Wybór

Prawidłowy a jednocześnie niebanalny dobór wina do potrawy to podobno wielka sztuka. Tak wielka, że ona nie chce jej kalać swymi nieudolnymi próbami i miota się uprzednio wśród półek, by ostatecznie i tak wziąć jakieś Porto lub wylosować cokolwiek na zasadzie anarchii totalnej.

Dokonanie wyboru w sprawie mniej lub bardziej istotnej zawsze powoduje u niej kaca. Dobry wybór mógł nie być najlepszym, wyrachowany mógł być przesadnie zachowawczym, szybki mógł być pochopnym. Analizuje, porównuje, zlicza, rozważa, by ostatecznie się wycofać lub rzucić w wir zdarzeń. Później kręci jej się w głowie od nadmiaru potencjalnych alternatyw, niewykorzystanych opcji, odrzuconych scenariuszy.

Do pełna

Chciałaby czasami nalać do pełna, po brzegi – wcale nie po to by się upić, ale by zaznać smaku łamanych konwenansów. Kieliszek do wina rządzi się swoimi prawami. Elegancko jest wypić pięć razy po 1/3 jego pojemności. Nieelegancko jest wychlać jeden a dowolnie obwity.

Ona zawsze by chciała do końca, z efektem, z sukcesem, z pełną satysfakcją. Drobny szczegół, niewielki brak, nieznaczny niedobór potrafią zatruć sedno, cały ogrom pracy, wszystkie zdobycze. Nie ma trochę, nie ma wystarczająco, nie ma na miarę możliwości. Jest perfekcjonizm. Neurotyczny.

Z głową

Alkohol pije raczej z głową, bo w jej mniemaniu ktoś bez głowy nieuchronnie traci w oczach. Nie lubi tej swojej przewagi motoryczno-intelektualnej nad posuniętymi w procesie upijania się i w takich sytuacjach milczy z innego powodu niż zwykle.

Poczucie winy ma opanowane do perfekcji. Celebruje je zwykle wieczorami z lampką w dłoni lub bez. Nie zdobyła świata, nie chciała szósty raz układać puzzli, nieekologicznie i nieekonomicznie sterczała pod prysznicem, będzie miała migrenę od tego Martini i sera przez co jutro znowu nie zdobędzie świata…

Zdrówko!