Ciąża jest stanem ciała i umysłu, od początku zmierza do końca, a na końcu inicjuje nowy początek.

Wszelkie próby opisu ciąży skazane są na niepowodzenie, gdyż opinii o ciąży jest więcej niż kobiet doświadczonych tym stanem. Każda ciąża jest inna i nawet jedna kobieta wydająca na świat dwie niemal identyczne gadziny może mieć różne opinie w tym temacie. Do często powtarzających się świadectw należą:

1. Senność

W pierwszym trymestrze można się zupełnie nie zorientować w swym stanie, gdyż istnieje duże ryzyko przespania całych 3 miesięcy. Senność ciążowa jest specyficzna i pozwala spać w toalecie (nie mój, ale autentyk), podczas każdej, powtarzam dla jasności k a ż d e j próby obejrzenia filmu na dvd (to ja), na siedząco, na stojąco, w hałasie i szałasie.

W tygodniu, po powrocie z pracy, przesypiałam czas dzielący kolację od obiadu i bardzo sobie chwaliłam ten proceder. A Wy ile spałyście?

2. Apetyt

Ciążowy apetyt pozwala jeść mimo wiszenia przez większość doby nad sedesem, pozwala też np. przytyć niezauważalnie 30 kilogramów. Wiele produktów może przestać smakować, kliku nie wolno, ale poza tym jedzenie daje taką przyjemności, jak nigdy wcześniej. Oczywiście w zazdrości tego wyjątkowego poczucia smaku, zaraz znajdują się tacy, którzy przypominają dyżurną prawdę, iż jeść należy dla dwojga nie za dwóch. Może to i dobrze, bo po narodzinach alibi, wszelkie fałdki szybko stają się psychicznym balastem.

Najmilej wspominam truskawki z bitą śmietaną specjalnie zaserwowane przez teściową i moją dodatkową porę posiłku w postaci szybkiego przedśniadania. Najgorzej reglamentację wprowadzoną przez ojca dziecku w dziedzinie frytek i zapiekanek – mogłam raz w miesiącu, co powodowało nagminne skracanie miesiąca do trzech tygodni.

3. Wsłuchanie w siebie

Czy się chce, czy nie ciąża ze swymi ciągłymi wizytami u lekarza, komunikatami emitowanymi z wnętrza, ostrzeżeniami, zakazami i wynikami, powoduje nawiązanie specyficznej łączności z samą sobą. Normalnie, w dobrym zdrowiu, człowiek raczej nie komunikuje się zbyt intensywnie na linii ciało-umysł. W ciąży to co innego – kość łonowa mawia „nigdzie nie idziesz, posiedź na piłce”, brak kopniaków z brzucha mówi „zrób test, zjedz trochę dżemu”, skurcze krzyczą „pakuj się bejbe, nie ma spania, tu się rodzi”, kartka z laboratorium ogłasza „dziś w menu sok z buraczka, jedna taczka”. Wciąż trzeba pytać samej siebie o zgodę na cokolwiek, pertraktować z prawym bokiem, by dał odpocząć lewemu, odprawiać czary migdałami dla zgaszenia wewnętrznego żaru i przesuwać siłą woli wszelkie narządy wewnętrzne znajdujące się na linii frontu.

Moje ciało było łaskawe dla umysłu, nie targały mną hormony, czułam się dobrze, raz odegrano bunt wobec jazdy autobusem do pracy, ale gdy już mi oszczędzono czerni przed oczami podczas posiadówki na przystanku – potulnie przyznałam rację i woziłam się autem. Bity tydzień skurczy przepowiadających też mnie nie zniechęcił i nie uciekłam z siebie. Dobrą mieliśmy komunikację.

 

Ciąża wyzwala liczne reakcje w otoczeniu. Jest to najczęściej nieodparta chęć poinformowania o małości lub wielkości przybranych kształtów, bezpardonowe dotykanie brzucha – tak jakby przestał być własnością go noszącej, zgadywanie płci dziecka z aparycji ciężarnej, dopytywanie o termin porodu, by zaraz go zapomnieć i dopytywanie o zachcianki, ale wcale nie po to by je ekspresem spełnić. Widoczna ciąża budzi popłoch na twarzach stojących w kolejce do kasy, albo emerytów czekających rano w laboratorium. A potencjalna w umysłach niegotowych. Ciąża kończy się porodem – i wtedy to dopiero się zaczyna..

~

czas małżeństwo podróż płacz porażka wychowawcza poród sen zabawka