Świąteczne przygotowania często zmierzają w stronę absurdu. Z czego zrezygnować by zamiast zmęczenia, czuć ekscytację, zamiast nerwowej atmosfery, magię?

Życzymy sobie ‚spokojnych i wesołych’ a działamy jakbyśmy chcieli przeładowanych i przekombinowanych. Wszystkiego ma być więcej niż rok temu, niż u sąsiada i niż lodówka jest w stanie pomieścić.

Chcemy być gotowi na to co nienamacalne, magiczne, duchowe a biegamy z obłędem w oczach, dla Jezuska myjemy okna, bliskich wyganiamy na kolejne zakupy, ciszę zagłuszamy motywującymi do dzieła pokrzykiwaniami.

Marzy nam się rodzinna atmosfera, wspólnota, porozumienie a dodatkowy talerz ustawiamy dla picu nie chcąc jakichkolwiek odstępstw od scenariusza, kultywujemy przerost formy nad treścią i tracimy czas na podgrzewanie, sprzątanie, trawienie nadmiaru, podgrzewanie, sprzątanie…

 Są „tradycje”, których całkowita eliminacja z czasu grudniowego oczekiwania i świętowania zrobiłaby nam dobrze:

1. Mycie okien. No ej! Czy może być gorszy moment na tę czynność? Później ktoś chory, komuś bark przewiało, paznokcie zjechane, wymuszony dług wdzięczności u pomywacza i inne atrakcje. Mycie okien w grudniu to nie powód do dumy a bzdura jakaś i zbiorowe szaleństwo. No chyba że ktoś ma taki syf, że się pierwszej gwiazdki nie dojrzy przez szybę…

2. Dwanaście potraw. Jeśli potraktować to symbolicznie i policzyć za odrębną potrawę pieczywo, kompocik, dodatki i lukier na pierniku, to ok. Ale jeśli ma to być sterczenie w kuchni nad dwunastoma wytrawnymi daniami, później wciskanie tychże dwunastu potraw w przejedzone brzuchy, zwieńczone wielkim sprzątaniem i wielkim mrożeniem resztek, to nieee. Absurd.

3. Gruntowne porządki. zaglądanie w najbardziej niedostępne zakamarki, wyrzucanie wszystkiego z szafek i półeczek, mycie każdej powierzchni płaskiej, prostopadłej i nierównoległej akurat teraz? Do mnie przemawia organizowanie wiosennych porządków – jest jasno, ciepło, wszystko budzi się do życia – wtedy mogę obudzić się i ja. Na Święta uładzam, ulepszam, dekoruję, sprzątam na tyle, na ile wskazują bieżące potrzeby. Karkołomne akrobacje za szafą wykonam w innych okolicznościach.

 4. Listy powinności. Oznaczenie wszystkiego co wiąże się ze świętowaniem etykietką „muszę”. Muszę kupić każdemu po pięć prezentów, muszę zrobić barszcz, muszę powiesić lampki przed domem. A tak naprawdę powinniśmy robić tylko to co chcemy, tak dostosować styl świętowania by nikomu nie ciążył nadmiarem powinności. Zrobienie z przyjemności obowiązku niszczy całą magiczną otoczkę i odbiera wyjątkowy klimat.

5. Tradycje-sradycje. Robienie czegoś, tylko dlatego że jakaś abstrakcyjna tradycja tego od nas wymaga. Smaku karpia nikt nie lubi, ale karp musi być, krawatów nikt nie ma chęci moczyć w barszczu, ale klasyczna elegancja to podstawa, całej rodzinie słoń nadepnął na ucho, ale „Cichą Noc” trzeba odśpiewać. Są elementy wiecznie uwierające, które można pominąć bez szkody dla wydźwięku całości. Nie bądźmy konserwatystami do szpiku.

 Chcielibyście coś wyrzucić z Waszych świątecznych zwyczajów? Ja bez żalu pożegnałabym przepych na stole. Szkodzi mi na siłę woli.