Frustrat, pracoholiczka, egocentryk, matka kwoka. On z zapędami wychowywania siłą, ona z misją nawracania strachem. Ojciec odmawiający sponsorowania korepetycji, matka zmuszająca do zachowania wzorcowej frekwencji na lekcjach pływania synchronicznego. Tresujący i odpuszczająca, albo krzykliwa i milczący. Patole skrajni, umiarkowani, obiektywni i subiektywni, holistyczni i wybiórczy.

Wszyscy rodzice (łącznie z nieobecnymi) mają ogromny wpływ na swe potomstwo. Nie czyniąc drwin z realnego i często okropnie destrukcyjnego wpływu dysfunkcyjnych rodziców na dzieci, koncentruję się na wybranym wycinku zagadnienia, otóż często:

Wygodnie jest mieć patologicznego rodzica.

Patologię należy najpierw wnikliwie wytropić w resztkach zamglonych wspomnień z dzieciństwa. Następnie można zastosować nadinterpretację, koloryzację i hiperbolizację emocji. Gotowe! Teraz można skutecznie usprawiedliwiać każdy swój deficyt, wyjaśniać brak panowania nad swym losem, wskazać winnych każdego niepowodzenia, ukonstytuować bierność.

To takie teraz modne, by odpowiedzialności za wszystko szukać wszędzie, tylko nie w sobie. Wystarczy kilka artykułów w psychologicznych pisemkach, pół poradnika i już fundujemy sobie pobieżną autoanalizę, amatorską retrospekcję i magiczne odpowiedzi na wszystkie pytania.

Ojciec zbyt rzadko chwalił syna. Ten nieborak ma teraz trudności w nawiązywaniu kontaktów, jest nieśmiały, niepewny swej wartości, nie dostał pracy, nie poznał dziewczyny. Jest już stracony. Siedzi w wygodnym fotelu, gapi się w telewizor i rozmyśla o destrukcyjnym wpływie mało wylewnego ojca na swe całe jestestwo.

Matka nie pozwoliła córce zrezygnować z dodatkowych lekcji niemieckiego, bo były opłacone z góry. Dziewczyna miała nauczyć się konsekwencji swych decyzji i nazw kolorów. To właśnie ten cios od najbliższej osoby spowodował w niej zanik poczucia wpływu na swoje życie. Biedna skończyła studia w Berlinie i nie dopuściła do głosu prawdziwych potrzeb. Chciała być fryzjerką, ale ma już 24 lata i jej życie będzie już tylko ciągiem obowiązków, będzie projekcją wizji matki.

Na wiele pozwalali – nie czułem się kochany, potrzebny, ważny
Na nic nie pozwalali – nie mogłem popełniać własnych błędów
Przytulali – zrobili ze mnie zbyt emocjonalnego człowieka, niedostosowanego do współczesnego świata
Nie przytulali – nie nauczyli mnie naturalnego okazywania uczuć, jestem emocjonalnym kaleką
Krzyczeli – tresowali mnie i ustawiali mnie na swój obraz i podobieństwo odbierając indywidualność
Nie krzyczeli – byli zbyt pobłażliwi, ich niedopatrzenia zostawiły deficyty, których już nie nadrobię

Czy nawet własnych rodziców i własnego domu nie można interpretować z domniemaniem dobrej woli, niedociągnięć oceniać na korzyść, deficytów uzupełniać własnymi siłami. Nikt i nic nie zastąpi nam pracy nad sobą. Każdy ma inne parametry do przepracowania. Dopóki nie zaleci nam tego specjalista, zamiast rozkładać zdarzenia z dzieciństwa na czynniki pierwsze, lepiej wziąć się do roboty.