Jedną ręką. Bez słowa. Później już nic nie jest takie samo.

Jeszcze cie dobrze nie widzi, jeszcze nie wie o co w tym całym zamieszaniu chodzi, ale wpada na pomysł by zacisnąć swą maleńką rączkę na twoim palcu. Pierwszy gest, pierwsze porozumienie, pierwszy zainicjowany z drugiej strony znak, że jest jakieś „my”. Uzależnia. Chcesz więcej. Sam pchasz paluchy w imadło, by setny raz rozpływać się w stwierdzeniu „ależ mocno ściska”. Zapisujesz ten pierwszy uścisk w sobie, jest na wieczność niewidzialnie wyryty w dłoniach i w sercu.

Właśnie obmyśliło genialny sposób transportu. Nie krzyczy, nie płacze – wyciąga w górę rękę i obserwuje twą rozczuloną minę. Tak można zajść daleko. Będziesz tęsknić za tym gestem, będziesz wspominać z nostalgią, może nie od razu, może dopiero gdy napijesz się ciepłej kawy lub prześpisz kilka godzin za jednym zamachem kołdrą, ale będziesz. Będziesz gloryfikować zaciśnięte wokół szyi rączki i molestować tym wspomnieniem zdystansowanego nastolatka.

Już chodzi samodzielnie, już nie trzeba asekurować kolejnych kroków, a jednak któregoś dnia samo wciska swą rękę w twoją, spogląda w oczy i biegnie z piskiem szybciej niż zwykle ciągnąc cię za sobą. Ściska twoją dłoń i dzielniej maszeruje w kierunku psa, mrówki lub innego groźnego w swej przedziwnej fakturze trawnika. Łapie, brudzi piaskiem, potrząsa i ukierunkowuje w patrzeniu z właściwej perspektywy, w zmierzaniu w najlepszym z kierunków. To nic, że przez kałuże.

Jedną ręką. Bez słowa. Później już nic nie jest takie samo.