Przedszkole to dziwne miejsce. Ten przybytek edukacyjno-opiekuńczy uruchamia w rodzicach – potencjalnie porządnych jednostkach, prawdziwie przestępcze instynkty. Najpierw prawowici obywatele – zaraz później:

 

Przemytnicy

Wycierają przed drzwiami placówki gile spod dziecięcych nosów i wręczają cukierka na zachętę i dla powstrzymania spazmów kaszlu. Po obowiązkowym „dzień dobry” dorzucają nadprogramowe teksty o pogodzie lub wczorajszym podwieczorku. Wszystkie te zabiegi tylko po to, by zmylić, uśpić czujność i jakimś cudem przejść pomyślnie graniczną kontrolę sanitarno-epidemiologiczną. Gdyby trafił się ostry przeciwnik w postaci służbisty chcącego zawrócić zakatarzone dziecko gotowe nielegalnie przekroczyć przedszkolny próg, będą brać na litość (ten projekt w pracy taki ważny), łgać (to tylko alergia) i obiecywać poprawę (jeśli do jutra nie minie, to już na pewno…).

 

Terroryści

Straszą, grożą i są gotowi wybuchnąć w każdej chwili nie zważając na obecność w pobliżu niewinnych nieletnich jednostek. Za kolejną skróconą o dwie minuty dogoterapię nie zapłacą ani grosza! Jeśli jeszcze raz dziecko dostanie pasztet na śniadanie, to tego się tak nie zostawi, przyjdą – większą grupą przyjdą! Wysłanie dziecka na dwór bez czapki skończy się mordem, rzezią i pogorzeliskiem. A jeśli ta spinka z truskawką się nie znajdzie, to zerwą jutro tę wykładzinę w kaczuszki!

 

Złodzieje

Oni są zdania, że z przedszkola trzeba wynieść jak najwięcej. Dziecko ma codziennie wynosić z placówki nowe umiejętności, brzuch mieć wypchany obiadem i podwieczorkiem, wykradać kolegom najlepsze zabawki, bo w życiu trzeba sobie radzić, gromadzić wiedzę i dobre maniery. Dziecko ma też wiedzieć, czego wynosić się nie opłaca – według rodziców zdecydowanie nie jest korzystnie wynieść ospę, nowe przekleństwo i śliwkę na czole.

 

Mordercy

Zabijają z premedytacją wszelkie przejawy przedszkolnego życia. Zamordują wycieczkę do Ciechocinka za zbytni przepych i niedobór walorów edukacyjnych. Zlikwidują ciasteczka na Wigilię za ryzyko dosypania przez kogoś alergizujących orzeszków. Uciszą na wieczność inicjatywę zbierania żołędzi dla dzików, ukatrupią wszelki entuzjazm – za nimi ciągnie się smutek, pustka i dziecko, którego raczej nie określa się mianem „żywe srebro”.

 

Porywacze

Co rano kneblują dziecko bułą i unieruchamiają pasami fotelika. Wywożą świtem i prowadzą silnym uściskiem dłoni w przedszkolne mury. Mamią wizją pięknego popołudnia, by mimochodem skuć nogi w kapcie. Prośbą, groźbą lub siłą wrzucają do sali, zatrzaskują drzwi. Początkujący mają jeszcze wyrzuty sumienia, recydywiści już nawet nie.

 

Stalkerzy

Mają tylko jeden cel – wiedzieć wszystko, a nawet znacznie więcej. Znają na pamięć miesięczne menu zupek i recytują na wyrywki. Dopytają o każdy nieistotny szczegół przedłużając zebrania z rodzicami z planowanej godziny do jakichś pięciu. Na ich widok kadra przedszkola ucieka do najbliższej toalety. Mają milion pomysłów na ulepszenia i sto inicjatyw społecznych na godzinę. Fani skrupulatnej dokumentacji zdjęciowej, kamer w salach, raportów oraz spotkań.

 

Hejterzy

Sceptycyzm i tak zwana „konstruktywna krytyka” w wydaniu patologicznym. Są przeciwni, zdegustowani, oburzeni i pod przykrywką zaangażowania uprzykrzają życie wszystkim, których spotkają na swojej drodze. Dziecko dostanie ochrzan za bajzel w szafce i kwiatek narysowany na kapciu. Rodzic dziecka z szafką obok usłyszy cały zestaw dobrych rad, z których wynika jedynie, że jest ignorantem w doborze spodni na deszcz, a takie wymawianie „sz” przez trzylatka to już od lat powinno być pod kontrola logopedy. Najgorzej mają oczywiście nauczyciele i dyrektorzy z codzienną listą skarg, zażaleń i przytyków.

 

Jeśli czytałyście wcześniej ten tekst, to tak – nie wydaje wam się, że go poszerzyłam – jednak dwoje dzieci w przedszkolu, to podwójny obszar doświadczeń. A jeśli dopiero zaczynacie przygodę w przedszkolu, zachowajcie spokój. Powyższa typologia oparta jest raczej na przestępczych instynktach, które czasem placówka budzi w niewyspanym rodzicu malucha, niż na faktycznym spotkaniu twarzą w twarz ze złem. Chętnie poznam z kim Wy mierzycie się na przedszkolnych korytarzach. Musiaaałyście słyszeć tekst „oj, ślinka?” od mamy dziecka kaszlącego jak gruźlik :)