Tegoroczne Blog Forum Gdańsk odbyło się w Europejskim Centrum Solidarności. Wydarzenie wyjątkowe, miejsce niesamowite, okoliczności osobiste także niepowszednie. Zmobilizowałam siły, ugłaskałam me życie poczęte migdałami i pokonałam te 15 minut drogi by tam być.

Zainteresowani a nieobecni pewnie widzieli transmisję online, będzie też okazja by za jakiś czas zobaczyć co nieco na kanale YouTube, więc zaniecham relacjonowania wprost, a podzielę się jedynie efektem tego weekendu. Efekt jest tylko jeden, ale kluczowy: znalazłam swoje miejsce w blogosferze.

Po pierwsze Tomek Tomczyk ustąpił mi miejsca. Czujecie tę symbolikę? Na pewno nie chodziło o to, że pewnie starsza i do tego pewnie kobieta, a nawet i w ciąży – oznaczyła swe strategiczne miejsce na wysokościach a blisko źródła tlenu nonszalancko rzuconym na oparcie sweterkiem. Na pewno! To był raczej wielowymiarowy gest o doniosłym znaczeniu i wyznacznik nadchodzącego przetasowania na szczycie.

Poza tym w różnych momentach, a szczególnie w związku z panelem z udziałem dziennikarzy, pojawiał mi się rozłam w odbiorze blogosfery jako jakiejś niezidentyfikowanej całości. Jedni irytują się i jeżą przy mniej lub bardziej uzasadnionej krytyce „warsztatu blogera”, inni są skłoni interpretować zapędy do wytykania niedociągnięć z dużą dozą dobrej wiary. I gdy personalnie to sobie połączę z konkretnymi osobami to w pewnie dużym uproszczeniu okazje się, że ci pierwsi to obrońcy wolności, a ci drudzy są żądni jakości. I już wiem, do których mi bliżej.

Rzetelność, odpowiedzialne korzystanie ze swojej wolności, przekazywanie tylko wartościowych treści (przy czym wartościowy to nie znaczy od razu wysoce merytoryczny, bo np. treść humorystyczna też może być wartościowa), budowanie marki wysokiej jakości, dbanie o zaufanie otrzymane od czytelników. Takie tematy trafiały we mnie ze sceny BFG. Cieszę się, że wolimy czasem rozmawiać o marce własnej a nie współpracy komercyjnej, o tym jak pisać z pełną odpowiedzialnością a nie pełną skutecznością widoczną w statystykach.

Przemówił do mnie pogląd, by świadomie myśleć co chciałoby się robić za rok czy za lat pięć. I o ile czasem biłam się z myślami czy nie byłoby fajnie pokazać dużo świetnie-hiper-klikalnych zdjęć mojego dziecka lub wstawić ten tekst o żelazku i mieć z tego tytułu na serwer i na waciki, to dodanie tej wieloletniej perspektywy utwierdza mnie w przekonaniu, że nie tego szukam w blogowaniu. Dobrze jest zyskać jakąś odpowiedź przy jednoczesnym ciaśniejszym uwikłaniu w gąszczu pytań i zagadnień.

Po Blog Forum Gdańsk ciężar gatunkowy blogosfery tyje w moich oczach w tempie dorównującym talii. Stwierdzam, że jest jeszcze tyle do zrobienia i nie o nowym szablonie mowa. Cieszę się, że są piszący, że są czytający i że za rok będzie BFG. A ja wracam do głaskania się po zaokrąglonym brzuchu, wierząc, że niniejszym czynię milowy krok na drodze do profesjonalizacji przynajmniej w dziedzinie blogosfery parentingowej. W końcu co rodzic jedynaka wie o życiu, no nie? Z jednego dziecka nijak nie da się sklecić statystyki na potwierdzenie poglądów.