Zrobisz wszystko dla dziecka? Nie rób.

Category: well-being

Może zbliżają się jej urodziny.

Musi mieć wspaniałe przyjęcie, piękne zdjęcia, gustowne prezenty i wspaniałe wspomnienia. Upiekę tęczowy tort – teraz trendy jest piec w domu i używać barwników do biszkoptowej masy. Ona będzie chciała iść na huśtawki, ale ja będę mieszała ciasto na spód zielony, ona będzie chciała, żeby poczytać jej książki, ale ja będę piekła spód błękitny, ona będzie chciała, bym siedziała obok na dywanie, gdy będzie próbowała połączyć tory kolejki, ale ja będę pracowała nad spodem fioletowym. Ucieszy się z tego tortu, gdy otrze łzy.

Może jest pierwszy raz zakochana.

W Myszce Miki. Bardzo chce dać wyraz swoim uczuciom. A a Zarze stylowa musztardowa sukienka i rzucik w pepitkę modny w tym sezonie. Ten nadruk myszki z cekinową kokardą wywołuje mdłości. Gdyby chociaż Kubuś Puchatek… Nie, nie zgodzę się. Ja muszę później te nadruki prasować, ja je muszę z czymś zestawiać, ja dostaję punktację za styl na placu zabaw. Ona kiedyś będzie mi wdzięczna. Za szybko wpojony dobry gust, za wysublimowany styl, za brak śmiechu z siebie przy oglądaniu zdjęć z dzieciństwa. Szybko przejrzy na oczy, gdy przestanie je trzeć od napływu łez.

Może postanowiła kim chce być.

Mistrzem hulajnogi na przykład. Pokochała wiatr we włosach chcących wyfrunąć spod kasku i  każdą wolną chwilę chce spędzać na szlifowaniu bruku trampkiem. Na szczęście jestem ja i tych wolnych chwil jest niewiele. Lekcja rysunku jest lepsza – gdy np. zechce zostać architektem, basen, tenis, angielski… Nie naciskam, zostawiam wybór. Niech robi cokolwiek, co ma jakiś sens. Hulajnoga nie ma. Podziękuje mi, gdy tylko przestanie się wciąż obrażać.

Może to przełomowy moment.

Szkoła albo nowe rodzeństwo. Też czuję ten przełom. Potrzebujemy więcej pieniędzy na najpiękniejsze plecaki, dodatkowe podręczniki albo na zabawki i zajęcia wynagradzające to, że czas jest teraz dzielony pomiędzy dwójkę. Biorę kilka dodatkowych zleceń. To wszystko tylko dla niej. Jeszcze tego nie docenia i budzi mnie w nocy wołając do siebie, albo smęci nad uchem, gdy kończę coś pilnego przy komputerze. Głupiutka jest i nie zna życiowych priorytetów, ale szybko zmądrzeje.

Dziecko to świetne alibi. Tak wiele można zrobić dla siebie szczerze wierząc, że działa się dla dobra dziecka.

PREVIOUS POST

Listopad - skreślam go (+kalendarz do druku)

NEXT POST

Świąteczne plakaty do druku

Related articles

Rodzicielska filozofia państwa środka

Dzieci się komponują, jak słoma do butów

bunt dwulatka

Kurs przygotowawczy do bycia rodzicem dwulatka

  • Cholera no. Jak zawsze w punkt.
    U Ciebie czasem po prostu nic nie zostaje do dodania..

  • ZET

    100% racji ♡

  • Tęczowy tort – piekę co roku na urodziny. Po nocach, kiedy śpi. Nie wyobrażam sobie robić to kosztem wspólnie spędzonego czasu..

    • No tak, bo tort to tylko jakiś tam obrazowy przykład. Niektórzy potrafią tak się w grzanie parówek ‚zaangażować’, że dziecko ma ochotę zniknąć.

      • Wiem wiem, przekaz zrozumiałam 😉 i nie mogę się nadziwić że tacy ludzie faktycznie są

  • to tak prawdziwe, że aż boli…brawo

  • Helen

    wszystko prawda, ale ten tort to bym sobie zjadła 😛

  • Ojej, poszalałaś. Bywam ostra w swych ocenach, ale nawet mnie nie starcza odwagi by wsadzić kij w mrowisko. Jeszcze urodziny trzy, czterolatka, z kolegami to jeszcze, ale te wielkie przyjęcia dla roczniaków i dwulatków… mam mieszane uczucia. Z drugiej strony teraz dużo ludzi je po prostu kupuje i zleca innym, tort przecież można kupić tak samo (i chwalić się w internetach, że samemu się upiekło, hihi). Gorzej, gdy ludzie biorą kredyt, żeby się pokazać na dzielni i przez to dziecko np. nie pojedzie na fajne wakacje, bo musieli za koszt wakacji przyjęcie zrobić… No ale to już nie mój problem, każdy ma swoje życie i decyduje. My mogliśmy urządzić urodziny, ale po pierwsze, nie było kogo zaprosić, moi znajomi mają dzieci w gimnazjum lub podstawówce, a roczniki pokolenie wyżej stoją dosłownie nad grobem. Urodziny trzylatki wśród zgrai staruszków? No nie bardzo. Wujek zabrał ją do Disneylandu i uważam to za doskonały zamiennik (tym bardziej, że to nie ja płaciłam).

    Co do ubrań, to dopóki dziecię chciało łazić w gustownych ciuchach, to chodziło. Teraz ma szał postaci z bajek Disneya, to ma. Trochę nad tym boleję, ale cóż robić. Ja w jej wieku miałam fazę na czerń i strasznie chciałam chodzić ubrana na czarno od stóp do głów. To był problem. Sukienka z Elsą to przy tym broszka. 😉

    Co do hulajnogi, myślę, że dopóki da się wszystko pogodzić, nie ma sensu się spinać. Zajęcia z rysunku i muzyki moga być fajne, dopóki dziecko nie spędza na różnorakich zajęciach całego dnia. Z drugiej strony, jak się ma nudzić w domu i oglądać telewizję… to może jest to jakieś wyjście.

  • To jest to, czego chcę uniknąć i oczywiście obiecuję sobie, że takich błędów nie popełnię. Teraz łatwo mi się zapierać i składać deklaracje, bo maluch na razie jeszcze w brzuchu, ale potem? Czy na pewno będę całkowicie otwarta na prawdziwe potrzeby mojego dziecka?

    • Nie jest to proste. Rzeczywistość ma to do siebie, że w swojej złożoności funduje miliony mniejszych i większych dylematów. Te powyższe przykłady to nie rzeczywiste obserwacje wyrodnych matek, a jakiś odmalowany na jaskrawiej obrazek z moich realnych rozterek. Chyba najważniejsze to mieć oczy otwarte i się nie zagalopować w żadnym kierunku.

      • Cóż, pozostaje mi mieć szeroko oczy otwarte 😉

  • Niestety, prawda 🙂

  • Super tekst! Dlatego godzę się na tę Myszkę Miki 😉

  • Sylwia Antkowicz

    Ja się godzę i na Myszkę Miki i na różowy, nie wciskam córki w szarą kurtkę tylko dlatego, że jest modna