Dostajesz to. Od niego, od niej, od losu, od Boga, sprawiedliwości, przypadku, karmy – w zależności od światopoglądu tudzież okoliczności.

Dostajesz i nie wiesz co z tym zrobić. Może po prostu przeżyć, wiedząc że i to co dobre, i to co złe kiedyś minie. Może oddać gdzieś dalej, przerzucić na innych cały ciężar odpowiedzialności lub cały rozmiar szczęśliwości. Może schować, odłożyć na później, zignorować.

Może zamienić w ogień?

Poruszyć tym to, co bez żywiołu niewzruszalne. Zdobyć podbojem to, co dotąd w sferze marzeń. Zniszczyć i grzać się w gorącej atmosferze porażki. Wykorzystać do cna, tak że zostaną tylko ciepłe wspomnienia i kupa prochu. Spalić się raz, ale w temperaturze prawdziwych emocji.

Czy życie jest po to żeby przez cały czas jego trwania przygotowywać się, urządzać, czekać? Budujemy sobie dobry start, świetlaną przyszłość, bezpieczną starość. Co zostaje gdy kończymy?

Kiedyś

Chciałam się pobawić. Pewnie w dom.

Przygotowywałam koce, budowałam z klocków niezbędne konstrukcje, wybierałam bohaterów akcji, ustawiałam, malowałam, gromadziłam. W zasadzie ciężko pracowałam, ale motywowała mnie wizja najlepszej w świecie zabawy. Tak długo zajmowałam się tworzeniem scenografii, że nadchodził wieczór, trzeba było ogarnąć przestrzeń, przełknąć fakt, że czasu na zabawę nie wystarczyło i iść spać. Powtarzałam ten schemat wielokrotnie.

Dziś

Chciałam się pobawić. Pewnie w dom.

Najpierw testowałam wartość relacji między mną a nim. Później potrzebowałam wielu osiągnięć, sprzętów, przestrzeni, doświadczeń. Gromadziłam, malowałam, kupowałam i wyrzucałam, pracowałam, wypełniałam schemat i PIT. Motywowała mnie wizja najlepszego w świecie życia. Tak długo żyłam na przyszłość, że teraźniejszość sama klasyfikowała się tylko, jako etap przed. A co by było, gdybym teraz musiała przełknąć fakt, że zabawy jednak nie będzie, bo czasu nie wystarczy mi już na nic więcej, niż kilka ostatnich oddechów.

Może w sztuce życia lepiej puścić z dymem scenografię, niż jego sens. Może lepiej się sparzyć, niż nie mieć na co dmuchać. Może lepiej się spalać, niż od startu stygnąć.