Poczytamy razem? Nie idźmy na ilość – skracać będziemy liczne i przydługie czytanki dzieciom, gdy już naprawdę czas na sen. Nie oceniajmy po okładce – ale gdy coś nie leży po kilku czy nawet kilkuset stronach porzucajmy bez skrupułów. Żyjmy sobie podwójnym życiem – własnym i książkowym.

 

CZY FAKTYCZNIE KOBIETY CHĘTNIEJ DECYDUJĄ SIĘ NA DZIECI?

Zaskoczyły mnie trochę wzrastające w Polsce wskaźniki dzietności (aktualnie liczba urodzonych dzieci przypadających na statystyczną kobietę w wieku rozrodczym to około 1,45).  Co prawda daleko jeszcze do sytuacji, w której można by było mówić o zastępowalności pokoleń, ale wskaźnik przestał spadać (jak to miało miejsce w ostatnich latach) i osiągnął poziom z roku 1998 – ostatniego, gdy wynosił ponad 1,4.

Nie wierzyłam, że podejmowane w ostatnich latach wysiłki w rodzaju wydłużenia urlopu rodzicielskiego lub fatalnego w mojej opinii programu Rodzina 500+ przyniosą zauważalne rezultaty, ale jednak. Niestety nie jest tak różowo – doczytałam, że „spada liczba urodzeń pierwszych dzieci i ich udział w ogólnej liczbie urodzeń, a wyraźnie rośnie liczba kobiet decydujących się na trzecie dziecko, a także – choć nieco słabiej – na kolejne dzieci. Czyli o wiele mniej kobiet, które nie miały potomstwa, zdecydowało się na nie.”* Okazuje się więc, że dzieci jest trochę więcej, ale kobiety coraz rzadziej decydują się na zostanie matkami (oczywiście nie tylko o decyzje tu chodzi, ale też o nasilającą się bezpłodność lub ogólne możliwości wynikające chociażby z posiadania partnera). Utrzymywanie się spadku pierwszych urodzeń według ekspertów wróży raczej, że niestety wzrost ogólnej liczby urodzeń nie będzie trwały.

*Przeczytane w: „Państwowe inwestycje w rodzinę”, Dziennik Gazeta Prawna nr 70 (10 kwietnia 2018r.)

 

CZY TYLKO JA NIE MAM SIĘ W CO UBRAĆ?

Może dla Was nie będzie to nic odkrywczego, ale ja, znająca badziewne właściwości niemal plastikowych bluz z poliestru, w tekstyliach dla siebie i dzieci akceptowałam tylko bawełnę, czasem kusząc się na domieszkę wełny czy lnu. W każdym razie odrzucałam wszelkie syntetyczne materiały, jeśli nie chodziło o zakup stroju kąpielowego. A tu pyk – przeczytałam w książce Radzkiej, że i wiskoza jest w porządku. Okazało się, że zrobiłam wielką krzywdę wielu wiskozowym sukienkom i bluzkom, które bezpodstawnie skreśliłam pomimo ich niepodważalnej urody. Wiskoza bowiem to włókno uzyskiwane chemicznie, ale z odnawialnych surowców naturalnych (w przeciwieństwie do badziewnego sztucznego poliestru, nylonu czy akrylu).

A czy samą książkę warto przeczytać? Można odkryć swój typ sylwetki (analitycznie – z miarką w ręku), można zasięgnąć rozsądnych inspiracji przed większymi zakupami odzieżowymi i poznać kilka podstawowych faktów o doborze i pielęgnacji tekstyliów. Ja spędziłam z egzemplarzem z biblioteki jeden wieczór – i uważam to za optymalne rozwiązanie.

*Przeczytane w: „Radzka radzi: Tobie dobrze w tym”, Magdalena Kanoniak, Wyd. Helion, 2015 r.

 

CZYM JEST ZDROWIE?

