Wspominam swoją bezkresną (i naiwną) radość po ostatniej lekcji matematyki w liceum, wysokość stosu z notatek i kserówek, który kilkakrotnie przewyższał mnie wzrostem w czasie jednoczesnego studiowania socjologii i prawa oraz kontuzje dłoni, gdy próbowałam robić skrupulatne notatki (istne transkrypty bez dyktafonu za to z tanim długopisem) na wykładach na pierwszym roku ochrony środowiska. A później próbuję podsumować, co faktycznie teraz wiem – i wiem tyle: coś poszło bardzo, bardzo źle z tą całą nauką. I nie bardzo da się pociągnąć cały żywot na tej szkolnej bazie.

Jak szybko się uczyć? Po co właściwie, skoro jestem dorosła? I dlaczego w dorosłym życiu lepiej trzymać się z daleka od szkolnych schematów przyswajania informacji?

 

Uczyć to się trzeba było w szkole!

Słyszałaś kiedyś takie stwierdzenie? Mam wrażenie, że w czasach mojego dzieciństwa było to dość popularne przekonanie. Uważano, że czas formalnej, obowiązkowej edukacji trzeba dobrze wykorzystać, bo jak nie to czeka nas przysłowiowe kopanie rowów bez żadnych szans na nadrobienie braków czy uzupełnienie kompetencji. Wierzono w jakieś magiczne moce, które zamykają zdolności mózgu do przyswajania informacji zaraz po otrzymaniu ostatniego świadectwa oraz w moce rynku pracy, który uwięzi nas na zawsze na pierwotnie obranej ścieżce zawodowej.

Dziś realia są zupełnie inne. Po pierwsze naukowcom udało się trochę dowiedzieć o właściwościach naszego mózgu i nikt nie odbiera nam już szansy na nauczenie się nowego języka po trzydziestce. Po drugie żyjemy znacznie dłużej niż ludzie kilka pokoleń wstecz i bazowanie na wiedzy zdobytej w czasach szkolnych byłoby zupełnie niewystarczające, a wręcz niebezpieczne ze względu na szybką dezaktualizację i galopujący w swym tempie postęp. Po trzecie bardzo zmienił się rynek pracy i dziś nieco inaczej rozumiemy stabilizację. Już raczej coraz mniej z nas wierzy w znalezienie jednej pracy na całe życie, a nasze poczucie stabilizacji nie wynika wprost z długości zatrudnienia. Stabilizacji szukamy w ciągłym dostosowywaniu się do wymagań rynku i posiadaniu sieci kontaktów, relacji, kompetencji i informacji, które będą nas wspierać w elastyczności i płynnym budowaniu swojej kariery zawodowej*. Zmiana podejścia jest w pełni zrozumiała. Amerykański Departament Pracy wyliczył, że ich obywatel urodzony już w latach 1957-1964 zdążył wykonywać średnio 11,7 różnych zawodów. A na przykład Magazyn „Forbes” oszacował, że standardem jest zmiana profesji co średnio 4-5 lat u pokolenia urodzonego od 1980 do 2000 roku**. Czy w takich realiach w dorosłym życiu możliwe byłoby unikanie lub choćby przyhamowanie procesu uczenia się?

 

Pierwsza rzecz do nauczenia w dorosłym życiu: nauczyć się uczyć

Nieważne więc czy akurat chcesz czegoś nowego w swoim życiu i nauczenie się czegoś jest Ci po prostu teraz potrzebne, czy aktualnie nie planujesz żadnych zmian. Realia są takie, że uczenie się to proces na całe życie bez względu na to czy jest to nasz wybór czy tylko odpowiedź na zastaną rzeczywistość. Skoro uczyć się warto, to może warto także nauczyć się uczyć. Będzie przyjemniej, szybciej, efektywniej i z większą korzyścią. Fascynujące są powody, dla których standardowo stosowane strategie i metody nauki promowane przez powszechne szkoły, nauczycieli i w popularnych radach od rodziców są tak mało skuteczne i sensowne. Kiedyś na pewno zbiorę kilka dowodów tu na blogu, a dziś skupię się na praktycznych aspektach tematu, czyli konkretnych pomysłach na usprawnienie procesu nauki w dorosłym życiu.

