Blogi i kawa – dwie moje ulubione używki. Ich miks jest opcją idealną, jak orzeszki i film, jak drink i obcasy, jak jej małe rączki i moja szyja, jak książka i długi wieczór, jak lody waniliowe i tarta czekolada, jak słońce i plaża, jak amarant i paznokcie, jak plama i mop.

Trwa Share Week, przyłączam się i przedstawiam kilka blogów z rzeszy moich ulubionych, takich w których według mnie łatwo się rozsmakować – ku chwale parentingu, głównie z mojego podwórka.

Archiwum chaosu – jak czarna bez cukru
Pisze tak, że bywa Ci niewygodnie gdy czytasz, podburza, nurtuje, obnaża. Kamila nie serwuje lukru, cukru i ciasteczek – a i tak wciąż chce się więcej.

Jadalna – jak kawa z wkładką
Czytasz i czujesz się jak po dawce kofeiny i procentów z rumu, cherry lub likieru migdałowego, a do tego piana – ze spienionego mleka. Jadźka to humor w moim guście, dystans i ciekawa perspektywa.

Matka tylko jedna – jak latte macchiato
Smakuje o każdej porze dnia (i nocy-jeśli jest się matką), poprawia humor, mistrzowsko miesza składniki, Aśka tworzy i rozdaje za darmo dobrą literaturę oraz powiew świeżości z Mazur.

Potwora Wózkowa – jak espresso
Stawia do pionu, otrzeźwia, dodaje energii i przywraca właściwą perspektywę. Paulina jest młodziutka ciałem, dojrzała duchem i klasyczna w każdym wydaniu.

Tekstualna – jak kawa na wynos
Dobra w każdych okolicznościach przyrody. Monika śmiga jak kofeina w tekturce, ja lubię jej teksty, ale jeśli ktoś woli treści w obrazach – też się nie zawiedzie.

Znam wiele świetnych blogów, ale żeby się jakoś ograniczyć, dziś wspominam o tych, których adresy znam na pamięć, które wklepuje w komórę z automatu w każdej wolnej chwili. Używek nigdy dość – jeśli macie ochotę, machnijcie swój share week (można na fejsie) lub polećcie coś w komentarzu.