Priorytetem? Fundamentem? Marzeniem? Dla Agnieszki Maciąg „Zdrowie to nie tylko brak choroby czy dobre samopoczucie. Zdrowie to radość z powodu tego, kim jesteś i gdzie się znajdujesz. Zdrowie to zapał i chęć do życia. Poczucie ekscytacji na myśl o tym, co ma nadejść. Zdrowie to optymizm, dobra energia i młodzieńczy wigor – niezależnie od wieku. Zdowie to przejrzystość myśli i gotowość wypowiadania swojego zdania bez obaw, co pomyślą inni. Zdrowie to nieustanne podążanie za marzeniami. Zdrowie to szacunek do samego siebie i kierowanie się swoim mocnym, silnym, wewnętrznym głosem. Zdrowie to miłość do siebie i do świata. To otwarte wyrażanie uczuć. Zdrowie to uczciwość, szczerość i prawość w stosunku do siebie i innych ludzi. (…) Zdrowie to naturalny stan, do którego prawo ma każdy człowiek. Zdrowie to radość istnienia – nasza autentyczna tożsamość„.

Okazało się, że moja szczupła sylwetka to nie dowód na to, że odżywiam się prawidłowo, że bieganie z przygarbionymi ramionami po placach zabaw i sporadyczne zrywy wygibasów na macie to nie rozsądna dawka ruchu, a nieustanne w latach liczone nocne pobudki to nie urocza charakterystyka macierzyństwa niwelowana kubkiem kawy, a coś co może sporo namieszać w organizmie. Rozglądam się więc za inspiracją do zmian. Tropię jak czerpać więcej z natury, jak wyeliminować z jadłospisu standardowy kotlecik z patelni, jak wspomagać organizm, by przy wsparciu naturalnych produktów leczył i bronił się sam. W książce „Smak zdrowia” znalazłam wszystko, co przydatne na starcie – osobistą, motywującą historię, zbiór przekonujących poglądów i całe mnóstwo prostych przepisów na lecznicze napary, codzienne posiłki, zdrowe słodycze.

*Przeczytane w: „Smak zdrowia”, Agnieszka Maciąg, wyd. Otwarte, Kraków 2017 r.

 

GDYBY TAK NAJPIERW NAUCZYĆ SIĘ UCZYĆ…

Sześcioletnia dziewczynka rysowała. „W pewnym momencie podeszła do niej nauczycielka i zapytała ‚Co rysujesz?’. Dziewczynka odpowiedziała: ‚Rysuję Boga’. ‚Ale jak to?! – odparła nauczycielka. – Przecież nie wiemy, jak wygląda Bóg’. Dziewczynka, która nie dała się zbić z tropu, odpowiedziała: ‚Zatem za chwilę będziemy wiedzieć’.

Bardzo, bardzo polecam przestudiowanie książki „Włam się do mózgu”. Można tak jak autor wykorzystać przytoczone w książce patenty i zrobić coś niesamowitego – np. nauczyć się języka szwedzkiego w 6 miesięcy. Ale dla mnie jeszcze istotniejsze jest to, że dzięki poznaniu kilkunastu przebadanych naukowo i w praktyce metod uczenia się nie będę powielała nieskutecznych schematów przy udzielaniu porad dzieciom. Nie będę mówiła „przeczytaj jeszcze raz” – bo to nie działa. Nie będę przy odpytywaniu na życzenie z jakiegoś materiału narzekać na popełniane błędy – bo już wiem, że to też uczy, a nie miesza w głowie. Nie będę sugerowała nauki w tym samym miejscu i w ciszy – bo teraz mam świadomość, że różnorodność miejsc do nauki tworzy dodatkowe miejsce w pamięci, o które zahaczają się przyswajane informacje. Z książki można wybrać dziesiątki obalonych badaniami bzdur, które od pokoleń powtarza się w szkołach i domach i raz na zawsze wyeliminować je ze swojego światopoglądu. Przeczytanie tej książki będzie o wiele lepszą inwestycją w edukację dzieci niż wspólne kaligrafowanie literek czy ciśnięcie słówek z angielskiego, seeerio.

*Przeczytane w: „Włam się do mózgu”, Radek Kotarski, wyd. Altenberg, Warszawa 2017 r.

 

Mile widziane opinie na powyżej zadane tematy oraz liczne polecenia dobrych książek lub artykułów, by lista moich czytelniczych planów rosła w metry.