Jestem w trakcie czytania około piętnastu książek. Już przestałam z tym walczyć – niepohamowanie w korzystaniu z woluminów i dzika żądza pozyskiwania kolejnych pomimo braku możliwości skonsumowania to moja choroba wrodzona. Skromnie więc w „przeczytanych” zostawiam trzy pozycje i zastanawiam się nad uruchomieniem nowej serii wpisów pod tytułem „co usiłuję przeczytać”.

 

O dystansie

challenge accepted recenzja„Czy ktokolwiek tak naprawdę planuje ciąże? Tak na serio? Śmiem twierdzić, biorąc pod uwagę własne doświadczenie, że zawsze są one cholerną niespodzianką. Na dodatek nie w stylu „kurier puka do mych drzwi z zapomnianą paczką, którą zamówiłam przez Internet kilka tygodni temu”, tylko raczej zaskoczeniem z rodzaju „przykro nam, ale właśnie skończył się bekon” w knajpce ze śniadaniami dwie ulice od domu. Na początku trochę nas to wytrąca z równowagi, ale wiadomo, że na dłuższą metę to najlepsze, co może nam się przytrafić.”

Uwielbiam instagramową kreację (a może właśnie brak kreacji) autorki tej książki. Jeśli nie znasz zobacz koniecznie jej zdjęciowo-filmową odpowiedź na zniewalający współczesność kult młodości, jędrności i chudości. Książka jest humorystycznym, zdystansowanym, wyluzowanym opisem losów tej komiczki. Niestety miejscami jest nudna (np. historia porodu i motywy wyboru takiego a nie innego szpitala), momentami irytująca (sprawiająca wrażenie pisania bez minimum zaangażowania). Jednak sympatia do autorki i chęć wyłapania z treści tych wszystkich momentów, z których można nauczyć się od niej dystansu spowodowała, że przeczytałam ją do końca. Nie polecam inwestowania w swój egzemplarz, ale książkę z biblioteki lub wypożyczonego ebooka chyba warto przejrzeć. Może pomimo stylu i ujęcia tematów spłynie na ciebie nieco uzdrawiającego dystansu Celeste.

Przeczytane w: „Challenge Accepted„, Celeste Barber, Wyd. Muza, Warszawa 2019 r.

 

 

O myśleniu

jak mniej myśleć recenzja„Jeśli za dużo myślisz, prawdopodobnie rozpoznasz siebie w profilu osoby nadwydajnej mentalnie. Twój mózg, właśnie ten, który myśli zbyt wiele, to prawdziwy skarb. Jego subtelność, złożoność, szybkość, z jaką działa, zdumiewają, a pod względem mocy można go porównać z silnikiem Formuły 1! Ale bolid wyścigowy nie jest zwykłym samochodem. Gdy prowadzi go jakiś niezdara drogą lokalną, może się okazać kruchy i niebezpieczny. By zoptymalizować swój potencjał potrzebuje doskonałych umiejętności kierowcy i toru na swoja miarę. (…) W tej książce znajdziesz więc wiadomości z zakresu mechaniki (neurologia), kodeksu drogowego (emocje i relacje) oraz techniki prowadzenia (psychika).”

Mam wrażenie, że na tę książkę połasiły się rzesze ludzi zmęczonych współczesnością, natłokiem informacji, przebodźcowaniem, nieumiejętnością odpoczywania w akompaniamencie nieustannie wybrzmiewających w tle powiadomień z urządzeń elektronicznych czy innymi jeszcze problemami. Podejrzewam, że rozczarują się lekturą. W rzeczywistości bowiem jest to zbiór obserwacji na temat ludzi o specyficznej konstrukcji i, co istotne, którzy są w zdecydowanej mniejszości w naszym społeczeństwie (od 15 do 30% wg autorki). Ci „myślący za dużo”, to ludzie o innej budowie mózgu – dominującej prawej półkuli, wyostrzonej świadomości, nieustannych wątpliwościach, nadmiernie rozwiniętych zmysłach, bez opcji „wyłączenia” umysłu. Ich myśli wywołują nieskończone ciągi rozgałęziających się skojarzeń, nie są w stanie przekazać innym złożoności swoich myśli, są nadaktywni mentalnie, nadwrażliwi, hiperempatyczni, o żelaznym systemie wartości, odczytujący znaczenie komunikatów niewerbalnych.

