Staramy się dbać o kwiatka w doniczce, o aktualne wyniki morfologii czy cytologii i o ergonomię krzesła, które nasze dziecko przystawia do biurka. Chcemy mieć ładny kształt paznokci, fajny kubek i gustowną torbę. Kilka godzin poświęcamy na dobór grafiki na ścianę w salonie, poszukiwanie płaszcza na jesień i na analizę zasadności zrobienia sobie grzywki. Inwestujemy w talię kupując karnet na siłownię i w karierę zapisując się na kurs języka obcego. I tylko sfera zdrowia psychicznego jest skrajnie niedoinwestowana i pozostawiona gdzieś na szarym końcu potrzeb i powinności. A to przecież fundament zdrowia, profilaktyka wszelkiego typu chorób, niezbędnik w obszarze budowania dobrych relacji oraz siła, z której płynie kreatywność i energia niezbędna do pracy i wszelkich innych aktywności. Przeczytaj – może przekonam Cię, że lista przyjemności i ich celebrowanie jest świetną inwestycją w zdrowie.

 

 

Działajmy zamiast pastwić się nad naszym podejściem do życia

 

Świat jest taki jaki jest. Niezwykle trudno jest poukładać całą swoją rzeczywistość tak, by nie doświadczać nadmiaru stresu i napięć. Wydarzeń z przeszłości już nie zmienimy, mamy określoną pulę genów i predyspozycji różnego rodzaju, nie wiemy co wydarzy się w przyszłości i na ogromną część tych przyszłych wydarzeń nie będziemy miały wpływu. Mamy jednak coś lepszego – mamy wpływ na nasze podejście do tego wszystkiego, co było, co jest i co jeszcze nastąpi. Co jednak istotne, warto skupić się na działaniu, na zmianie zachowań, modyfikacji nawyków, dodaniu sprzyjających aktywności – a nie na samej zmianie myślenia. W obliczu trudności, kryzysów, zwykłych spadków nastroju lub po prostu chęci inwestowania w rozwój osobisty zbyt mocno koncentrujemy się na chęci poprawy samopoczucia poprzez oddziaływanie na własne myślenie. Innym ludziom również często radzimy: “myśl pozytywnie, nie martw się, będzie dobrze, uśmiechnij się”. Przeceniamy relacje między myśleniem a nastrojem, a nie dostrzegamy jak bardzo działania wpływają na naszą kondycję psychiczną. Plakat z motywacyjnym “go girl” będzie nam służył pod warunkiem, że gdy na niego spojrzymy, to zdecydujemy się wstać i coś zrobić.

Troska o samą siebie to dobry pierwszy krok w kierunku zadbania o zdrowe podejście do życia. Taki zestaw cegiełek pod budowę fundamentów, na których wyrośnie cały arsenał chroniący przed nadmiarem stresu. Aktywność, która sama w sobie jest korzystna, a dodatkowo staje się początkiem lawiny kolejnych kroków w słusznym kierunku.

 

 

Lista przyjemności, które przy okazji są profilaktyką dla naszego zdrowia psychicznego

Najlepiej będzie stworzyć sobie własną, jedyną na świecie, ewoluującą w razie potrzeb, w pełni spersonalizowaną listę przyjemności. Taką, która powstała na bazie eksperymentów prowadzonych przez wszystkie lata naszego życia, pełną wniosków ze zgromadzonych już doświadczeń, ale równocześnie otwartą na nowości.

 

Tworzymy “plan zmian” – możliwy schemat postępowania:

1

Kupujemy sobie najpiękniejszy notes świata lub wydzielamy idealne miejsce w najpiękniejszym notesie świata, który już od dawna mamy. Gdy nie ekscytują nas materiały papiernicze, sięgamy po porostu po kartkę i ołówek. Mówiąc w skrócie – skoro nie myślimy, tylko działamy – to za ten element zabieramy się również realnie, na piśmie.

2

Wypisujemy wszystko co robiłyśmy, robimy lub chciałybyśmy robić. Można chronologicznie i sukcesywnie, na bieżąco przez określony odcinek czasu – myślę, że minimum tydzień, by przebrnąć przez jakiś ponury poniedziałkowy ranek i ekstatyczne sobotnie popołudnie. Możemy też zbiorczo, retrospektywnie wypisać wszystko, co pamiętamy z ostatniego czasu.

