Stres. Jak ja nienawidzę tego drania. A jeszcze bardziej nie znoszę podejścia do niego, jakie obecne jest w naszym społeczeństwie. Niby twierdzimy, że stres jest plagą naszych czasów, ale jednocześnie bagatelizujemy i niewiele robimy, by mu przeciwdziałać, zwłaszcza gdy wynika z sytuacji rutynowych, codziennych. Niby wiemy, że gdy jest przewlekły znacząco obniża jakość życia i jest groźny dla zdrowia, a jednocześnie deklarujemy, że trochę stresu jest nam potrzebne do mobilizacji i w ogóle to trzeba się hartować.

Najbardziej zaskoczył mnie pewien niuans, który wypływa co jakiś czas, gdy dzielimy się z kimś informacją, że nasze dziecko idzie do szkoły montessori. Metoda ma na pewno swoje wady, różne aspekty mogą budzić wątpliwości, ale nigdy nie pomyślałabym, że nasza wiara w to, że tego rodzaju edukacja pozwoli znacząco ograniczyć szkolny stres spotka się z kontrargumentami. Te kontry nie polegają na tym, że ktoś uważa, że wcale tak nie będzie – tylko na twierdzeniu, że to po prostu źle. A dlaczego? Bo trochę stresu, reżimu i mobilizacji jest niezbędne. A do czego? No, żeby dziecko chciało się uczyć, żeby czuło motywację, i w ogóle żeby przygotować je do życia w tym zestresowanym świecie.

Czyli stres jest zły, sami raczej go nie chcemy, ale jednocześnie chętnie stosowalibyśmy go jako narzędzie dyscyplinowania pracowników, motywowania uczniów, podkręcania wyników? Wydało mi się to pokrętną logiką – więc sprawdzam.

 

Stres naprawdę jest powszechny

Bazując na obserwacji siebie i swojego otoczenia – członków rodziny, znajomych, pani z warzywniaka i pana ze szkoły dziecka, jak oszacowałabyś poziom zestresowania społeczeństwa? Może bywamy ponurzy, znudzeni, zmęczeni – ale stres? Bez przesady. Przecież większość z nas całkiem dobrze sobie radzi i szczęśliwie unika życiowych dramatów.

Okazuje się, że 98% Polaków odczuwa stres przynajmniej od czasu do czasu, a co piąty każdego dnia! Skoro tak, to gdzie nas ten stres dopada? W korporacjach? Około połowa z nas (z podziałem: 55% kobiet i 37% mężczyzn) odczuwa stres związany z życiem prywatnym, a co trzeci (24% kobiet i 45% mężczyzn) odczuwa stres związany z pracą.

stres polaków

 

A co nas aż tak stresuje w tym domu i w tej pracy? Nic szczególnego okazuje się. Proza życia – choroby, obciążenie domowymi obowiązkami, problemy finansowe czy nawet samo finansami zarządzanie, do tego praca pod presją czasu, biurokracja i na przykład zła organizacja pracy. Najgorszym dniem tygodnia jest poniedziałek – wtedy co trzeci Polak ma złe samopoczucie.

stres w życiu prywatnym

 

stres w pracy

 

Stres naprawdę jest draniem

Przejrzałam sporo źródeł zawierających wyniki badań mających opisywać skutki stresu na jakoś naszego życia. Nie jest łatwo krótko i definitywnie ocenić, jak groźny jest wpływ tego zjawiska na nasze zdrowie fizyczne (bo na przykład liczne choroby mają wieloczynnikowe podłoże i stres nie tyle je powoduje co nasila lub aktywuje) czy na nasze zdrowie psychiczne (bo wiele zależy od naszej osobowości, sytuacji i odporności psychicznej). Niemniej lista dolegliwości, patologii, chorób, problemów w relacjach i wszelkich negatywnych zjawisk związanych ze stresem jest długa, a ich występowanie powszechne.

Według opinii American Institute of Stress powinniśmy jednak wyróżniać także pozytywne strony stresu (eustres w odróżnieniu od dystresu ma być dobrym, motywującym rodzajem stresu). Pozytywne skutki to na przykład mobilizacja ostatnich sił, ochrona przed nadmiernym obciążeniem poprzez dawanie sygnału do odpoczynku, sprzyjanie rozwojowi i szybkiemu podejmowaniu decyzji, poznanie siebie, wypracowanie najlepszych sposobów radzenia sobie z wyzwaniami.

