Rodzina jest najważniejsza i inne pierdzielone frazesy

Category: Relacje

Znacie to? Bardzo polski frazes, którym tak bardzo wszyscy wycierają sobie buty. Rodzina jest najważniejsza dla polityków, którzy dostrzegają jej potrzeby, tylko gdy populistycznymi ruchami można na niej zbić jakiś widoczny w sondażach interes. Rodzina jest najważniejsza wybełkocze podpity koleś z puszką w ręce, który nigdy nie był z synem na spacerze, a który właśnie upłynnia jego nowe buty na zimę. I nawet ciężko mu zaprzeczyć – całym sobą potwierdza to co mówi – w swoim życiu nie zrobił nic ponad kolejnego potomka. Rodzina jest najważniejsza wygłosi ksiądz na katechezie przedmałżeńskiej, a później odeśle do lakonicznie ujętej „właściwej instytucji” matkę szukającą jakiejkolwiek pomocy w miejscu, w które wierzyła.

Rodzina najważniejszą wartością, dzieci dobrem narodowym, matki-polki żyjącymi pomnikami godnymi czci. A tak łatwo zostawić rodzinę, gdy matka wnerwia ze starości albo wątlutka psychika nie może udźwignąć niepełnosprawności dziecka. Dzieci są spoko tylko nie te, które są głodne i trzeba je piersią nakarmić, nie te, które chcą mieszkać w tym samym hotelu i drą się jak dzikie z radości, nie te, które brudzą pieluchy. W ogóle „wszystkie dzieci nasze są” tylko w piosence, a w życiu to problem rodziców i niech te problemy na krótkiej smyczy trzymają, żeby nie trzeba było oglądać, słuchać, ustępować, znosić, pomagać, uważać na nie. A te ‚matki-polki’ – bohaterki dawnej literatury niech schowają swoje karmiące biusty, podkrążone oczy, roszczeniowe pytania o przewijaki. W ogóle niech się schowają te siedzące w domach, bezproduktywne pasożyty na budżecie narodowym.

I nie twierdzę, że to co powyżej dowodzi, że rodzina nie jest najważniejsza. Jest. Wystarczy kilka dobrych decyzji, dużo pracy, mnóstwo uczuć i już.

Ja bym tylko wolała, żeby ową rodziną nie wycierali sobie gęby ci, którzy rodzinnego stylu życia nie praktykują, bo później trudniej uwierzyć, zainwestować swój życiorys i pójść tym torem.

Czasami krytykuje się blogerów parentingowych – że dzieci za dary losów sprzedają, że ekshibicjonizm, narcyzm lub powielanie miałkich tematów. A ja uważam, że to dobra robota. Dobra promocja rodzinnego stylu życia. Wolę pooglądać ładne sukienki, posłuchać o perypetiach wychowawczych, pośmiać się i nauczyć dystansu, dowiedzieć o praktycznych patentach, czasem na zasadzie kontrastu postanowić czego nigdy nie zrobię… Otwieram okno przeglądarki i jest tak, jakbym miała mnóstwo kuzynek, sąsiadów, znajomych – wszyscy z dziećmi. Bo za tym prawdziwym oknem to różnie bywa. I cieszę się, że nie spędziłam na parapecie zbyt wiele czasu – gdybym się zbyt dobrze przyjrzała rzeczywistości mogłabym nie mieć tej mojej najważniejszej w życiu trójeczki obok siebie.

PREVIOUS POST

Chcesz być matką fajną czy idealną?

NEXT POST

Czy na urlopie rodzicielskim można pracować?

Related articles

czego nie może matka

Matko! Hej, to ok.

Skąd się biorą dzieci?

  • kara

    <3

  • Dita

    Ja tam znów mam w nosie co inni myślą, cieszę się swoim szczęściem, obnoszę wielkim cycem i karmię (lekko przyrzucona pieluchą) tam gdzie akurat głód spotka moje dziecko, przecież i tak wszystkim się podobać nie będę, więc co zmieni w statystyce jeszcze kilku bardziej zniesmaczonych?
    Za to dziś wypełniałam wniosek o becikowe i zastanawia mnie czym zajmują się urzędnicy, bo w dokumentach moje imię i nazwisko musiałam wymienić 7 razy w nagłówkach oraz 11 razy podpisać + mąż chyba ze 3 podpisy mniej.