3

Analizujemy notatki zadając sobie pytania o to, czego było zbyt dużo, czego zbyt mało, co dawało satysfakcję, co było przyjemne, a co zupełnie nie, czy plany były realistyczne, czy jest jakiś sposób na wprowadzenie korekt, które pozwolą znaleźć w harmonogramie więcej czasu dla siebie itd. Dobrze by było wychwycić jakieś zależności między podejmowanymi aktywnościami (lub ich brakiem) a samopoczuciem, oceną tego czasu, korzyściami i stratami.

4

Na bazie wcześniejszych analiz i wszelkich materiałów, wspomnień i narzędzi, jakie tylko da się wykorzystać tworzymy listę działań do wdrożenia. Ma to być spis przyjemności, aktywności, które nam służą, dobrodziejstw, które muszą znaleźć swoje miejsce w naszym życiu. Nie deprecjonujemy pragnień, nie odrzucamy, czegoś czego jeszcze nie próbowałyśmy, nie szukamy wymówek czasowo-finansowo-wiekowo-jakichśtam.

5

Nie ograniczamy się ilościowo na tym etapie. Za to możemy konstruować różne podziały i klasyfikacje – np. lista fajnych rzeczy do zrobienia, gdy zdarzy się 15 minut wolnego czasu, albo lista kilku aktywności, które mają na stałe wejść w grafik, czy na przykład lista nowości do przetestowania.

6

Następnie przeżywamy lekkie zderzenie z rzeczywistością, ale tylko po to, by użyć kolorowych pastelowych zakreślaczy (gdy ekscytują nas materiały piśmiennicze) oraz skonkretyzować plany i skutecznie wprowadzić je w życie. Czas na stworzenie hierarchii na listach (by wiedzieć, gdzie zacząć), albo rozpisanie większej przyjemnostki na konkretne terminy lub kolejne kroki. Można zdecydować o wpisaniu trzech rzeczy do kalendarza lub na przykład narzucić sobie słodki reżim zrealizowania dwóch punktów z listy w tygodniu. Wszystko według potrzeb i możliwości, ale konkretnie. Nie że kiedyś pójdę na basen, a od wiosny zacznę jeść sałatki.

7

W zasadzie gotowe! Dobrze byłoby kontynuować tworzenie notatek – żeby planować, żeby motywować się, monitorować sukcesy i żeby zauważać korzyści ze swoich aktywności lub wprowadzać konieczne modyfikacje. Zwłaszcza w gorszych momentach mamy tendencje do koncentrowania się na wszystkim co negatywne, notatki pomogą udowodnić samej sobie, że nasze aktywności powodowały też pozytywne odczucia – urealnią obraz rzeczywistości i będą wspierały w poczuciu zdobywanej siły.

 

 

Obszary, które mogą być godne sprawdzenia i wdrożenia

Na pewno wiesz sporo o tym co lubisz, co wkurza, czego brakuje. Ale gdyby na Twojej liście przyjemności widniało spanie do południa, tabliczka mlecznej czekolady i oglądanie horrorów w nocy… tooo być może temat nieco nam się rozjechał i nie do końca zmierzamy w kierunku dbania o swoją kondycję psychiczną za pomocą wdrażania przyjemności. Może zerknijmy na poniższe inspiracje…

Odpoczynek

Codzienny, aktywny lub bierny, samodzielny – gdy potrzebujemy chwili samotności lub socjalny – taki z innymi ludźmi, którzy są naszym wsparciem społecznym. Ale codzienny, bo odpoczynek nie jest przywilejem, jest obowiązkiem wobec siebie, naszych bliskich i zobowiązań, które na siebie wzięłyśmy. Warto znaleźć sobie co najmniej kilka aktywności, które będą przyjemnością i odpoczynkiem w jednym, czyli nie zmęczą, ale doładują, nie obciążą, ale dadzą motywację, kreatywność, satysfakcję – cokolwiek czego nam w danej chwili trzeba. Myślę, że znalezienie odpowiedzi na pytanie “jak najlepiej odpoczywam” jest kluczową wiedzą o sobie samej. Warto celebrować znane i lubiane oraz testować co jakiś czas nowe idee i aktywności.

