Człowiek to konstrukcja złożona i skomplikowana. Wiem, że wszelkie generalizacje dotyczące natury ludzkiej skazane są na niepowodzenie, ale w ostatnim czasie empirią poparte olśnienie spłynęło na mój skołowany umysł i podejmuję to ryzyko – powiem Wam, że tak naprawdę istnieją tylko dwa typy ludzi. A że człowieka najłatwiej sprawdzić podczas kryzysiku – oto dwa typy w skrócie, widziane przez pryzmat udziału w sytuacji konfliktowej:

Kwasolubni

Lubią kwas, lubią się żreć – tak z fajerwerkami, przekleństwami, niepohamowaniem. Tak zwany południowy temperament, nawet jeśli objawiający się tylko podczas wymiany kontrargumentów. Hobby: trzaskanie drzwiami, przekleństwami, tudzież pięściami. Gdy wypalą dziurę, to ją po prostu zostawią, gdy zaszczypią w oczy, to przemywanie wodą nie pomoże. Rozpoczętej w kwasolubnych reakcji już nie zatrzymasz, nie wyjaśnisz – bo cię nie posłuchają, nie dodasz argumentów – bo ich nie przyjmują do analizy, nie przedstawisz szerszej perspektywy – bo centrum wszechświata jest w ich punkcie widzenia. Po wybuchu i rozejściu się dymku i smrodku wszystko wraca do normy – nie ma sprzątania, prostowania i komentarza. Może za to zostać wyrwa – np. w podłodze, w sercu lub w kalendarzu.

Zasadolubni

Mają zasady. Mają ich jakieś trzy tysiące pięćset dwadzieścia. Podstawowe to opanowanie, spokój, powierzchowna kulturka i bicie piany do upadłego. Mogą dywagować, analizować, mnożyć argumenty i punkty widzenia od świtu po zmrok i jeszcze dłużej. Wszystko musi mieć swój początek, rozwinięcie i koniec, przyczynę, następstwo i osiem znaczeń. Nie zostawiają spraw niezałatwionych, nie przełykają nawet drobnej zniewagi, nie odpuszczą, nie zapomną, wszystko zapiszą w sobie w pamięci, ale emocji na zewnątrz nie będą emitować zbyt wielu. Z konfliktu z ich udziałem, w zależności od okoliczności, próbują zrobić pouczającą pogawędkę lub ostatnie starcie, po którym nie ma już nic.

Reakcja zobojętniania

Choć byłam na biol-chemie w liceum i nawet w ramach pomyłek młodości studiowałam rok na wydziale, po którym biega się w fartuchu między próbówkami, to ugruntowanej wiedzy w tym zakresie nie mam. Niemniej jest jakoś tak, że jak się kwas z zasadą pomiesza to się środowisko reakcji na bardziej obojętne zmienia. Takie prawa nauki, cóż począć? Niech się kwas z kwasem żre, niech się zasadowiec z zasadowcem zasadami wymienia. Jednak lepiej unikać wszelkich reakcji międzyludzkich pomiędzy różnymi typami. Po co tak wciąż bardziej i bardziej obojętnieć, smutnieć i tracić energię.

PH – wiecie, skala taka. A ja nie lubię mieć pecha i nie lubię mieć kwasów, bo mi się czkawką i kacem moralnym odbijają całymi tygodniami. Jeśli typy rozkładają się w społeczeństwie statystycznie – po połowie, to luz – da się funkcjonować metodą uników.