Dwa razy próbowałam połączyć karmienie piersią z mlekiem modyfikowanym i dwa razy zrobiłam to źle. Karmienie mieszane wymaga ogarnięcia dwóch systemów i zrobienia z nich miksu idealnego właściwego we własnych warunkach. Nie jest to takie proste.

Moim założeniem zawsze było, by karmić piersią przez co najmniej 6 pierwszych miesięcy – taki prozdrowotny plan minimum. Z mlekiem w proszku startowałam raz z konieczności (podobno…), a raz z wyboru. Po pierwszym porodzie dokarmianie zalecono mi już w szpitalu, po drugim byłam nieco bardziej pewna siebie i nie skorzystałam z analogicznych sugestii, ale już później chciałam zastąpić siebie butelką podczas sporadycznych nieobecności. W efekcie pierwsza córka karmiona była butelką w sposób łączony przez 3 miesiące, po czym przeszłyśmy już tylko na mleko modyfikowane, a druga karmiona jest już 9 miesiąc piersią i kategorycznie odmówiła mi jakichkolwiek wyjść bez jej szanownej osoby. Czyli nie udało się – za pierwszym razem tylko mleko modyfikowane, za drugim wyłącznie naturalne. Ze zróżnicowanej diety nici, haha!

Powody dokarmiania były różne, ale cel zawsze ten sam – karmić piersią posiłkując się mlekiem modyfikowanym w razie potrzeby. Co zrobiłam źle, że nie wyszło? Czego nie uwzględniłam w moich próbach dokarmiania?

– Karmienie piersią często trzeba sobie wywalczyć

Karmienie piersią choć tak naturalne może nie być łatwe, bo na początku jest tylko dwóch amatorów – matka i noworodek. Miałam świadomość, że nauki prawidłowego ssania może potrzebować dziecko, choć kierowane jest instynktem od pierwszych chwil po właściwej stronie brzucha. Wiedziałam, że ja muszę wypracować odpowiednie nawyki, by wszystko przebiegało bez bólu, nerwów, napięcia i by karmienie było efektywne. Nie spodziewałam się jednak, że największy wróg potrafi przywdziać niewinny biały fartuch i hulać po szpitalu. Personel porodówek bywa (śmiem twierdzić, że często – bo u mnie 2 razy, czyli w 100% sytuacji) chętny w proponowaniu mleka modyfikowanego, jak recepty na wszystkie trudności. Wystarczy brak mleka zaraz po porodzie (diagnozowany łapskami) lub dziecko oscylujące ze spadkiem masy ciała w dolnych granicach, by wciskać butlę, jako remedium. Dokarmianie w pierwszych dniach to najlepsza droga do tego, by nie karmić piersią. Trzeba umieć powiedzieć „nie”.

– Butelka nie jest dobrym pomysłem

W pierwszych tygodniach butelka nie jest dobrym narzędziem dokarmiania, bo może przyzwyczaić dziecko do tego łatwiejszego sposobu picia. Poza tym smoczek to zupełnie coś innego od piersi i dziecko może mieć problem z przechodzeniem z jednego systemu na drugi, zwłaszcza gdy musi uczyć się ich jednocześnie. Tak było właśnie u Zuzu, która piła mleko naturalne, owszem – ale tylko podane z butelki. Trzy miesiące negocjacji nie przyniosły rezultatu i panna zdania nie zmieniła. Jeśli musimy lub chcemy dokarmiać, zwłaszcza w pierwszych dniach lub tygodniach, to do podawania mleka modyfikowanego możemy użyć łyżeczki, kubeczka, strzykawki, specjalnego systemu wspomagającego karmienie (np. Medela ma taki, który umożliwia jednoczesne przystawienie do piersi i podawanie mleka modyfikowanego przez rurkę).

