Między niepogodzeniem a akceptacją

Category: Biznes i rozwój

Cieszyć się małym, dostosowywać się do zaistniałych okoliczności, brać życie jakim jest? Czy wytrwale płynąć pod prąd, walczyć, bo tak naprawdę można wszystko, zawsze chcieć więcej i lepiej? Stabilizacja czy ryzyko? Rozsądek czy marzenia? Proza życia czy poetyckie ideały?

Może to ten wiek, może doświadczenie macierzyństwa, może kilka właściwych książek? Ale wreszcie wiem, co jest dla mnie dobre. Ja biorę wszystko, nie składam deklaracji ostatecznych, nie definiuję światopoglądu, nie przyjmuję ograniczeń. Nie posłucham już niczyich jedynie słusznych rad pełnych recept na życie. Sorry, drogie społeczeństwo – jesteś styrane, szare, nieszczęśliwe, spętane ograniczeniami, równające w dół, wciągające wszystkich w ten sam schemat. Sorry, drogie społeczeństwo – nie jesteś autorytetem.

Mam dziecko, od pierwszej o nim myśli próbuję sprostać jego wymaganiom, zaspokoić potrzeby, dać to co najlepsze. Nie wiem właściwie jak to się robi. Czuję jednak, że najlepsze co mogę, to zarazić nowe pokolenie szczęściem – takim prawdziwym, nieprzemijającym, niezależnym od kolei losu, posiadania rzeczy i pogody za oknem. Mam plan być nieprzyzwoicie szczęśliwa. Wiem, że to niemodne w naszej szerokości geograficznej. Trudno – będę niszowa.

Wyzbycie się oczekiwań

Większość tego, czego oczekuje ode mnie bliższa i dalsza rodzina, mąż, córka, znajomi, sąsiedzi, społeczeństwo – większość tego wszystkiego to projekcja ograniczeń, którą sama sobie funduję. Masa niczego ode mnie nie chce – poza tym bym się nie wyróżniała – bym nie jechała na granicy patologii, ale też bym nie fruwała pod chmurami. Nie dam się uśrednić, wepchnąć w ramy przeciętności, stłamsić. Nie zrobię z córki jednej z wielu, nie pozwolę by czuła się jak cyferka w statystykach, nie zaprojektuję jej przyszłości, nie będę stawiać wymagań wynikających z mojego widzimisię.

Walka o słuszność

Nie poddam się. Nigdy. Nie będę zamykać oczu na to co niesłuszne. Nie zgodzę się, żeby spuszczone ze smyczy psisko obszczekiwało nas na spacerze w parku, choć wiem, że nie przemówię do rozsądku jego ograniczonej właścicielce, która nie słucha moich argumentów. Nie zgodzę się żeby ktoś niesprawiedliwie mnie traktował – nie ważne czy to szef, bliska osoba, ktoś z kim podobno warto się trzymać. Nie obniżę swoich standardów tylko dlatego że większość coś, gdzieś i z jakiejś przyczyny. Zrozumiem. wczuję się, zachowam szeroką perspektywę – ale nie zgodzę się na wszystko.

Balans

Wymoszczę sobie miejsce pomiędzy oczekiwaniem od życia gwiazdki z nieba, a zadowoleniem z tego co już mam. Nie muszę mieć wszystkiego tu i teraz, natychmiast – wystarczy mi otwartość, która pozwala wierzyć, że zdobędę wszystko to, czego naprawdę potrzebuję. Marzenia zapiszę w notesie – są tylko po to żeby je spełnić. Nie poddam się okolicznościom – nigdy, żadnym. Balans pozwolił mi zmarznąć o świcie w wiosennej kurtce, bo akurat nie mam odpowiedniej na takie, jak dziś zimno i pozwolił mi wypić najlepszą kawę, choć nieprzyzwoicie drogą, jak na warunki matki bez stałego dochodu (i porządnej kurtki). Ciepło kubka w zimnych dłoniach było prawdziwie szczęśliwym doznaniem. Czy byłoby tak samo w lepszej kurtce? Czy byłoby tak samo z rozpuszczalną lurą? Nie. Dziś było idealnie, tak jak było, a jutro będzie jeszcze lepiej.

A gdy zwątpię, że to ja jestem gwiazdą swojego życia – to posłucham kolejny raz Jacka Walkiewicza.

Pozdro Gwiazdy!

PREVIOUS POST

Nic nie jest czarno-białe. A szkoda.

NEXT POST

Mam plan + darmowy planer do druku

Related articles

  • Oj Lucy, Lucy…mam szczęście do inspirujących blogerów 🙂
    wchłaniam twoje słowa jak gąbka wodę…to już dzisiaj drugi post, gdzie Wasze (Ona ma sile)
    słowa działają na mnie terapeutycznie…pzdr

  • Kara

    Tego mi było trzeba. Dzięki.