Hm – no ok – skoro tak twierdzą… Tylko zastanawiam się na ile często z tych pozytywnych skutków jesteśmy w stanie skorzystać. Okazuje się, że aż (moim zdaniem „aż)” połowa Polaków sądzi, że stres może działać mobilizująco, a 40% że istnie pewien poziom stresu, który nie jest szkodliwy. To może w takim razie tylko ja jestem jakaś taka na punkcie stresu przewrażliwiona? No nie – bo zajrzyjmy głębiej. Wśród osób, które odczuwają stres mniej niż 15% ocenia pozytywnie swoje umiejętności w zakresie pozytywnego wykorzystywania stresu. Prawie 80% Polaków chciałoby nauczyć się lepiej wykorzystywać stres na swoją korzyść. A wśród osób, które dostrzegają pozytywne skutki stresu częściej znajdziemy osoby o najwyższych dochodach oraz takie, które odczuwają stres tylko sporadycznie. Czyli – gdy ktoś nie jest zestresowany – to mniej się tym całym stresem stresuje.

 

W tym momencie wyraźnie odcinając się od źródeł, badań i przytoczonych danych przechodzę do wysmarowania osobistej opinii, której nie mogę już podpierać żadnymi autorytetami. Moim zdaniem zupełnie czymś innym jest sztuczne chronienie dzieci lub siebie przed wyzwaniami, naturalnymi konsekwencjami i prawdziwym obliczem różnych zjawisk i sytuacji. A zupełnie czymś innym jest godzenie się na życie z permanentnie odczuwanym stresem. Każdy z nas ma inną konstrukcję psychiczną, podatność na choroby i odporność na wszystko co negatywne – nie ma uniwersalnej recepty, ani uniwersalnych warunków, które będą dla nas dobre. Niemniej zatrważające dane i prognozy dotyczące pogarszającego się stanu zdrowia psychicznego i dzieci, i dorosłych powinny skłaniać nas ku budowaniu odporności psychicznej, korzystania z wszelkich metod poprawy jakości życia, nauki technik relaksacyjnych i nie wiem czego jeszcze – natomiast na pewno nie ku pogodzeniu się z życiem w stresujących warunkach. Najtrudniejszą i najgroźniejszą zarazem sytuacją jest ta, w której człowiek nie widzi możliwości zmiany warunków, w jakich się znalazł – chrońmy przed tym zwłaszcza dzieci, które z natury swojego zależnego położenia łatwiej złamać.

Przestańmy godzić się na stres w pracy, w domu i w szkole naszych dzieci. A stres, który wynika z czynników, na które nie mamy wpływu (ale tak naprawdę nie mamy) wymaga uwagi, nauki sposobów na niwelowanie jego skutków, pomocy z zewnątrz – czegokolwiek zamiast rezygnacji i biernego pogodzenia się z jego obecnością. Fakt, że prawie każdy Polak twierdzi, że z różną częstotliwością żyje w stresie nie umocowuje tego drania do bycia częścią naszego życia. Powszechność jakiegoś zjawiska nie jest argumentem za jego akceptacją.

 

Źródło przytoczonych danych statystycznych: Polacy a stres. Raport z badania ilościowego, GFK, Warszawa, 23.03.2016r.

Teksty o zbliżonej tematyce:
Ma być prawnikiem, tenisistą czy hodowcą owiec? Stawiać przed nim wyzwania czy dać zupełnie wolną rękę? Inspirować, pozwalać doświadczać czy chronić? Dać tę gównianą w składzie czekoladę z zabawką w środku czy dbać o dietę? Rodzicowi nie zależy na niczym innym tak bardzo jak na szczęściu dziecka. Czy jednak można zrobić coś dobrego, pewnego i obiektywnego, by wepchnąć dziecko na drogę szczęśliwości? Podobno tak i, co optymistyczne, nie jest to wcale karkołomny i skomplikowany projekt pełen poświęceń, zadań, pilnowania i korygowania. Okazuje się, że programowanie w dziecku szczęścia to sama przyjemność.
Trudne okołojaskiniowe początki ludzkości trwały bardzo długo w porównaniu z czasami polowań na jedzenie w Lidlu przed długim weekendem i walkami z wrogo nastawionymi plemionami na forach internetowych. Unikanie bezpośrednich zagrożeń było przez setki milionów lat sprawą życia i śmierci, więc od praprzodków dostaliśmy mózgi z automatu nastawione na wychwytywanie negatywów. Nasz mózg potrafi skutecznie ignorować całą falę pozytywnych i neutralnych wydarzeń dnia, by skupić się na najmniejszym choćby niepowodzeniu – to „mózgowa” strategia mająca dać nam szanse na przetrwanie.