Nie ilość się liczy a jakość? Czcze gadanie. Oba parametry są kluczowe.

Gdy spędzałam cały mój czas w domu z Zołziną, doskwierające czasami znudzenie, zmęczenie i niespełnione ambicje przechylały szalę na stronę ilości. Nie pocieszało mnie wtedy, że jestem taka cała dla niej, skoro smętna mina nie pasowała do koloru klocków, a ponaglający ton podczas wieczornego zasypiania pobrzmiewał nieelegancko.

Teraz, gdy wychodzę z domu, a Zołzina spędza 9 godzin w żłobku, mój wzorcowy entuzjazm i pełna energia objawiająca się, gdy tylko dorwę pannę w swe ręce, wcale nie pozwala mi zapomnieć, że wedle moich kryteriów 4 nawet najlepiej spędzone razem godziny to zdecydowanie zbyt mało. Panna chyba twierdzi podobnie, skro przychodzi o 3 w nocy z pomysłem czytania książek.

Etapy przejściowe z jej szczątkowym uczęszczaniem do żłobka i moją szczątkową pracą w domu, były korzystne dla ilości i jakość naszego wspólnego czasu. Niestety były też zupełnie nieekonomiczne pod względem finansowym, organizacyjnym, praktycznym.

Nie wiem, gdzie leży nasz wspólny złoty środek. Pewnie zmienia swe położenie wraz z wiekiem Zołziny, porą roku, łaskawością losu, rodzajem planów i nadziei, filozofią rodzicielstwa.

Ale kto szuka, ten znajdzie – prawda?

DSC_5501

DSC_5545

DSC_5490

DSC_5366

well well instagram