rzeczowników.

Bardzo dobrze jest swoje poszukiwania czy cele opierać na wartościach. Jednak wypisanie sobie nad biurkiem haseł: rodzina, zdrowie, uczciwość, ekologia, autentyczność, innowacja czy czegokolwiek innego powoduje, że trudno na takiej bazie budować system motywujący siebie i innych. Przekonywanie za pomocą rzeczowników nie zadziała. „Mężu, proszę więcej innowacji” – hm, to brzmi, jak skarga na łóżkową rutynę. Ale pójście w czasowniki i odezwa pod tytułem „mężu, może spróbujmy spojrzeć na ten plan z całkiem nowej perspektywy” ma szanse wywołać szczery zryw do generowania innowacyjnych rozwiązań.

Spróbujmy określić wartości, którymi chcemy się kierować przy pomocy konkretnych, pojemnych, przemyślanych czasowników. Wiem, że to więcej pracy, głębsza analiza i grubszy plik kartek do zapisania, ale to powinno mieć sens. Pewnie sam czujesz, że „rodzina jest najważniejsza”, aż się prosi o doprecyzowanie, a „dobra obsługa” wymaga przełożenia na określone czyny, by miała moc motywowania pracowników do konkretnych zachowań względem klientów.

Oparcie swoich działań na tym, w co wierzymy jest chyba jedyną drogą do długotrwałego sukcesu i tego we własnych oczach (bez poczucia straty czy naginania się), i tego w oczach otoczenia, które ocenia czy Twoje ruchy są spójne i autentyczne. Jeśli sami nie wiemy dlaczego działamy w taki, a nie inny sposób lub robimy to, a nie coś innego, to chyba nie ma szans, by klient, pracownik, otoczenie oceniło nasze poczynania jako wiarygodne, sensowne, godne zaufania czy autentyczne.

 

4. Nie próbuj zadowolić nikogo oprócz siebie.

Wiem – to ryzykowne stwierdzenie. Nie dotyczy ono niestety całokształtu podejmowanych działań. Kiedyś będzie trzeba poznać mechanizmy rynkowe, przetestować swój pomysł, spytać odbiorców o zdanie, dostosować ceny do realiów i tak dalej. Ale jesteśmy na początku drogi, na etapie kreowania pomysłów, wdrażania działań – jeśli już tutaj skoncentrujemy się wyłącznie na prawdopodobnych oczekiwaniach odbiorców mamy małe szanse na długotrwały sukces. Żeby przez dłuższy czas tworzyć coś satysfakcjonującego i rozwojowego – trzeba się tym ekscytować, wierzyć w to, czuć ten pomysł. Naginanie się już na wstępie spowoduje ogrom niezadowolenia, sztucznych ruchów, podejmowania prób sprostania sprzecznym oczekiwaniom – a to wszystko będzie widać. Daj sobie szanse na odkrycie czegoś, co zapewni Ci trwały poziom ekscytacji. Wiadomo oczywiście, że nie będzie ona dotyczyła wszystkich czynności podejmowanych w ramach Twojego projektu, bo kto ekscytuje się wpinaniem faktur do segregatora lub pisaniem polityki prywatności na stronę internetową. Jednak jeśli sedno sprawy, fundament i przyświecający wszystkiemu cel będzie wypływał prosto od Ciebie, to i politykę prywatności będzie łatwiej ogarnąć.

 

Masz już wszystko czego potrzebowałaś czy jeszcze szukasz swojego zawodowego miejsca? Ja jestem gdzieś pomiędzy – sporo wiem, ale sytuacja jest bardzo rozwojowa (mam nadzieję!). Jakby nie było – życzę Ci wytrwałości i poczucia spełnienia.

 

 

Tutaj znajdziesz pierwszy tekst – zajrzyj po więcej wskazówek.

O szukaniu swojej niszy, czyli w czym się specjalizować