I tylko zostawię Ci jeden cytat na wypadek, gdybyś myślała „etam, etam, nie jest źle z tą szkołą i nauką, dzieciaki dają radę, mają dobre oceny i świetlaną przyszłość”. Słuchaj: „ponad pięćdziesiąt lat badań pedagogicznych na uniwersytetach w Londynie, Sztokholmie, Kopenhadze i Berlinie pokazało, że właśnie ci wzorowi uczniowie, te grzeczne dziewczynki i chłopcy z pierwszej ławki, najbardziej potrzebują pomocy. Twarde dane, które można zaczerpnąć z ministerstwa zdrowia, wskazują, że wiedzie im się dobrze do trzydziestu pięciu, maksymalnie czterdziestu lat, a potem zapełniają przychodnie zdrowia psychicznego. Wystarczy spojrzeć na dane dotyczące depresji, wypalenia zawodowego, uzależnień„***. Przetrwanie szkoły i spełnianie wymagań kolejnych szczebli edukacyjnych nie świadczy, że warto iść dalej w dorosłe życie z tym jednym schematem. A nawet jeśli ten cytat nie działa na Twoją wyobraźnię, to spróbuj przypomnieć sobie chociaż część informacji z historii, geografii czy czegokolwiek, które jako uczennica musiałaś znać. No właśnie…

 

 

Do sedna – jak się szybko uczyć?

 

– opracuj swój system gromadzenia wiedzy

System ma moc. Pozwala gromadzić potrzebne informacje, katalogować je, szybko do nich wracać i często korzystać w praktyce. Dobry system przysłuży się procesowi poszerzania wiedzy lepiej niż kawa, żółty zakreślacz i encyklopedia wszechrzeczy wyryta na pamięć. By wiedzieć jak taki system nie powinien wyglądać wystarczy prześledzić swoje szkolne przyzwyczajenia: lekcja dyktowana do zeszytu przez nauczyciela lub przepisywana z książki (narzucone z góry bloki wyrwanych z kontekstu informacji), kopiowane od kogoś notatki (informacje bez wiarygodności oraz procesu ich stopniowego gromadzenia), fury podręczników i kserówek (zbyt mało praktyczne, skondensowane i dostosowane do potrzeb dane).

System gromadzenia wiedzy powinien być jak najbardziej autorski, uporządkowany i dostosowany do własnych potrzeb oraz rodzaju przyswajanych informacji. Powinien gwarantować łatwe odnalezienie potrzebnych wiadomości, kondensowanie treści, powiązanie z już znanymi faktami i wiarygodność notowanych rzeczy (mózg nie zapamiętuje czegoś w co „nie wierzy”). Forma jest dowolna i nie ma znaczenia, czy skorzystamy z jakiejś aplikacji do notatek, grubych brulionów, segregatora. Dobre notatki to skarb. Poczyniłam takie kilka razy w życiu i pamiętam, jak mi zagwarantowały dobre wyniki z logiki, statystyki czy innej metodologii. Nawet teraz pamiętam okładkę zeszytu, kolor zakreślacza i podejrzewam, że mogłabym dość szybko wrócić do przyzwoitego poziomu wiedzy z tych tematów.

Według mnie system gromadzenia wiedzy jest szczególnie istotny, gdy poszerzanie wiedzy nie odbywa się w ramach ściśle wyznaczonego zakresu (np. pod konkretne wymagania jakiegoś szkolenia), tylko dotyczy szerokiego i dość dowolnego zgłębiania jakiegoś obszaru (choćby tematu pielęgnacji roślin doniczkowych). Zamiast ćpać wiedzę, pochłaniać kolejne informacje i z nich nie korzystać tworzymy przejrzyste, autorskie zasoby gotowe do praktycznego wdrożenia. Najlepiej!

 

– wybierz cel i kierunek

W szkole nie bardzo znamy prawdziwy sens przyswajania kolejnych informacji. Skupiamy się na ocenach, wypełnianiu obowiązku, nagrodach (lub unikaniu sankcji), pochwałach, przyszłych możliwościach, szansach na dalszą ścieżkę edukacji czy potencjalnej pracy itd. Nie zastanawiamy się raczej po co jest ta konkretna informacja (chyba że w ramach narzekania na swój los). W dorosłym życiu o wiele łatwiej jest poczuć prawdziwy sens zdobywanej wiedzy oraz rozumieć do czego ma się nam przysłużyć dana informacja. Jeśli tylko nie odbębniamy jakiegoś szkolenia dla papierka, a z namysłem i konkretną, realną potrzebą wybieramy kierunek rozwoju to już jesteśmy na wygranej pozycji. Mózg „lubi” czuć sens i odwdzięcza się szybkim przyswajaniem takich sensownych informacji. Warto z namysłem wybierać cel nauki i dobrze go sobie ugruntować, rozpisać, uzasadnić. A czasami po prostu zmienić.

