„Love what you do, do what you love” Znacie to hasło, może macie je wypisane na kubku od kawy, a już prawie na pewno widzieliście je wiszące w minimalistycznej ramce gdzieś na czyimś biurkiem, nawet w sklepie z pierdołami można je nabyć odwzorowane ozdobnym charakterem pisma na plakacie za 4,99. A w koszyku rachunki do zapłacenia, kredyt hipoteczny albo i dwa, zobowiązania rodzinne, lista prezentów. „Rób to, co kochasz” zamienia się w „rób, po prostu rób”.

Czy każdy z nas może robić w życiu to co kocha? Oczywiście, tak głoszą poradniki psychologiczne, samozwańczy trenerzy po szkoleniu z coachingu, trzech artystów i jedna koleżanka. Reszta wstaje rano ze smętną miną i z równie smętną miną relacjonuje swój zawodowy aspekt dnia wieczorową porą. Bo żeby żyć z pasji, trzeba ją najpierw mieć, bo żeby zrobić coś w pełnym poświęceniu, trzeba mieć możliwość by coś jeszcze poświęcić, żeby być najlepszym, trzeba choć przez chwilę uwierzyć, że jest się dobrym.

Pomysł żebyśmy wszyscy robili w życiu to, co kochamy jest śmieszny. Jest żartem ze wszystkich ludzi wsiadających o 6.15 do zatłoczonego tramwaju. Jest mrzonką dla ludzi zniewolonych przez los, własne lub cudze wybory, narzucone okoliczności. Jest barierą dla tych z poważnym deficytem, dla wykluczonych realnie lub tylko we własnej ocenie, dla tych bez wiary i energii.

Huta, kopalnia, mundur, Biedronka, mop, ksero. Depresja i żadnego plakatu z hasłem?

Jest alternatywa na plakat i na życie: rób to, w co wierzysz.

On pewnie nie kocha tej pracy w urzędzie, ale bardzo chce realizować swoje priorytety wśród których najpilniejszym jest budowanie rodziny – wierzy, że robi dobrze przystawiając pieczątkę na kolejnym sztampowym dokumencie, bo właśnie tak priorytety zrealizuje najszybciej. Ona nie może już znieść ludzi, z którymi współpracuje, tej zaskakującej dwulicowości, tej korporacyjnej atmosfery wyzbytej z zapału i energii, ale to ta korporacja finansuje realizację marzeń – kwestia wyborów. A oni mieli zupełnie inny plan na życie, wiedzieli, że nigdy nie będą pracować na kogoś i dla kogoś, może zbytnio zaryzykowali a może po prostu mieli pecha. Teraz stary plan na życie schowali do kieszeni, bo wierzą, że długi trzeba spłacać.

Na satysfakcję z pracy mocno wpływa poczucie sensu i celowości wykonywanych działań. Wśród aktywnych zawodowo Polaków ponad trzy czwarte (78%) jest zadowolonych ze swojej pracy. Deklarujemy (81%), że wykonywane przez nas obowiązki są ważne i mają sens. Na ogólną satysfakcję z pracy wpływają w pierwszej kolejności aspekty samorealizacyjne. Trzech na czterech z nas uważa swoją pracę za interesującą oraz twierdzi, że wymaga ona doskonalenia posiadanych umiejętności i poznawania nowych rzeczy. Oczywiście narzekamy na brak stabilizacji i wysokość uzyskiwanych zarobków, ale nie powoduje to wcale, że z pracy przestajemy być zadowoleni (dane pochodzą z komunikatu z badań CBOS „Zadowolenie z pracy i jej oceny”, styczeń 2013 r.).

I co? Nadal twierdzisz, że Twoja praca jest beznadziejna, bo serce bije Ci szybciej tylko, gdy się zestresujesz, nie lecisz na endorfinowym haju każdego ranka tylko na kawie z mlekiem i nie możesz wyznać swojemu biurku „kocham, kocham cię nad życie”?

Nie daj sobie wmówić, że musisz kochać swoją pracę. Ta sfera aktywności nie potrzebuje naszych uczuć, wystarczy jej wiara w sens i świadomość realizowania swojego celu.