Od zarania dziejów twierdziłam, że posiadanie w domu paprotki to już koniec, to zaawansowana starość, kapcie i konewka. Teraz odszczekuję i staram się pamiętać o podlewaniu.

W dzieciństwie obserwowałam, jak ludzie przeglądając wreszcie na oczy, demontują w swych mieszkaniach łuki, boazerie, sięgające sufitu metalowe kwietniki, wynoszą wersalki, meblościanki i wyrzucają tony kwiatów, z których każdy egzystował w innej, często plastikowej, doniczce. Pamiętam sale lekcyjne w podstawówce obstawione obskurnymi donicami balkonowymi, pełnymi jeszcze podlejszych przysychających lub gnijących smętnych zwisów parapetowych. Podziwiałam nowoczesne aranżacje minimalistycznych wnętrz wyzbytych roślin lub mieszczących najwyżej jeden pokazowy egzemplarz storczyka.

Jednak czas odgonić mroki ciemności ze smrodkiem pelargonii, połamanymi badylami aloesu i zwisającymi z szaf pnączami o łysych łodygach.

Kwiaty w domu są well-well.

– nawilżają powietrze (zwłaszcza bluszcz pospolity, dracena, figowiec sprężysty, nefrolepis – paproć i skrzydłokwiat),

– dotleniają pomieszczenia (scindapsus, skrzydłokwiat, alturium, daktylowiec niski),

– usuwają z powietrza szkodliwe substancje chemiczne,

– zwalczają wirusy, bakterie i zarodnik grzybów poprzez wytwarzanie fitoncydów (można też sobie zaaplikować ten naturalny antybiotyk w szałwii, kolendrze, macierzance, cebuli, tymianku),

– niewątpliwie poprawiają nastrój swym urokiem, pozytywną zielonością, albo też poprzez aromaterapię (gardenia, jaśmin lekarski, stefanotis bukietowy)

kwiaty doniczkowezieleń w domudoniczkowe  rośliny w domuzieleń we wnętrzachkwiaty w domu

rośliny do domu

1/2/3/4/5/6/7/8/9/10/11/12/13/14/15/16/17