Chciałabym, żeby było mnie stać na wszystko. Wszystko, o czym szczerze zamarzę.

Mówi się „takiego to stać na wszystko„. Myśli się: wariat, który mógłby przekroczyć granice, rzucić się z pięściami, zabić, trzeba na takich uważać. A ja bym chciała mieć taką determinację wariata – tylko inaczej ją ukierunkowywać.

Mówi się „takiego to stać na wszystko„. Myśli się: od dobrobytu w dupie mu się przewraca, sądzi, że może wszystko i wszystkich kupić, że wszystko mu wolno. A ja bym chciała wierzyć, że mogę wszystko – tylko nie wszystko wcielać w życie.

Chcę zawsze mówić „to mój najlepszy czas”. Chcę akceptować zmiany, bezsensownie cieszyć się z kwiatów w wazonie i truskawek w ustach, żyć według własnego scenariusza, mieć rozmach, odwagę, dystans, trochę pewności i trochę wątpliwości.

Chciałabym, żeby nie ograniczał mnie mój umysł, moje ciało, moje otoczenie, moje projekcje, mity, w które wierzę, czarnowidztwo, które zaciemnia obraz, strach, który zatrzymuje, przywiązanie, które związuje ręce.

Chcę mieć zasoby, które wystarczą, by zgromadzić pokłady empatii, pozwalającej znieść spokojnie czyjeś błędy, skoro sama popełniam analogiczne. Chcę inwestować w szczerość, choć ona tak w najprostszym rachunku zupełnie się nie opłaca. Chcę dać więcej niż otrzymam w zamian i nie czuć się jak czyjś wierzyciel. Chcę przewyższać rzeczywistością wartość, na którą ktoś mnie pobieżnie wycenił – nie odwrotnie. Chcę nie mieć nic do ukrycia. Chcę czuć komfort milczenia zawsze wtedy, gdy uważam, że nie warto mówić.

Nie zwrócę niczyjej uwagi swym stanem posiadania, a będę miała wszystko.