Work-life balance to unikanie konfliktu pomiędzy pracą a życiem prywatnym oraz stymulowanie wzajemnego wzmacniania się, pozytywnego wpływania na siebie tych dwóch sfer życia. W rozważaniach dotyczących godzenia pracy zawodowej z życiem prywatnym nacisk kładzie się na odpowiednią organizację, planowanie, podział obowiązków. Wydaje się, że wystarczy poukładać sobie w głowie, wpisać zadania do kalendarza, trzymać się planu, nie zaburzać równowagi czasowej, przewidywać możliwe konflikty (np. chore dziecko kontra konferencja pod Krakowem) i już, zrobione.

O ile jednak sprawnego zarządzania czasem, ludźmi i czasem ludzi można się nauczyć, wypracować swój złoty środek, nabyć organizer idealny, realizować założenia z apteczną precyzją, to o prawdziwy zgrzyt nie trudno w pewnych dwóch płaszczyznach:

Energia

Skąd mieć siłę na entuzjastyczne perorowanie podczas prezentacji ważnego projektu po trzeciej nieprzespanej nocy? Skąd wziąć chęci na odgrywanie teatrzyku pacynkami po całodziennym cyrku w biurze? Zasoby energii są ograniczone i sprawiedliwy ich podział między pracę i dom nie zawsze jest możliwy. Rotawirus, termin konferencji, wyżynająca się trójka, sypiący się projekt – ci to mają sprawiedliwość w głębokim poważaniu.

Uwaga

Gdy na porannym zebraniu potrafisz rozważać jedynie prawdopodobieństwo dalszego wzrostu temperatury u dziecka. Gdy stresu z pracy nie udaje się zostawić za drzwiami domu i wylewa się bokami w towarzystwie jednostek niewinnych. Gdy jesteś w domu ciałem, ale ducha więzi kontrahent. Przełączanie się z trybu zawodowego na prywatny i odwrotnie nie zawsze działa bez zarzutu, czasami coś się blokuje, zawiesza i anektuje myśli wbrew woli.

Energię można pomnażać aktywnością fizyczną, podtrzymywać kofeiną, pobudzać dietą i czerpać z kosmosu, a na uwagę trzeba… uważać?

Mój balans leży i kwiczy w rozdarciu.