– Jesteś zmęczona? – pytam Zołzinę

– Jestem księżniczką – słyszę w odpowiedzi.

– Mam tu zupę z buraczków. Może jesteś głodna? – zapytuję z nadzieją na jakieś kulinarne żądania

– Nie! Jestem księżniczką – oznajmia panna.

I w ten deseń wielokrotnie. Skąd ta nowa tożsamość? Skąd ten pomysł? Na pewno nie z bajek – takich jeszcze nie widziała. Z książek też raczej nie – śpiąca królewna chyba nie bywa idolką dwulatek. Nie z indoktrynacji różem lub infantylizacji słowem. Ale mam w domu księżniczkę – i dobrze.

Pamiętam pewną scenę z filmu powstałego na kanwie opowiadania Frances Hodgson Burnett „Mała księżniczka”. Siedmioletnia bohaterka będąca uosobieniem dziecięcych cnót popadła w tarapaty rodzinne, finansowe i niełaskę kobiety prowadzącej szkołę z internatem dla panienek z dobrych domów. Z pupilki zdegradowano ją do roli pomocy kuchennej. Hart ducha dziewczęcia był iście bajkowy i drażnił zgorzkniałą dyrektorkę placówki, która postanowiła uzmysłowić trzymanej z łaski pomywaczce, że czas najwyższy przestać czuć się jak księżniczka. W odpowiedzi usłyszała coś w tym tonie: „Jestem księżniczką! Wszystkie dziewczynki nimi są! Pani tata tego nie mówił?”. I pozamiatała.

 

Korzyści z bycia księżniczką:

– jest się piękną i dobrą bez względu na okoliczności

Nie zagrozi anoreksja, opinia kogoś przypadkowego nie wpłynie na postrzeganie siebie, poczucie własnej wartości będzie względnie stałe i niezależne od czynników zewnętrznych. Księżniczki są, jakie są i nic tego nie zmieni.

– ma się wysokie standardy

Błękitna krew i świetlana przyszłość na tronie zobowiązują. Księżniczki zwykle nie wylewają soku za kanapę, biją tylko w samoobronie i empatycznie myślą o poddanych… yy…  rodzicach.

-bierze się tylko to, co najlepsze

Wiadomo, jak księżniczka to i książę na białym rumaku. Żadnych półśrodków, ochłapów, przystawania na namiastki. Poczucie wyjątkowości to baza, na której można zbudować wszystko, to skuteczna obrona przed przeciętniactwem i przedwczesnym pogodzeniem z niesprzyjającym losem.

– jest się asertywną i niezależną

Bycie księżniczką to dobre alibi. Niczego nie trzeba, nic się nie musi, nikt nie jest w stanie sterować książęcym życiem. Pełne spektrum możliwości, żadnych granic, niezależność i poczucie wszechmocy – idealna recepta na sukces i spełnienie.

Po rozważeniu za i przeciw, wchodzę w tę konwencję – w końcu, róż może być pudrowy, brudny i zupełnie nieatłasowy, a jeśli ona jest księżniczką, to ja jestem królową. Takie koligacje.