Teraz to już można narzekać. Powód ku temu w swej gabarytowej monstrualności kroczy zawsze przede mną i powoduje, że ludzie lustrują najpierw brzuch, by ewentualnie dopiero później zerknąć w oczy jego właścicielce. Nie śpię, ale za to jem. Raczej się nie ruszam, bo wymaga to zbyt wiele zachodu. Trudno.

Trudno, że tym razem anemia. Słabo jakoś i bez sił. Bez wyspania, ale i bez snu. Może to moja wina, bo mdłości po witaminach spowodowały, iż zapomniałam ich łykać. Przez trzy tygodnie tak zapomniałam. Nadrabiam teraz sokiem z buraka. Wczoraj też nadrabiałam, gdy siedzącej przy stole Zołzinie nagle wypadł z rąk kubeczek z kilkoma łykami tegoż czerwonego specyfiku.

Wypadł i gruchnął o podłogę. Rozbryzgł się na niegdyś białą ścianę, dywan szary i nową kanapę, na firankę, poduszki, fotel i na moją zdziwioną twarz. Doprawdy to zadziwiające, że jednym ruchem i kilkoma centymetrami soku można pobrudzić tyle rzeczy. Ja bym chyba nie podołała zadaniu nawet, gdyby ktoś mi rozpylacz z tym sokiem wręczył. Także sok z buraka polecam, natychmiast dodał mi energii i zabrałam się za mycie podłogi.

Podłoga choć mi bliska, bo najchętniej poddałabym się grawitacji i wyłożyła na płasko, jednocześnie jest mym wrogiem. Nie chcę jej sprzątać, nie chcę podnosić z niej setki razy dziennie porozrzucanych przedmiotów, nie chcę zasidać do puzzli, klocków, kolejek. Zołzina pojęła, że niewygodnie mi z tym brzuchem na podłodze i łaskawie godząc się na zabawę na kanapie, grozi mi: „jak urodzisz dzidziusia, to usiądźniemy na podłodze”. Nie wiem jak jej powiedzieć, że po porodzie siadanie wypada z top 10 rozrywek.

instagram well well pl

lucy es instagram

trzeci trymestr

well-well pl