Ja odnalazłam się w tym opisie, nieustannie czuję, że myślę w inny sposób niż ludzie, z którymi mam styczność. Bardzo trudno mi prowadzić rozmowy grzecznościowe, często wyłączam się z toczących się rozmów i odpływam w myśli, które kotłują mi się w głowie wiedząc, że nie mam szans, by wrzucić te wszystkie wątki do grupowej dyskusji. Wcale nie sprowadza się to do tego, że jestem ponad innymi, że wiem więcej, a raczej oznacza nieporozumienie na wielu płaszczyznach. Nie rozumiem innych – jak mogą tak łatwo ferować wyroki, podejmować decyzje i zadowalać się pobieżnym spojrzeniem na rzeczywistość. Nie rozumiem też sama siebie i irytuje się tym, że chociaż mam w głowie tak rozbudowane narzędzie i tyle się tam dzieje, to nie jestem w stanie zrobić z tego użytku, wykorzystać na swoją korzyść czy chociaż przekazać innym złożoności.

Ta książka nie daje recepty na to „jak myśleć mniej”, ale pomaga zrozumieć siebie i drugą stronę. Warto ją przeczytać, gdy samemu jest się tym nadaktywnym mentalnie przypadkiem i wtedy, gdy z takim ma się na co dzień do czynienia. Ja poczułam ogromną ulgę, gdy poznałam teorię, wg której nie powinnam wymagać od innych swojego sposobu myślenia i na przykład faktu, że ktoś podejmuje decyzje w inny niż ja sposób interpretować jako bezmyślności czy ryzykanctwa. Sobie też dałam większy margines swobody i zrozumiałam, że nie mogę wymagać od siebie bycia jak inni, bo to po prostu nie jest możliwe. Niech tak sobie będzie, że gdy inni omawiają wynik meczu, ja odpływam na dwie minuty, by przemyśleć źródła emocji kibiców, estetykę paneli reklamowych zamieszczanych na boiskach i wyświetlające mi się w głowie obrazki związane z oklejaniem specjalnymi taśmami mięśni (niech to będzie przykład, bo w dwie minuty moje myśli pobiegną w wielu innych wątkach, przysięgam!).

Przeczytane w: „Jak mniej myśleć„, Chrstel Petitcollin, Wyd. JK, Łódź 2019 r.

 

 

O nawykach

lepiej 21 strategii jak osiągnąć szczęście recenzja„Oto sekret dojrzałości: spraw, żeby to, co dobre, przychodziło z łatwością, a to, co złe, było trudne do zrobienia.”

„Nie kusi mnie coś, co jest poza moim zasięgiem. Jeśli zdecydowałam, że czegoś nie robię, do trwania w tym postanowieniu nie jest mi potrzebna samokontrola. (…) Jeśli z czegoś rezygnuję, zyskuję coś innego.”

Po pierwsze nie patrzmy na okropną okładkę, po drugie nie doczytajmy zniechęcającego podtytułu i możemy zabrać się za czytanie. Nie jest to napakowana niezwykle wartościową treścią pozycja, ale czyta się lekko, szybko, przyjemnie i z pewnością da się z niej wyłuskać sporo inspirujących i wartościowych myśli. Sporo tu anegdotek, historii, relacji z testowania pomysłów, strategii i teorii. Część tekstu „Będzie lepiej – jak i po co wypracować nowy nawyk?” (klik) oparłam na moich notatkach z czytania tej książki. I w zasadzie o tym jest ta książka – o rozmaitych strategiach mających pomóc nam w wypracowaniu nawyków, które są podstawą satysfakcjonującej egzystencji.

Przeczytane w: „Lepiej. 21 strategii, by osiągnąć szczęście„, Gretchen Craft Rubin, Wyd. Znak, Warszawa 2019 r.

 

 

Poprzednie książkowe teksty znajdziesz tu:

  • przeczytane #1 – czy kobiety chętniej decydują się na dzieci, jak się uczyć, czym jest zdrowie i w co się ubierać
  • przeczytane #2 – dobra książka o minimalizmie, historie felietonów emitowanych w radiowej Trójce o zwykłych-niezwykłych matkach i ojcach, Nosowska w druku i „Mam na imię Lucy”
  • przeczytane #3 – wycieczka po kreatywności, feministyczna wycieczka po macierzyństwie, obowiązkach domowych, małżeństwie, stosunku do własnego ciała i stosunkach w ogóle oraz prosty poradnik dla matek debiutujących
  • przeczytane #4 – zarządzanie czasem, mikroby w brzuchach dzieci i trochę hygge
  • przeczytane #5 – jak żyć długo, jak żyć, gdy zimno i jak żyć, gdy jest się kobietą
  • przeczytane #6 – odraczanie gratyfikacji, lagom, samousprawiedliwianie i trendy 2019
  • przeczytane #7 – zdrowe podejście do goszczenia, Michelle Obama też się wkurza na męża i kurs asertywności