Zołzina zrobiła mi fryzurę. Wyrwała przy tym połowę tego, co na głowie zostało po ciąży, ale w rekompensacie odstąpiła gumkę z kokardką. Metalowe spinki przypinała przyklepując pięścią. To był prawdziwy relaks (pomiędzy chwilami prawdziwego poświęcenia dla piękna).

Pamiętam, że od pierwszych dnia życia budziła się zawsze wtedy, gdy chciałam coś zjeść, napić się kawy lub usiąść na kanapie. Dzięki temu jestem szczupła, sprawna i nie tak bardzo uzależniona od kawy.

Ona wstaje rano. Zawsze. Nikt inny nie byłby w stanie zmusić mnie bym zawsze o świcie zaczynała dzień. W soboty o 11 jesteśmy po plaży, dużych zakupach, spacerze i dwóch śniadaniach. Jesteśmy zawsze takie ‚hop do przodu’ (i niech Was nie zmyli, gdy się spóźniamy – bo spóźnienie to wypracowany efekt finalny, nie przyczyna).

Mojej drobnej córce brakuje kwartału do 3 urodzin, a siła, którą dysponuje zadziwia. Potrafi tak ciągnąć za rękę, że zawsze dojdzie tam, gdzie chce. Umie znokautować dorosłego pod przykrywką buziaka lub przytulenia. Godną matematycznego geniuszu precyzją sprawia, że zawsze mam nie miej siniaków niż ona.

Od dawna, gdy zasypia, obiecuje, że zaraz zawoła „mama, mama”. To pokłosie tłumaczeń, że będzie teraz spała w swoim łóżku, ale gdy tylko zawoła, to ja szybko do niej przyjdę. Ostatnio nie dotrzymuje obietnicy i sama się do nas fatyguje nocą. Jakie to wygodne!

Jest wymagająca, potrzebuje dużo uwagi, nieustannego, pełnego zaangażowania towarzystwa, wielu wersji obiadu i mnóstwa ubrań, które musi zmienić, gdy ochlapie się kroplą wody. Dzięki temu, że córka nie ma dla mnie litości, ja też wymagam wiele od innych. W efekcie jestem otoczona tylko prawdziwie przychylnymi mi osobami. To dobrze.

Urodziła się i tak po prostu poustawiała mi priorytety. Chociaż teraz trudniej znaleźć balans, czas i receptę, to gdy przychodzi czas podejmowania ważnych decyzji, jest łatwiej. Priorytet jest wreszcie zdefiniowany na sztywno, a ja się uelastyczniam, by mu sprostać.

Wszystko co najlepsze już mam, wszystko już dostałam. Zupełnie nie wiem, gdzie upchnę to, co jeszcze przyjdzie. Obawiam się, iż kiedyś pęknę z tego szczęścia. Pęknę i dalej będę najszczęśliwszą matką pod słońcem, tyle że w fit kawałkach.