Sport / ćwiczenia

Nie chodzi o świetną formę czy figurę, ale o regularną aktywność fizyczną. Ruch dotlenia, dodaje energii, rozluźnia mięśnie, funduje nam coś w rodzaju masażu narządów wewnętrznych. Aktywność pomaga przygotowywać ciało do wyzwań również tych psychicznych – jak ujęto w oklepanym powiedzonku: w zdrowym ciele – zdrowy duch. Gdy priorytetem nie ma być szerokość talii (choć ta pewnie też może poprawiać nastrój) szczególnie warto skoncentrować się na znalezieniu dyscypliny, którą damy radę szczerze polubić oraz na doborze intensywności aktywności tak, by nie powodować przestymulowania czy przetrenowania. Warto spróbować jogi, która ma w sobie coś z medytacji i płynących z niej korzyści, pewnie pływanie może świetnie relaksować i wyciszać. Żeby sprawdzić co nam służy trzeba testować i to zwykle po kilka razy, bo jedna próba nie jest miarodajna. Warto przeanalizować swoje potrzeby – czy najbardziej posłuży nam aktywność na powietrzu, czy przyda nam się poczucie wspólnoty w jakiejś grupie lub sportach zespołowych.

Odpowiednie odżywianie

Ma być zdrowo, lekko, różnorodnie – wiadomo, jak ma być. Dodatkowo warto pamiętać o tym, by chronić układ nerwowy i na przykład nie przesadzać z substancjami stymulującymi typu cukier czy kofeina. Lichą przyjemnością jest zjedzenie czegoś przepysznego, jeśli zaraz po konsumpcji pozostawi to w nas poczuciu winy, lub zafunduje jakiekolwiek inne negatywne wnioski lub odczucia. Kluczowe jest znalezienie frajdy w czymś korzystnym. Gotowanie z mężem, poranna tradycja miksowania koktajlu, niedzielne pieczenie przezdrowego deseru, garść orzechów na podwieczorek, ryba z piekarnika, przetestowany nowy wegański przepis do kolekcji, suszenie moreli, kiszenie buraków – hah – no nie wiem, coś znajdziesz, a każdy kroczek będzie źródłem lepszego samopoczucia.

Sen

Łóżko, sen, lekka kołdra, przygaszone światła. Może to tylko efekt macierzyństwa i nadmiernej gloryfikacji sypialnianych atrakcji, ale uwielbiam wieczory, czerpię z nich sporo siły i satysfakcji. Pomijając osobiste preferencje, powszechnie wiadomo, że sen – odpowiednio długi (minimum 7-8 godzin) i w nocy (a więc zaczynający się sporo przed północą) jest podstawą zdrowia, dobrego wyglądu i stabilnego samopoczucia. To zdecydowanie przyjemnostka, której kultywowanie jest świetnym pomysłem. Wyciszenie przed snem, medytacja, rozdział książki, świeże powietrze, wyzwanie na regularność (kładzenie się do łóżka i wstawanie zawsze o podobnej porze), jedwabna poduszka, światło idealnej lampy, łóżkowe atrakcje do interpretacji indywidualnej, kubek ciepłej melisy – cokolwiek. A co najlepsze sen w sam sobie jest wystarczająco dobrą przyjemnością.

 

Więcej inspiracji oraz podpowiedź, jak z chęci do zmiany zrobić automatyczny nawyk znajdziesz w tym poście: Będzie lepiej – jak i po co wypracować nowy nawyk?

DO DZIEŁA! Bez względu na to, na jakie działania się zdecydujesz i jak postanowisz je wdrażać mam nadzieję, że poczujesz sporo siły, energii i wsparcia z tego całego procesu kultywowania swoich przyjemności. Jeśli masz ochotę, napisz mi w komentarzu, co musi znaleźć się na Twojej liście przyjemności – jestem przeciekawa. Ja nie oddam (bez walki) regularnego, długiego snu, pisania (a czasami innego kreatywnego wyżycia np. malowania obrazu po numerach lub komody w przedpokoju) oraz jogi.