Sądziłam, że kubeczek nie jest bezpieczny, ale po prostu trzeba wiedzieć jak to zrobić. Kubeczek musi być niewielki, o niezbyt grubych, gładkich krawędziach. Należy napełnić go do około 3/4 pojemności, by mleko się nie wylewało, ale i żeby nie trzeba było pojemnika zbytnio przechylać. Dziecko spowijamy, by nie machało rączkami, podtrzymujemy gorę pleców, a kubeczek opieramy o dolną wargę i lekko przechylamy by mleko dotknęło wargi górnej. Czekamy na chłeptanie lub branie małych łyczków, nie wlewamy mleka do ust. A starszaki powyżej 5 miesięcy mogą woleć zwykły kubek lub niekapek. W sumie nic dziwnego, że moje pierwsze próby nakarmienia nowym – bo modyfikowanym mlekiem i w nowy sposób – bo przez butelkę zostały przez Mimi zakrzyczane na znak protestu.

– Przy sporadycznych nieobecnościach dokarmienie mlekiem modyfikowanym może być sensowniejsze od robienia zapasów mleka kobiecego

Gdy to możliwe, warto na czas zaplanowanych nieobecności przygotować zapas odciągniętego mleka. Nie jest to jednak zawsze proste. Czasami karmiący biust za żadne skarby nie chce współpracować z laktatorem i nie poddaje się ręcznemu odciąganiu. To można wytrenować, podkręcić, zgłosić odpowiednio wcześniej zwiększone zapotrzebowanie, wypróbować różne sprzęty. Niemniej nie wyobrażam sobie ślęczenia z laktatorem przez dni lub tygodnie i zaburzania ustalonej harmonijnej równowagi między popytem i podażą tylko po to, by raz wyjść gdzieś bez dziecka. Oczywiście wprowadzenie mieszanki do diety dziecka powinno odbywać się po konsultacji z lekarzem.

– Karmione piersią dziecko może potrzebować zupełnie innych ilości mleka modyfikowanego niż sugeruje opakowanie

Dziecko, które jada w typowym dla karmienia piersią rytmie może pozostać przy małych, ale częstych posiłkach i będzie jednorazowo wypijało mniej mleka modyfikowanego, niż sugerują tabelki na opakowaniu. Jeśli przejście na mieszankę jest sporadyczne lub tymczasowe nie ma co upierać się przy dążeniu do wyznaczania posiłków o sugerowanej ilości mililitrów.

Poza tym nic się nie stanie jeśli dziecko „ominie” posiłek podczas nieobecności mamy. Po powrocie wszystko da się nadrobić i wiele niemowlaków nadgania braki dłuższymi, częstszymi lub nocnymi karmieniami. To kojąca myśl, bo w pierwszych miesiącach łatwo wpaść w gonitwę obaw, które każą nam sądzić, że opóźnienie pory karmienia to zbrodnia na nieletnim.

Jeśli szukacie książki o karmieniu naturalnym, polecam „Po prostu piersią” autorstwa Gill Rapley i Tracey Murkett (Wydawnictwo Mamania). Znajdziecie tam mnóstwo informacji np. jak wrócić do karmienia piersią, gdy w zasadzie się ono skończyło (da się i to po długim czasie), jak przygotować bufet do pracy z laktatorem, gdy potrzebne są mleczne zapasy, co robić gdy mleka jest za dużo, co gdy za mało, co gdy dziecko odmawia picia mleka. Książka napisana jest prosto, przystępnie, z dużym szacunkiem do kobiet i z uznaniem mocy tego co naturalne. Pozwala nabrać pewności, że to co robimy robimy dobrze, że na wszystko jest metoda, i że dziecko także wie co robi.

Miałyście etap karmienia mieszanego? Zastanawiam się czy taki jeszcze nas nie spotka w procesie odstawiania. A może przejdziemy od razu na mleko roślinne lub krowie. Podobno u dziecka z ustabilizowaną dietą po pierwszym roku jest to możliwe.