Spacer z dzieckiem jest osobliwym doznaniem. Przez długi czas ma niewiele wspólnego z tym, czym był kiedyś – odpoczynkiem, wyprawą w nieznane, trzymaniem rąk w kieszeni, wzrokiem spokojnie utkwionym w horyzont, swobodnym obieraniem kierunków. Zapomnij! Czas na nową jakość.

Etap 1 – wózeczek debiutanta

Z tym pierwszym wspólnym spacerem, zwłaszcza w zimniejszych miesiącach, czyli przez 98% roku, czeka się zwykle kilka dni aż nowy człowiek ogarnie nieco życie w atmosferze ziemskiej. Pierwsze wyjście z wózkiem na dzielnie ma moc. Nigdy nie wiadomo czy czapeczka potrzebna czy może dwa kocyki zamiast jednego. Wraz z wydłużaniem się tras wypadowych, wzrasta tonaż pobieranego ekwipunku. Wyjście z domu poprzedzone jest solidnymi przygotowaniami, gromadzeniem sprzętu, aplikowaniem kremów chroniących przed mrozami lub promieniowaniem słonecznym (a w maju roku bieżącego – to chyba obu jednocześnie), a także eksperckim szacowaniem ryzyka głodu, zimna, znudzenia i innych licznych czynników zagrażających powodzeniu akcji. Bywa, że proces przygotowywania się do wyjścia, znacznie przekracza czas pobytu na wolności.

Etap 2 – spacerówa recydywisty

Gdy przychodzi czas przesiadania się do spacerówki wszyscy – i spacerowani, i wyspacerowujący – są już weteranami spacerniaka. Ojciec bez zadawania trzynastu pytań jest już w stanie sam zlokalizować i wybrać kompletną odzież wierzchnią latorośli. Matka potrafi już wnieść po schodach kilkanaście kilogramów wózka, kilka kilogramów dziecka i adekwatną do jadłospisu ilość zakupów. Dziecko zaś doskonale kuma czym jest spacerek i zwykle ma do tej kwestii stosunek przychylny (co oczywiście nie znaczy, że bez szemrania pozwoli przeprowadzić proces ubierania). Bywa miło, spokojnie i harmonijne – aż tu nagle trach: etap 3.

Etap 3 – próby ucieczki

Spacerniak ma to do siebie, że wcześniej czy później wyzwoli w młodym człowieku chęć wyrwania się z kajdanów, pasów i wyznaczanych przez innych tras. Nam Zołzina uciekła w wieku 18 miesięcy i już nie dała się więcej posadzić. Spacer bez wózka to prawdziwy trening ciała i ducha. Albo biegniemy za nią bez wpływu na obierany kierunek, albo trudzimy się w wymyślaniu tysięcy zachęt do lekkiego przyspieszenia, bo spacerujące we własnym tempie dziecko 100 metrów potrafi pokonywać w kwadrans (lub dwa). Im wcześniej etap 3 wejdzie w życie, tym więcej twój kręgosłup dostanie w kość. Możecie sobie wyobrazić, ile ton przerzuciłam przez ostatnie półtora roku.

Pojawiające się czasem sekundy, w których idziemy równym tempem, w zgodnie ustalonym kierunku, trzymając się mocno za ręce i rozmawiając o czymś, pozwalają mi jednak wierzyć w moc resocjalizacji …lub socjalizacji. Kiedyś wyjdziemy spokojnym krokiem na spacer po plaży, galerii handlowej lub innych ścieżkach życia i mam nadzieję, że na pewnym etapie żadna nie będzie chciała uciekać. A teraz idziemy do piachu (nie martwcie się, będziemy żyły).

Inne hasła z paraencyklopedii:

ciąża czas małżeństwo podróż płacz porażka wychowawcza poród sen zabawka zęby