Lata całe na uniwersytecie, lata z mądrzejszymi od siebie, lata z książkami – a najwięcej do mojego życia wnosi dziecko. Macierzyństwo otwiera mi oczy. Nie o życiu się uczę, a życia.

Niewykorzystane minuty nie przechodzą na następny miesiąc.

Obserwuję dwuipółletnią już Zołzinę i widzę, jak bardzo się zmienia, jak wiele barier pokonuje każdego dnia, ile nowości demonstruje jej świat i ona światu. Jej energia, otwartość, wola działania zawstydzają mnie od samego rana. Próbuję przyjąć jej strategię działania. Nie chce czekać, odkładać na później, godzić się przedwcześnie z propozycjami od losu. Wcale nie jest tak, jak mawiają w reklamie – niewykorzystane minuty nie przechodzą na następny miesiąc. Może będę miała okazję, by zrobić to, co odłożyłam, może porozmawiam, załatwię, osiągnę, może nie zdążę – nie ważne – istotne, że przeszłości nie ulepszę. Chcę żyć według najlepszego scenariusza już teraz, przyszłość nie interesuje mnie aż tak bardzo jak teraźniejszość.

Chodzi o to żeby życiem się zajmować a nie przejmować.

Opieka nad dzieckiem implikuje sporo wątpliwości, stresu, poczucia niekompetencji, stosowania pilotażowych metod postępowania. Początki mojego macierzyństwa to samo przejęcie – wszystkim co miało miejsce, nie miało, mogło mieć, być może powinno… Absurd. Ale nie pochwalam też życia w stylu zdystansowanego optymisty-luzaka. Lubię informacje, wiedzę, analizy, przewidywanie skutków, rozważanie metod. Jednak jest różnica między zajmowaniem się dzieckiem a przejmowaniem. Jest różnica między „Jeju, to chyba będzie coś poważnego, pojawia się już gorączka” a „Jeju, tu mam numer do lekarza, tu mam paracetamol”. Podobnie jest ze wszystkim w życiu.Stając przed wyzwaniem próbuję rozróżnić konstruktywne działania od demoralizujących emocji.

Bogactwo polega na korzystaniu a nie na posiadaniu.

Zołzina nie jest zafascynowana gromadzeniem dóbr. Nie cieszą ją pękate słoiki farb, gdy akurat nie mamy czasu na rozstawianie stanowiska do malowania. Przeciwnie, te farby wtedy wprawiają ją w poważną irytację. Z zakupu nowej zabawki jest najczęściej zadowolona tylko w sklepie, co perfekcyjnie odzwierciedla sukcesywny spadek mojej ekscytacji po zakupach. Radość ma z korzystania, nie z posiadania. Ja też nie chcę, by stać było mnie na wszystkie książki o jakich pomyślę, gdybym miała nie mieć czasu na czytanie. Nie chcę domu, którego nie będę mogła zostawić niepilnowanego. Chcę korzystać z życia, a nie je sobie wciąż urządzać.