Próbuję nauczyć córkę, że na deser wystarczy jedna kostka dobrej czekolady, że surówkę też trzeba zjeść, że fajniejszy będzie rower lub spacer od bajki, wierząc, że czynię dobrą inwestycję w jej dorosłość. Będzie mądra, szczupła, zdrowa, aktywna – będzie szczęśliwa.

„Przywiązujemy dużą wagę do diety, ruchu, jakości snu i życia seksualnego, a przecież wiadomo już, że najsilniejszym czynnikiem prognostycznym, jeśli chodzi o zdrowie, szczęście i długowieczność, są związki z innymi ludźmi” – czytam w opublikowanej w Wysokich Obcasach (nr 3 – 862 z 16.01.16r.) rozmowie z kanadyjską psycholożką Susan Pinker.

Później analizuję. Ja na placu zabaw zajmuję ławeczkę w oddali, żeby nie być zmuszoną do prowadzenia płytkich, grzecznościowych rozmówek z kobietami, których nie znam. Muszę, po prostu muszę dla dobra swojego i otoczenia mieć czas tylko dla siebie. Bieganie ze spotkania na spotkanie wykończyłoby mnie w tydzień, a imprezy i wydarzenia towarzyskie cieszą mnie tak samo na początku jak na końcu. Wcale nie tupię nogami z niecierpliwości na te czekające nas kinderbale, odwiedziny koleżanek z podwórka i zaproszenia na wspólne nocowanie. Nie wiem jak wypuszczę ją kilkunastoletnią samą z domu, moja wyobraźnia na to nie pozwala.

Może nieświadomie projektuję w niej to co najgroźniejsze? Brak umiejętności  nawiązywania głębokich relacji emocjonalnych, obojętność wobec jakichkolwiek wspólnot, izolację, samotność?

Trudno uwierzyć, że to co najmniej namacalne – jest najważniejsze. W 2010 roku przeprowadzono badania, w których przeanalizowano styl życia i zdrowie 309 tysięcy osób. Okazało się, że to nie leki, nałogi, szczepienia, sposób odżywiania, ćwiczenia czy choroby mają decydujący wpływ na obniżenie ryzyka zgonu. Decydujące jest w ilu bliskich relacjach jest dana osoba. Oczywiście używki lub śmieciowa dieta bardzo nam szkodzą, ale najgorsze jest życie w izolacji. Kojarzycie pewnie z bliższego lub dalszego otoczenia historie długoletnich małżeństw, w których krótko po śmierci kobiety umiera też jej mąż. Chciałoby się wierzyć, że to taki „romantyczny gest solidarności” z ukochaną. A często jest po prostu tak, że kobieta, jako ta organizująca kręgi rodzinno-towarzyskie wokół pary, odchodząc, zostawia swojego partnera w totalnej pustce społecznej.

W artykule, o którym wspomniałam wyżej, opisano wyniki badań, z których wynika, że poczucie izolacji (choćby dokonanej z wyboru) wpływa na każdą komórkę ciała. Nie chodzi o zwyczajne przygnębienie samotnością. To zespół czynników, które powodują, że długość życia ograniczającej kontakty z ludźmi osoby skraca się o 30 % w porównaniu do osoby towarzyskiej a obarczonej podobnymi chorobami, dietą czy poziomem aktywności.

Zakupy przez internet, podtrzymywanie kontaktu przez telefon, kręgi znajomych pielęgnowane on-line, wyrażanie siebie na portalach społecznościowych, pielęgnowanie swojej oryginalności i indywidualizmu, niechęć do współpracy nieprzekładającej się na zysk finansowy, życie w gospodarstwie góra jedno-dwu pokoleniowym, aranżowane i coraz rzadsze kontakty z bliskimi, telekonferencja zamiast spotkania twarzą w twarz, szybki styl życia pełen aktywności i pozbawiony czasu na pogłębianie relacji – to nasze realia.

Dla zdrowia i rozwoju dziecka lepiej żeby zjadło tłustą pizzę przy wspólnym, rodzinnym stole głośnym od wymienianych poglądów, niż porcję szpinaku przed ekranem własnego tabletu. To nie moje prywatne herezje, tak twierdzą specjaliści. Wydaje się, że żeby córka nie wpadła w anoreksję wystarczy włożyć sporo wysiłku w zapewnienie jej zdrowej, adekwatnej do potrzeb diety, a żeby syn nie wpadł w złe towarzystwo dobrze żeby spędzał wieczory w swoim bezpiecznym, komfortowym pokoju. Wydaje się.

Wydaje się też, że problem izolacji, osamotnienia, towarzyskiej banicji dotyczy wąskiej grupy osób z konkretnych powodów wykluczonych ze społeczeństwa. Ale to złudne myślenie. Na społecznej pustyni żyją też ci, których widać w tłumie. W warunkach brytyjskich jedna czwarta respondentów z wszystkich grup wiekowych przyznała, że z nikim nie czuje więzi emocjonalnej. W warunkach amerykańskich 20 procent społeczeństwa twierdzi, że nie ma nikogo, na kim może polegać. Nie sądzę, żeby u nas było inaczej.

Córko, na deser wystarczy jedna kostka dobrej czekolady, ale możesz zjeść pół tortu urodzinowego na imprezie u innej trzylatki, surówkę też trzeba zjeść, ale frytki najlepiej smakują przy małym stoliku i dużym towarzystwie, fajny będzie rower, ale fajniejszy będzie maraton bajek z przyjaciółką.