Wielkie patenty na małe dziecko – czyli dużym dystansem w drobne upierdliwości

Category: well-being

Matka, jak to matka, dysponuje szerokim spektrum wypracowanych w boju sposobów na przetrwanie. Matka, jak to matka, ma nieograniczone możliwości w pełni uzasadnionego wydatkowania funduszy ku chwale i szczęściu familii. Z tych dwóch prawideł wniosek jest taki: sprzedaję patenty. Monety należy deponować w puszce dostępnej przy wyjściu. Kto wychodzi bez cienia uśmiechu – z opłaty jest zwolniony.

 

  • Jak wybrnąć z godnością, oznaczającą niewyzerowanie paczki Schoko-Bons w jeden wieczór, z przyjęcia od pracodawcy wielkiej torby słodyczy dla dziedzica z okazji świąt?

Oczywiście, o ile dziecko nie ma jeszcze spaczonego jadłospisu przez instytucje przedszkolne i chwali sobie owocki, należy ową paczkę zneutralizować za pomocą konsumpcji. Aby nie nabawić się skutków ubocznych związanych z pochłonięciem kilku kilogramów cukru na raz – należy znienacka umyć zęby. Która styrana codziennością matka zaryzykuje konieczność powtórnego mycia zębów dla kilku cukierków? Patent nie dotyczy ciężarnych (tu nic nie zadziała!).

 

  • Jak przestać wątpić w tylko pozornie będące mitem w erze pralek automatycznych stwierdzenie „nie nadążam z praniem”?

Te historie o tetrze rozwieszonej w całym domu i innych żalach o nieustannej konieczności prania dziecięcych fatałaszków kwitowałam pobłażliwym uśmiechem. Pralka jest szybka, a Pepco z awaryjnymi leginsami ulicę dalej. Z niedowiarstwa można się jednak szybko uleczyć. Wystarczy dziecko lubujące się w wyprawach do osiedlowej piaskownicy wysypanej piachem budowlanym, ceniące sobie rzucanie się na beton w przypadku pokierowania toru przemarszu w nieodpowiednim kierunku i objawiające niezdecydowanie podczas konsumpcji jagód i truskawek. Teraz wierzę w pralkę wiarą niezachwianą i bez rundki automatu nie zasnę.

 

  • Jak przygotować wymagane przez dziecko trzy wersje obiadu w pięć minut?

Gdy pierwsza wersja nie jest akceptowana, należy przełożyć danie z dziecięcego talerza na dorosły i odjąć jeden składnik (sugeruję ziemniaka). Gdy druga wersja nie jest akceptowana, należy polać warzywko jogurtem naturalnym i nabijając fasolkę szparagową na widelec spytać dziecko czy też tak potrafi.

 

  • Jak przetrwać miałkie gadki-szmatki na placu zabaw?

Nie jetem dobrym kompanem do pogawędek o niczym. Boję się ich panicznie. Jednak oswoiłam już nieco temat rozmówek na zboczu piaskownicy – wystarczy mieć na końcu języka kilka słów: bobasek, dzidziuś, szkrabik, ile latek, jak na imię, ale duży, ale maleństwo, ale grzeczny, ale energiczny. Zrobione! W zupełności zadowolisz każdą zagadującą matkę i babcię. Nie sil się na głębsze tematy – nikt ich nie oczekuje.

 

  • Jak uniknąć niezręczności przy przekopywaniu przez dziecko wszelkich zakamarków w domach znajomych?

Nie zabezpieczać w domu szuflad i szafek niczym poza tekstem „nie otwieraj, to nie jest twoja szafka”. Tekst należy wypowiadać do bólu gardła. Naklejka z regułką na zatrzaskowej blokadzie niestety odpada. Narażam się na wysypy kasz, zbieranie bielizny po całej połaci i inne atrakcje, ale zdecydowanie wolę przećwiczyć to kilka razy we własnym domu, niż raz w cudzym.

 

  • Jak zyskać kilka minut na wypicie kawy w przypadku dziecka nadgorliwie stosującego ciągnięcie za rękę w sytuacji jakiegokolwiek złożenia matczynego tyłka na kanapie?

Należy opracować jeden, a dobry tekst. Odpada wszelkie „za chwilę”, „poczekaj”, „przyjdę, gdy wypiję”. Takie zagrywki powodują eskalację rękoczynów i wzrost determinacji objawiający się werbalnym ponaglaniem na miarę możliwości językowych dziecka. Lepszy jest tekst z drugim dnem. U nas sprawdza się „zmienić ci pieluchę?”. I już dziecka nie ma, a kawa taka pyszna.

 

Piszę na kanwie obserwacji z jednego popołudnia, piszę i mogłabym tak w nieskończoność, piszę i wiem, że żadne to patenty w ujęciu globalnym. W moim jednak, jednostkowym przypadku każde odkrycie własnej, skutecznej metody na coś, urasta do rangi godnego odnotowania wynalazku. Z każdym dniem jest trudniej i łatwiej zarazem. Przy siódmym dziecku będę mistrzem.

Macie jakieś swoje niezwykle cenne patenty na codzienność? Przehandlujcie za bezcenną wdzięczność innych matek 🙂

PREVIOUS POST

Zarabianie biustem, czyli mniej oczywiste zalety karmienia piersią

NEXT POST

Co odbierze Ci rodzicielstwo? Że niby nic? Haha!

Related articles