Czasem wieczorem dopada mnie refleksja pt. „a co dziś piłaś kobieto, poza tą ćwiarteczką półlitrowego kieliszka wina”. Gdy sama siebie pytam, to staram się szybko odpowiedzieć, bo nie lubię dwa razy powtarzać pytań. I odpowiadam: dwie kawy, jedna czarna herbata i jeden łyk zielonej, bo później wystygła i porosła kożuchem. Koniec. Coś tam było w chlebie, jabłku i pomidorze na kanapce, ale często mam wrażenie, że wieczorem jestem na wodnym minusie. Czuję to w dzikim pragnieniu, które jak twierdzą znawcy, jest już oznaką odwodnienia. Piję wtedy na raz sporą ilość wody wypłukując sobie z organizmu minerały. Brawo!

Też tak masz?

Fundujesz sobie w zupełnym gratisie: bóle głowy i pleców (pleców? no przesada!), obniżenie koncentracji i zdolności zapamiętywania, zmęczenie, mylne rozpoznawanie u siebie uczucia głodu, problemy z pracą nerek, ziemistą, szorstką i nieelastyczną skórę, kłopoty trawienne i obniżony metabolizm, urzeźbienie ud we wzór callulitowy, podlejszy od potencjalnego nastrój, zwiększenie ryzyka rozmaitych chorób (np. zawału serca o 41%, raka pęcherza o 50%), gromadzenie toksyn i cholesterolu, obniżenie wydolności organizmu i mnóstwo innych niuansów, z których absolutnie żaden nie jest atrakcyjny (poza może tym, że nie trzeba tracić czasu na wizyty w toalecie).

Dlaczego wszyscy wiedzą, że pić trzeba, a najwięcej wody przyjmują popijając kapsułkę z lekami lub witaminami? Absurd. Łatwiej o dobre nawyki latem, podczas aktywności lub w sprzyjających okolicznościach kawiarnianego ogródka. W innej scenerii trzeba potraktować się brutalnie i do wypracowania zdrowego nawyku się zmusić. Szklanki w dłoń!

Ile należy pić? Mędrcy różne głoszą w tej materii teorie, przyjmijmy, że od 1,5 do 4 litrów na dobę przy uwzględnieniu właściwości osobistych. Pokarm zapewni nam około 20% zapotrzebowania, resztę należy dowiosłować szklankami przy uwzględnieniu, że np. wysiłek fizyczny, wysoka temperatura (i nasza i otoczenia), ciąża (2,3 l), karmienie piersią (3 l) zwiększają zapotrzebowanie. Standardowo waga podzielona przez 30 daje nam uśrednione zapotrzebowanie w litrach (np. 90 kg / 30 = 3 litry – fajna ze mnie blogerka, że za przykład daję 90 kilosów, a nie jakieś anorektyczne 52, no nie?;)

Kiedy pić? Najwięcej rano, później proporcjonalnie do upływu czasu – czyli mniejszymi porcjami przez cały dzień z wyjątkiem pór posiłków – dajmy sobie minimum 10 minut od czasu zakończenia przeżuwania, nie pijmy w trakcie jedzenia, bo się enzymy trawienne rozcieńczają a sklejonego piciem papu zmieścimy więcej niż przystoi.

Co pić? Oczywiście najlepiej wodę mineralną i trochę rozcieńczonych soków owocowych i warzywnych oraz słabe napary herbaty i ziół. Raczej darujmy sobie wodę przegotowaną – zwiększa wydalanie wody przez nerki. Pijmy też kawę i wino, bo są pyszne i towarzyskie, o! Zdrówko!

A na facebooku jest konkurs. Przekażę w dobre ręce książkę „Bóg zawsze znajdzie Ci pracę” R. Brett