  • Jak ja bym chciała cały czas pamiętać, że wszystko zależy od naszego myślenia, sposobu jak na sprawę spojrzymy. Żeby było to naturalne, „wyssane z mlekiem matki” :). Pracuje nad sobą. Bardzo. Jednak czasem łapię się na tym, że muszę zmienić swe myśli w danej chwili, że powinny być inne. Całe szczęście widzę problem, a to już połowa sukcesu 🙂
    Musze taka być aby lepiej żyło się mojej rodzinie, by moja córka był szczęśliwa 🙂

  • Chłonę Twoje słowa, miewam sama takie przebłyski i staram się przekuć je w myślenie dystansowe, mam nadzieję, że w końcu się uda.

  • Myślałam jak Ty. Splot nieszczęśliwych okoliczności sprawił, że pływam w morzu frustracji. Brzegu nie widzę.

    • W założeniu chciałabym żeby takie myślenie towarzyszyło mi zawsze – bez względu na okoliczności. Ale, kurde, wiem że to zadanie do wykonania dla garstki niezłomnych charakterów.

      Oby Ci się okoliczności splotły pomyślnie.

    • Patrz, ale mimo wszystko piszesz „pływam”, nie: „tonę”.

  • Bardzo ciekawy wykład Walkiewicza – dzięki L.

  • Mag

    W teorii też jestem dobra, daję mega dobre rady, na wszystko mam odpowiedź, niby łapię chwile i niczego mi nie brak, a po chwili jestem za gruba, nie mam sie w co ubrać, dom za mały, marudzenie dzieci za głośne. Świadomość problemu to już coś!

    • Też się często daję ponieść nie w tym kierunku, w którym bym chciała, ale walczę. O, choćby takie, jak w tym poście spisanie myśli mi pomaga trzymać się pionu.

  • Agnieszka Puchała

    chyba sobie to wydrukuję i powieszę przy lustrze w łazience, żeby codziennie czytać 🙂 dzięki 🙂

  • Byłam na pogrzebie. Chowali Bardzo Starego Człowieka, więc sporo było bardzo starych ludzi, chodzących o lasce lub o człowieku, bez zębów, bez przyszłości. Ksiądz opowiadał, że życie to nieustanne cierpienie, ból, choroba, przytłoczenie, że chwytają je tylko młodzi. W końcu stwierdził, że „gdybyśmy na szali położyli szczęśliwe i nieszczęśliwe chwile, to nie ma wśród nas człowieka, u którego by te szczęśliwe przeważyły”. Szczerze kpiącym i oburzonym poszumem, który przeszedł po sali, oddycham do dziś.

    • Niesamowita historia

    • ZET

      Ja nie żyję z kolei złudzeniami, że życie jest generalnie łatwe, miłe i przyjemne, bo takie nie jest. Gdybym w miarę obiektywnie spojrzała na chwile, które składają się na moje życie – przeważałyby te ciężkie i trudne. Mimo to czuję się szczęśliwa. Bo wszystko zależy od tego JAK postrzegam to,co mnie spotyka – czy problem, który napotykam jest dla mnie okazją i „łaską” (z całych sił staram się tak myśleć i patrzeć na moje życie!) czy skupiam się na samym problemie i wałkuję mój pech/nieszczęście/złą passę? Jeśli, tak jak Lucy, umiem się cieszyć z tej gorącej kawy i każdego dnia dostrzegam podobnie piękny moment, to to mi daje siłę, napełnia radością. Czyli – mimo wszystko jestem szczęśliwa. Kwestia perspektywy.

      • Czy pierwsze zdanie komentarza to zarzut (?) w moją stronę? W sensie, czy ja żyję złudzeniami?

        • ZET

          Spokojnie:) nie mam w zwyczaju zarzucać czegokolwiek komukolwiek, gdy tak naprawdę nie znam w 100% zdania i stanowiska tej osoby. To była refleksja natury ogólnej, która zrodziła się na podstawie zdania wypowiedzianego przez księdza – zdania, które przytoczyłaś.

          • Jeszcze się nie zaniepokoiłam:) Chciałam się upewnić, bo ostatnio opublikowałam polemiczny tekst właśnie o „łatwym i przyjemnym” życiu dla moich dzieci i już mi się odbija zarzutami, że żyję złudzeniami;>

  • To chyba ten wiek….

  • Różyczka

    U mnie w przeciagu kilkunastu msc sie wiele zmienilo.
    Jedni odeszli na zawsze 🙁 inni sie narodzili 🙂
    Wlasnie wtedy postanowilam wypiac sie na wszelkie dobre rady i robic swoje tyko po to aby byc szczesliwa tak po swojemu!

  • Agnieszka Krupińska

    Też ostatnio to rozkminiam. Świat nam mówi, że powinniśmy być gwiazdami dla wszystkich wokół, a tymczasem nie jesteśmy gwiazdami nawet dla siebie samych.