Pracodawcy, którzy się bronią przed matkami popełniają duży błąd. Oby przejrzeli wreszcie na oczy, a jak nie, to niech ich przed końcem kwartału kombo-kontrola z USu, ZUSu i PIPu odwiedzi. Przecież pracownik z fakultetem matki to:

1. Mózg po legalnym tuningu.

Kobieta w ciąży? Hormony! Rozpłacze się na zebraniu, gdy w prezentacji oferty nowej lokaty ujrzy dziecięcą stopę albo nawrzeszczy na kolegę, który zużył wszystkie spinacze do papieru. Prolaktyna, dopamina, estrogen, oksytocyna. Koktajl Mołotowa. Koktajl, który poza ryzykiem wystąpienia kliku mniej konwencjonalnych reakcji, powoduje zagęszczanie się sieci neuronów, powiększanie i ściślejsze łączenie się ze sobą komórek nerwowych. Mózg zyskuje ulepszenia przede wszystkim w korze przedczołowej, podwzgórzu czy płacie ciemieniowym. Tym legalnym sposobem zyskuje się pracownika na naturalnych dopalaczach o stuningowanych kompetencjach z zakresu myślenia przyczynowo-skutkowego, emocji i planowania.

Matka? Zwolnienia lekarskie! A owszem, a zdarzą się – ale co w zamian? Na przykład serotonina i wzrost poziomu testosteronu, czyli lepsza pamięć, łatwiejsze przystosowywanie się do nowych sytuacji, szybkie rozpoznawanie negatywnych emocji w otoczeniu, lepsza koncentracja, przypływ sił, ekspresowe przyswajanie informacji. Ideał pracownika!

2. Nieprzeciętna determinacja w czynach.

Cecha wspólna wszystkim matkom to determinacja. Cele się konkretyzują, marzenia wymagają realizacji na wczoraj, każdy dzień jest sprintem w precyzyjnie zaplanowanym, określonym kierunku. Nie ma miejsca na nielojalność, nagłe zwroty akcji, tracenie tak cennego teraz czasu, niesprecyzowaną wizję bliższej i dalszej przyszłości. Matki są solidnymi, wiarygodnymi i zdeterminowanymi na konkretne osiągnięcia partnerami. Są spójne. Są tak samo zdefiniowane w domu, w pracy i na plaży. Nie szukają niesprecyzowanego poczucia spełnienia – one są spełnione w życiu i nie kusi je szukanie pracy na wierzbie, czy w gruszkach. Nie zachowają się nieodpowiedzialnie – one pełnią najodpowiedzialniejszą fuchę w swoim domu i udziela im się to na wszelkie relacje, nawet jeśli akurat w biurze nie należą do kadry kierowniczej.

3. Permanentne szkolenie wysoce niekonwencjonalnymi metodami.

Kurs z obsługi Excela, szkolenie z jakości wmanewrowywania klienta lub podyplomówka w Wyższej Szkole Weekendowych Drzemek. To są jakieś drobne żarty. Macierzyństwo to prawdziwy poligon, szkoła życia, kurs przetrwania w dżungli. Czy po doświadczeniu porodu jakakolwiek drobna niedyspozycja ciała może wpłynąć na jakość pracy? Czy po przebrnięciu przez ząbkowanie, kolki, bunt dwu-trzy-cztero-dziesięcio-latka, jakiekolwiek trudności mogą zniechęcić do działania? Czy po setkach godzin spędzonych przy czytaniu tej samej książeczki lub budowaniu wciąż burzonej wieży z klocków, jakakolwiek konferencja może nie być pasjonująca. Dla matek nie ma rzeczy niemożliwych, nie ma informacji nie do zdobycia, nie istnieją ludzie nie do przekonania.

Myślę, że wkrótce żadnemu pracodawcy nie zadźwięczy w głowie nutka zwątpienia, gdy na rozmowie kwalifikacyjnej wypłynie informacja o rodzicielskim doświadczeniu kandydatki. Zaczną pojawiać się ogłoszenia o pracę tytułowane „tylko dla matek”, „ciężarne mile widziane”, „wymagany minimum dwuletni staż rodzicielski”. Mam tu dla Was gotowy list motywacyjny – drukujcie, podpisujcie i czekajcie. Rynek pracy się specjalizuje i w końcu upomni się o Wasze nadzwyczajne kompetencje.