Gdy ma się dziecko, można sobie pozwolić na znacznie mniej, niż gdy się samemu dzieckiem było. Zawsze myślałam, że pełnoletność oznacza wolność. I owszem, ale tylko do momentu powołania sobie na własne życzenie bezlitosnego cenzora, wnikliwego obserwatora, bezkompromisowego recenzenta – potomka własnego.

Każdy rodzic czuję misję bycia wzorem do naśladowania. Powszechnie wiadomo, że czyny uczą więcej niż słowa i moralizatorskie gadki najwyższych lotów będą na nic, gdy w naturalnym środowisku dziecko dostrzeże coś przeciwnego. I piękne to nastawienie, a jeszcze piękniejsze, że dziecko bardzo szybko pomoże w dążeniu do doskonałości. Ma swoje patenty:

Poucza

Nie wolno szybko jeździć, nie wolno – córka krzyczy histerycznie z tylnego siedzenia na dźwięk nadużycia pedału od gazu przy ruszaniu pod górę. Dziecko drogie, szybciej to ja do lodówki dobiegam niż jeżdżę, ale fakt, przytyk do stylu jazdy uzasadniony. Będę ruszać z ręcznego. Serdecznie przeprasza się pasażerów za wszelkie niedogodności i informuje o możliwości nabycia biletu miesięcznego (tramwaj nr 2, autobus nr 118 i kilka minut pieszo).

Donosi

Babcia prawi coś o czekoladzie tylko po obiedzie na co dziecko musi wypaplać, że w tysiąc dziewięćset trzydziestym czwartym czy inne trzy miechy temu mamusia jadła czekoladkę przed pomidoróweczką i loda jadła. Słyszycie ten straszliwy huk? To legły w gruzach ostatki dobrego zdania o synowej. Cenię także anonsowanie gościom interpretacji przyczyn, dla których mama udała się do łazienki, dzięki córko.

Ustawia

Obiecałam już za chwilę, za momencik, za dwie minutki czytanie po raz tysięczny książki o lekcji tańca świnki Peppy, chociaż w głębi duszy uważam za mało pasjonujące kartkowanie czegoś, co obie znamy na pamięć. Najpierw upomina, że „ooobiecałaś”, „idziesz?”, „no, to chodź”, później obiera miejscówę na poduchach w swym łóżku. Wlekę się porywając z blatu reanimujący kubek z kawą, sadowię się obok i słyszę, że w łóżku się nie je ani nie pije. Odnoszę ten cholerny kubek.

Odbiera

Drę się na męża, bo mogę, bo zasłużył, bo w ciąży jestem i bo pralka akurat hałasuje przy wirowaniu, a to bardzo ważne, by zrozumiał istotę problemu, który za to ani ważny, ani istotny. Jest bosko, jestem w gazie, przytyki kleją mi się tak na ostro-dowcipnie, zmierzam do puenty, która ostatecznie pozamiata. Przerywa mi ona. Informuje, że „w tyyym dooomu się nieee krzyczy”. Aha, ok. Napiszę list.

.

I ja wiem, że to dopiero początek na miarę trzylatki i jej pełnej zapału do bycia wzorem matki. Jej obserwacje będą zakrojone na szerszą skalę, wnioski dosadniejsze, opinie celniejsze, szpile bardziej bolesne. Nie zamierzam jej tłamsić, wpajać, że rodzicom wolno więcej, hamować spontanicznych wypowiedzi. Wystarczy, że gdy tylko przestanie rozlewać na potęgę ustalimy amnestię w dziedzinie łóżkowego kakałka dla niej i kieliszka wina dla mnie oraz, że ogarniemy pojęcie „tajemnica” na potrzebę niespodzianek i prezentów. Poza tym pod taką presją pewnie kiedyś stanę się idealna i powyższy problem przestanie istnieć (naaa pewno!).