Jaki jest cel rodzinnego wyjścia do restauracji z dzieckiem około półtorarocznym? Dla mnie jeden – ja mam uzupełnić swój deficyt z gatunku podstawowych, tj. zachowując trwałą styczność ze stołem, jeść obiema rękami ciepły posiłek do chwili, gdy będę najedzona. Jeśli luksusu takiego zaznać może także ojciec dziecku, to jest przednio. Jeśli dziecko wychodzi głodne, to jest w pełni satysfakcjonująco i tak w domu są najlepsze brokułki.

Zołzina jest średnio zainteresowania konsumpcją, gdy przebywa w nowym miejscu. Zdecydowania bardziej woli eksplorować teren, wędrować w dal oraz zbierać spojrzenia i komentarze ludzi, którym zagląda do talerzy. Podgrzewane słoiczki, rarytasy z menu dziecięcego, obce krzesełka do karmienia, posiadówka na rodzicielskich kolanach, skakanie po kanapie – wszystko to wyszło z mody. Idziemy więc za lansowanym przez córkę trendem i koncentrujemy się na głodzie własnym.

Nerwowy śmiech mnie dopada, gdy zwiedzam liczne przybytki ogłaszające się przyjaznymi dzieciom, a przyjacielskość ta to jedno brudne krzesełko do karmienia z Ikei, rozklekotane zabawki rozrzucone po dywaniku zainstalowanym w kącie i paluszki rybne, jako jedna z dwóch opcji oferowanych przez menu dziecięce. Nie szlajamy się zbyt wiele po świecie, nie wszystko widzieliśmy, ale chyba uprawniony jest wniosek, iż większość miejsc nastawionych na pobyt nieletnich gości ogranicza się do serdecznego zaproponowania pudełka z połamanymi kredkami, nawet dla ledwo siedzącego niemowlaka.

Żeby akcja pod kryptonimem „zjedz sam i najlepiej nie daj dziecku” zakończyła się pełnym sukcesem, niezbędne jest miejsce spełniające szereg wymagań:

– krzesełka dla dzieci w ilości gwarantującej brak pytań „czy państwu już nie potrzebne”,

– przestronna, bezpieczna, wydzielona powierzchnia do zabawy,

– pełen podgląd poczynań bawiącego się w oddaleniu dziecka,

– czyste, sprawne i atrakcyjne zabawki mające szansę zainteresować zblazowaną wszystkoposiadaczkę,

– sensowne menu dziecięce na wypadek, gdyby w Zołzinie obudził się amator jedzenia w restauracji,

– toaleta z przewijakiem i innymi fanaberiami,

– wystrój wnętrza i menu powodujące, że pełnoletni goście nie czują się jak na poczęstunku w przedszkolu.

Poniżej foty z naszego pobytu w restauracji Kos na ulicy Piwnej w Gdańsku. Można? Można!

miejsca przyjazne dzieciom restauracja Kos Gdańsk restauracja przyjazna dzieciom restauracja z pokojem zabaw w restauracji z dzieckiem