Kiedyś nas ocenią, podsumują i streszczą kilkoma określeniami. Kiedyś nasze czasy będą jedynie przeszłością kilku odległych pokoleń. Pewnie kiedyś powiedzą, że żyliśmy w erze powierzchowności.

Oni chcą mieć wiele, właściwie chcą mieć wszystko, ale nie po to by zjeść, przerzuć, przeżyć, zużyć do końca, wykorzystać właściwości. To wszystko jest ważne, bo z tym wszystkim się dobrze wygląda, dobre zdjęcia się temu robi, dobrze na fejsa się wrzuca, tym się buduje markę, opinię, status i plasuje się tym na właściwą półkę.

Ona wie, że pierwsze wrażenie jest bardzo ważne – naukowcy zbadali, że opinię o człowieku wyrabia się sobie w kilka pierwszych sekund kontaktu, a później trzeba się sporo natrudzić, by tę opinię zmienić słowami lub czynami. Ona więc nie zamierza sobie utrudniać i inwestuje w te kilka pierwszych sekund. Duża to inwestycja – bo biust, nos, kosmetyczka, fryzjer, spa, licówki… ale później nie musi robić już nic.

On chce być na bieżąco, chce wiedzieć wszystko. Ma liczne urządzenia mobilne, całodobowy dostęp do internetu, prenumeraty on-line, subskrypcje, webinaria. Bez przerwy przełącza, śledzi, przegląda, scrolluje, komentuje. Cały dzień zgłębia treści, a nie jest w stanie się skupić tak, by przeczytać od początku do końca jeden tekst, wczuć się niespiesznie pochłaniając jedną książkę, zagłębić się w przekaz, który wymaga refleksji lub czytania między wierszami. Skacze, ale nigdy nie wskoczy.

.

Ono ma kilkanaście miesięcy. Nie wyrazi uznania dla najdroższej, najbardziej topowej, najmocniej błyszczącej zabawki w obliczu szansy na zabawę włosami mamy. Z pełną nonszalancją podejdzie od faktu utytłania się od stóp do głów papką z marchewki. Gdy zaangażuje się w proces poznawczy nie podda się dopóki nie zdobędzie, nie pozna, nie zrozumie. Dlatego dzieci tak nas rozbrajają. Przy swej rozczulającej i perfekcyjnej powierzchowności nie są za grosz powierzchowne.