Nie że od razu tragedia na ciele czy ukrywanie się z uwagi na wystosowany list gończy. Tak po prostu – luźne założenie, że będzie blog, ale nie oparty na facjatach własnych i dziecięcych. Anonimowy raczej, niedopowiedziany, wybiórczy. Treściwy, pożywny, do konsumowania, a nie oglądania. Do oceniania autora przez pryzmat treści, a nie jakości zdjęcia i doboru printu na bluzce.

Wszystko pięknie! Zacne założenia, oklaski, kurtyna. A nie, tylko kurtyna. Klaskać w przestrzeń nikt nie zwykł. Dyskutować samemu z sobą też większości ludzi się nie chce. Rzucać pochwały, silić się na krytykę, angażować w poznawanie kogoś, kogo nie da się poznać? Nie ma sensu.

Nie, nie, beznadzieja. Blog o urządzaniu balkonów bez zdjęcia autorki na balkonie dowodzącego, że autorka ma w ogóle balkon? Widoczki ilustrujące wycieczkę bez wycieczkowicza z wycieczki czyniącego wycieczkę? Rekomendacja szamponu do blond pasemek od kogoś kto może być łysym grubasem?

Gdy ktoś przedstawia się z imienia i nazwiska to uczciwie traktuje czytelnika czy szczyci się swym wielkim pisarstwem. Gdy ktoś ilustruje treść zdjęciem to uwiarygodnia swój przekaz czy się lansuje? Gdy ktoś ujawnia różne fakty ze swego życiorysu to się przechwala tudzież żali czy rzetelnie oddaje rzeczywistość ugruntowaną realnymi doświadczeniami?

Czytacie regularnie jakikolwiek blog, którego autora nie jesteście w stanie zdefiniować mniej lub bardziej precyzyjnie? Powiedzcie mi, bo nurtuje mnie kwestia czy bloger bez twarzy ma rację bytu.