Podśmiewałam się zawsze z poruszania tematu aborcji na blogach. Bo to taki temat-piana: „Aaaaborcja – będzie dym, będą statystyki”. Żyłam w przeświadczeniu, że obowiązują u nas przepisy konserwatywne, restrykcyjne, ale stanowiące sprawiedliwy kompromis między interesami matki i zarodka, z którego rozwinie się życie. Podejrzewałam, że co jakiś czas pojawiać się będą nierealne u nas pomysły by przepisy złagodzić, ale w najczarniejszych scenariuszach nie wierzyłam, że pojawi się realne zagrożenie, że przepisy zostaną zaostrzone.

Aktualnie obowiązująca ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach przerywania ciąży, dopuszcza aborcję, gdy występuje duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu, ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej, lub gdy ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego, np. gwałtu. Czyli w zasadzie aborcja jest zabroniona, a przepisy zostawiają uchyloną furtkę na sytuacje skrajne, dramatyczne i nieprzewidywalne w swoim skomplikowaniu. Żeby takie sytuacje rozważać potrzeba specjalistycznej wiedzy medycznej, szeregu badań, rozważenia indywidualnych okoliczności i przede wszystkim świadomego, wolnego wyboru jednostki, której to dotyczy.

Wyobrażacie sobie, że partia rządząca wprowadza zapowiadane zmiany i odtąd lekarze odmawiają podejmowania prób ratowania lub leczenia waszego dziecka jeszcze podczas życia płodowego, bo skomplikowana ingerencja medyczna obarczona jest jakimś ryzykiem poronienia, a w świetle nowych przepisów byłoby to penalizowane, tym samym wasze dziecko zostaje skazane na ciężką chorobę lub śmierć zaraz po porodzie? Albo w sytuacji, wcale nie tak rzadkiego, dramatu samoistnego poronienia wyczekiwanego dziecka, waszym przypadkiem zainteresuje się prokurator, by zafundować wam kolejny dramat sprawdzania czy nie był to efekt czyjegoś działania? Wyobrażacie sobie, że brutalnie zgwałcona nastolatka, dziecko na przykład dwunastoletnie, zmuszona będzie do pozwolenia na rozwinięcie się w niej życia i urodzenia dziecka powstałego w wyniku przestępstwa, a później życia z ciężarem wychowywania takiego dziecka lub ciężarem oddania go? Lub kobiety przestaną zgłaszać, że do gwałtu w ogóle doszło w obawie, że w przypadku powstania ciąży będą obserwowane i nic już z tym faktem nie będą mogły zrobić nawet w aborcyjnych podziemiach lub za granicą? Wyobrażacie sobie, że pomimo skrajnie wysokiego, obiektywnego ryzyka śmierci podczas kolejnej ciąży zmuszone będziecie do jej kontynuowania, po to by w połowie umrzeć wraz z płodem i osierocić dzieci, które już macie? Wyobrażacie sobie, że musicie przetrwać 9 miesięcy ciąży i poród dziecka, które nie ma najmniejszych szans na przeżycie poza macicą, tylko po to by patrzeć jak powoli umiera w cierpieniach?

Być może jest to do wyobrażenia, być może można wierzyć, że w każdej sytuacji można znaleźć siłę by jakoś przetrwać, być może w statystykach legalnych aborcji występują w zasadzie same przypadki kończenia ciąż ze względów ciężkich wad lub niepełnosprawności dziecka. Być może większość z nas byłaby zdolna do postaw heroicznych – do ryzykowania własnym życiem, do poświęcenia swojego zdrowia, psychiki, jakości życia, do trwania w dramacie z wiarą, że nastąpi jakiś cud. Potrafimy być silne, heroiczne, potrafimy walczyć o dziecko, o życie, potrafimy przetrwać wiele. Tylko czy zamykanie z automatu wszystkich furtek – nawet tych zostawionych dla przypadków tak skomplikowanych i skrajnych, że nie potrafimy ich sobie wyobrazić, to nie wyraz ograniczenia, barbarzyństwa i ciemnoty? Czy zmuszanie kobiet do postaw skrajnie heroicznych za pomocą przepisów to nie zamach na prawa człowieka? Człowieka, który już jest – realnie, obiektywnie i według wszystkich poglądów, filozofii i religii. Czy nowa ustawa antyaborcyjna ma zacząć zabijać?

Nie zgadzam się na całkowity zakaz aborcji w imieniu własnym – choć sama w swojej wyobraźni nie widzę powodu, który do wykonania aborcji by mnie doprowadził, nie zgadzam się w imieniu moich córek – tej narodzonej i tej jeszcze nie. Nie zgadzam się w imieniu wszystkich kobiet, bo pewne decyzje nie mogą być podejmowane z automatu zupełnie poza tymi, których to dotyczy – to byłoby nieludzkie, choć pod pozorem ochrony ludzi wprowadzane.