 

– wybierz skuteczne metody nauki

Standardowo stosowane metody nauki to wielokrotne czytanie tekstu, podkreślanie ważniejszych informacji, czasami gotowe fiszki lub czyjeś notatki i opracowania. Przebadano skuteczność tego wszystkiego i jest licha. Okazywało się na przykład, że jeśli mamy przyswoić informacje z jakiegoś dłuższego tekstu, to wypadniemy lepiej, gdy pójdziemy na drzemkę lub opowiemy komuś co przeczytałyśmy, niż gdy poświęcimy czas na powtórne czytanie materiału. A co się mówi dzieciakowi, gdy marudzi, że nic nie umie na klasówkę? Idź, przeczytaj jeszcze raz.

 

Patenty ułatwiające szybkie zapamiętywanie na dłuższy czas:

  • Zamieniaj teoretyczne informacje na praktyczne działania poprzez wcielanie w życie rzeczy, których się uczysz. Wypróbuj coś od razu, albo przynajmniej przeprowadź symulacje, próby, odegranie roli. Poza wsparciem w zapamiętywaniu uatrakcyjnisz proces nauki.
  • Zapomnij o radzie, by uczyć się zawsze w tym samym miejscu – np. przy biurku i nie wysyłaj zawsze dzieci z książkami do własnego pokoju. Według badań różnorodność miejsc do nauki jest znacznie korzystniejsza dla przyswajania informacji.
  • Unikaj biernego, kilkukrotnego czytania tego samego tekstu. To najpowszechniejsza, ale okrutnie nieskuteczna metoda. Mózg trzeba czymś zaskoczyć, spojrzeć inaczej na treść, zadać pytania, wypisać wyjątki, rozrysować coś – w skrócie użyć swojej kreatywności.
  • Stwórz swoje materiały do nauki. Samodzielne opracowanie treści, odniesienie do własnych doświadczeń, użycie graficznych patentów, wydobycie esencji i inne manewry spowodują o wiele szybsze przyswajanie wiedzy od na przykład zakreślania zdań w książce.
  • Zamiast tzw. „systematycznej nauki” stawiaj na naukę rozłożoną w czasie. Przerwa między kolejnymi sesjami nauki powinna być taka, by zapomnieć nieco pierwszą serię i musieć wykonać wysiłek, by coś sobie przypomnieć. Wtedy, po kolejnej turze zapamiętuje się na dłużej oraz unika się złudnego poczucia bycia nauczoną, która wynika tylko z bycia „na świeżo”. Poza tym to świetny patent na naukę w dorosłym życiu – łatwiej pogodzić misję rozwój z innymi obowiązkami, których przecież jest mnóstwo.
  • Gdy słuchasz, notuj. To zupełnie inne słuchanie, nawet gdybyś nie zajrzała już później do tych notatek.
  • Już podczas nauki sprawdzaj wiedzę testami, zadawaj sobie pytania lub na przykład wypisuj wszystko, co wiesz na dany temat. Te działania przynoszą efekty nawet, gdy podajesz błędne odpowiedzi – dla procesu zapamiętywania liczy się już sam wysiłek czyniony dla przypomnienia sobie czegoś.
  • Nie bój się mieszania różnych partii materiału czy przedmiotów. Szkolne płacze, że klasówka z matmy nie może być w tym tygodniu co ta z historii nie mają naukowych podstaw. Gdy mózg jest zmuszony, by przeskakiwać między różnymi informacjami zapamiętuje lepiej i na dłużej.
  • Przekaż komuś wiedzę, którą zdobywasz. Już samo nastawienie na to, że będzie trzeba komuś wyłożyć informacje sprzyja ich przyswajaniu. Można też odegrać rolę nauczyciela przed wyimaginowanym uczniem (gdy nikt prawdziwy nie chce słuchać;)

Patenty z tego punktu wybrałam z moich notatek, które poczyniłam sobie kiedyś na użytek własny i mam nadzieję skuteczne wsparcie moich córek w ich edukacyjnych wysiłkach. Spisywałam je podczas czytania książki „Włam się do mózgu” Radka Kotarskiego. W tej pozycji jest sporo badań, dowodów na skuteczność określonych metod, więc podaje Ci je wierząc w wiarygodność i zachęcam do pogłębienia tematu, jeśli Cię zainteresował, bo książka jest świetna.

 

 

______

Źródła informacji do tego wpisu, a zarazem godne uwagi pozycje w powyższym temacie:

* wnioski o pojmowaniu stabilizacji z badania „Evolution of work” zrealizowanego przez przez ADP Research Institute
** dane o częstotliwości zmiany pracy pochodzą z książki „Włam się do mózgu” Radka Kotarskiego
*** cytat z książki „Kryzys szkoły” Jaspera Juula