Wszystko powinno być udane.

Tort powinien być tęczowy, dziecko blond i z lokiem, samochód z alukołpakiem, salon z kominkiem, storczyk kwitnący, szklanka przynajmniej do połowy pełna, włosy pełne blasku, cv pisane mała czcionką dla pomieszczenia sukcesów, Martini chłodne, ale nie chłodzone, mąż szczupły a umięśniony – wysoki a nie wywyższający się, schab soczysty, kochanka dyskretna i ruda, żona nowoczesna a z rosołem w zanadrzu, dywan miękki lecz nie groteskowo wyrośnięty, chleb codzienny ale spożywany w odświętnej atmosferze, fotel wygodny ale i wyglądający, talia zaznaczona ale nie przerysowana, beza z malinami, święta ze śniegiem, książka z przesłaniem, człowiek z kręgosłupem, pies z kotem…

Wszystko powinno być idealne.

Zepsute, zużyte, nadszarpnięte, opatrzone, wyświechtane, przebrzmiałe, postarzałe, przywiędłe, nieużyteczne – wszystko do wymiany. Idź i sobie kup lepszego męża, nowszą żonę, grzeczniejsze dziecko, większe mieszkanie, szybszy samochód, fajniejszego psa, kwitnącego storczyka, żwawszą karierę. Sentymenty są dla idiotek z romansów i nieudaczników.

Wszystko powinno być zgodne ze schematem

Pieprzyki z twarzy wyretuszuje ci nieproszony o to fotograf, dzieci wychowa wyspecjalizowana instytucja, talerz uszereguje dietetyk, twój tekst skleci ci copywriter, twój obiad przygotuje ci catering, twoim życiem zajmie się coach, żonę znajdzie ci tvn, rysy przerobi plastyk.

Brnę z tłumem, kupuję najnowszego smartfona, drżę w płyciznach umysłu przed zdjęciem na zimę kół z alusami, wklepuję krem w pierwsze zmarszczki. A potem staję w zbyt jasnym świetle łazienki i wielbię swą nieudolność. Jest taka moja.