Znana wszystkim jest zasada, iż dziecko należy traktować tak, jak chcemy by ono traktowało nas. Dziecko jest bacznym obserwatorem, perfekcyjnym naśladowcą i nieustraszonym tropicielem hipokryzji. Oszczędzam Zołzinie jak tylko mogę, a ona nie pozostaje mi dłużna. Nienormalnie droga sukienka na jeden raz była wyjątkiem. Skąpię, chytrzę i sknerzę, a w zamian i ona oszczędziła mi wiele.

Portfele wypchane dolarami na medyków.

Zołzina (puk, puk) jest dzieckiem zupełnie niechorującym, niewypadkowym i dobrze znoszącym szczepienia i ząbkowanie. Na antybiotykach, paracetamolu i wizytach u psychiatry dla znerwicowanej matki oszczędziliśmy krocie.

Miliony monet na jedzenie

Dziecko me, co prawda wzgardziło tym co udostępniam za darmoszkę o każdej porze dnia i nocy tylko wybranym, ale od razu zaakceptowało mleko modyfikowane i specjalistyczną butelkę zapobiegającą krztuszeniu. Nawet nie tak często marnotrawiło pokarm przez ulewanie, a i teraz dobrotliwie nie przekracza odesłania do kuchni dwóch wersji obiadu, jeśli trzecią są naleśniki.

Datki na kulturę i rozrywki

Jak wiadomo Polacy nie czytają, gdyż książki są drogie, a zamiast jednego woluminu można mieć połóweczkę i coś na popitę. Kultura jest mi droga. Nie trwonię na nią przesadnych pieniędzy, bo dziecko roztropnie i oszczędnie nie chce mi towarzyszyć w kinie czy teatrze. Książki zaś dzięki codziennym, licznym rozrywkom zapewnianym przez córkę, konsumuję w tempie umożliwiającym zakup upatrzonych „nowości” w antykwariacie.

Praca za bezcen

Swym uzależniającym jestestwem, przywiązaniem i wszechogarniającą potrzebą zaopiekowania Zołzina uchroniła mnie przed pracą za grosze. W Polsce wieczny kryzys, cięcia, mrożenie podwyżek i inne wyzyski. Mnie to nie dotyczy – nie zarabiam marnie, bo nie zarabiam wcale. Córka oszczędziła mi wszelkich finansowych rozczarowań.