Zupełnie nieperfekcyjna, pełna deficytów i defektów, chodząca wątpliwość. Taka poukładana jedynie „co do zasady”.

Geneza

Gdy się rozpoczyna studia prawnicze będąc na finiszu innego kierunku, gdy się później wyjeżdża, by być bliżej domu i bliżej morza, gdy się idzie z pełnym zaangażowaniem do pierwszej etatowej pracy, wychodzi za mąż i urządza się sobie życie, to na te studia przestaje być po drodze. Oto wprowadzenie w sytuację mające uzasadnić mój permanentny brak należytego przygotowania do egzaminów. Z perspektywy czasu zostają mi dwa wnioski. Po pierwsze, mogę być zadowolona, że bez bywania na wykładach i bez totalnej znajomości zakresu obowiązującego materiału (bo ja rzadko o coś proszę, a już na pewno nie o czyjeś notatki) byłam w stanie jakoś wywróżyć sobie czego się uczyć, by egzamin zdać. Po drugie podczas wymądrzania się o życiu najważniejszy jest dopisek „co do zasady”. Niedouczenie na egzaminie to idealna symulacja życia. Coś tam wiesz, znasz kilka paragrafów, zasad i kazusów – ale nigdy nie możesz być pewien, że poznałeś wszystkie wyjątki, szczegóły, kruczki, przypadki. Formułując „jedynie słuszne tezy”, opatrz je sobie gwiazdką. Ja skończyłam studia przy minimalnym zaangażowaniu mojego czasu rozpoczynając wiele odpowiedzi od słów „co do zasady…”

Skutki

Co do zasady zupełnie nie akceptuję bezprawnych manewrów na drodze, brawury, kretyństwa i nieudolności (takiej, jaką chyba jeszcze sama dobrze reprezentuję). Jednak, gdy ktoś się skrajnie spieszy, zajeżdża drogę, przemyka na czerwonym i mój poślubiony szofer wyraża zdenerwowanie (delikatnie ujmując), od razu ciśnie mi się na usta uspokajające podejrzenie, że pewnie temu nieodpowiedzialnie prowadzącemu kierowcy żona rodzi. Nie rodzi – nigdzie tylu dzieci nie widziano. Ale atmosfera się poprawia, wyrzut nienawiści się hamuje, do braku akceptacji pewnych zachowań wkracza kojąca szczypta zrozumienia dla niedoskonałości człowieka, która bywa uwarunkowana milionem nieznanych obserwatorowi okoliczności.

Co do zasady nie kupuję zimowych butów na obcasie, ale te jedne jedyne okazały się najwygodniejszymi butami świata. Co do zasady jadali surowe mięso, ale raz spróbowali tego wyjętego z ognia i zaraz później wyprowadzali się z jaskini do apartamentowca przy stacji metra. Co do zasady tych, którzy milczą uznaje się za niemających nic do powiedzenia, ale gdy raz się posłucha między wierszami, można poznać prawdziwą treść.

Morał

Wyjściem awaryjnym „co do zasady” przepuścisz ewenementy niemieszczące się w kategorii, zaskoczenie życiem, niedopowiedzenie, własną lub czyjąś niedoskonałość. To takie teraz modne by być pewniakiem, by pisać krótkim zdaniami wyzbytymi z „chyba”, „możliwe że”, „wydaje mi się”. To takie modne i takie głupie.

Polecam mentalność „co do zasady” – bo jak by nie było – ludzi z zasadami jest coraz mniej.