Moje dzieci są niegrzeczne? I dobrze!

Category: well-being

Może, gdy ktoś jest z innego pokolenia, może, gdy doskonale pamięta dzieci zdyscyplinowane i pełne niewzruszalnego szacunku do wszystkich starszych osób, może, gdy za główny cel wychowania uważa posłuszeństwo, najedzony brzuch i piątki w szkole – może ktoś taki uważać, że moje dzieci są niegrzeczne. Moje i wszystkie inne współczesne dzieci, które płaczą, dyskutują, protestują, wciąż badają granice, wpadają w histerie… Te współczesne dzieciaki – te, jak to mówią efekty bezstresowego wychowania, te egoistyczne jednostki bez autorytetów i strachu przed konsekwencjami.

Ok – jeśli według Ciebie są to dzieci niegrzeczne, to sobie tak myśl, ale nie czepiaj się ich, nie czepiaj się mnie, nie pouczaj, nie wspominaj dawnych czasów. To ja na co dzień znoszę skutki tej niegrzeczności, to moja świadoma decyzja. Może Ci ją nieco wytłumaczę…

co robić z niegrzecznym dzieckiem

 

1. Czasy się zmieniły i powrotu nie będzie.

Kiedyś dzieci żyły w zupełnie innych warunkach często wychowywane przez wielopokoleniowe rodziny. Metody wychowawcze też były inne i co tu dużo mówić, dziś stały się już raczej powszechnie nieakceptowane. Wysoką skutecznością w osiąganiu bieżącego efektu charakteryzowało się bicie, krzyki, wyśmiewanie, różne kary.

Zobrazujmy. Kiedyś dziecko wychowane było tak, że jak ojciec ryknął: „cisza, bo wiadomości oglądam”, to raczej zapadała cisza, a jeśli nie, następowała nieuchronna mniej lub bardziej dotkliwa konsekwencja. Wygodne to musiało być – np. klaps na tyłek, nerwy uszły no i te wiadomości można było dokończyć. Dziś, gdy ja proszę o ciszę muszę na kilka sposobów wyjaśnić dlaczego tej ciszy potrzebuję, nadyskutować się z protestującym dzieckiem, nawymyślać. Często zajmie to tyle czasu, ile te wiadomości właśnie. Następnego dnia sytuacja się powtórzy – nie będę mogła pogrozić palcem i nawiązać to klapsa z dnia poprzedniego. Ale później, kiedyś, zupełnie niespodziewanie nadchodzi taki dzień, gdy córka widząc moją skupioną nad komputerem minę mówi do siostry: „chodź do mojego pokoju, bo mama pracuje”. I ja wtedy wiem, że w moim dziecku wydarza się wiele dobrego, czego krzywdzącym klapsem lub karą nigdy bym nie osiągnęła. Dobro za ceną ciszy? Kupuję.

Kiedyś rodzice byli wzorcem uległości. Matka słuchała ojca, ojciec słuchał szefa, wszyscy słuchali urzędnika, pani nauczycielki i proboszcza, mniejszości słuchały większości. Nawet jeśli ktoś robił coś innego, to zachowywał pozory posłuszeństwa, godził się na swoją podrzędna rolę, oficjalnie nie domagał się równości i godności. Współczesnym dzieciom nie da się wmówić, że „ryby i dzieci głosu nie mają” – i bardzo dobrze!

Kiedyś dzieci naturalnie uczyły się zaangażowania i odpowiedzialności, bo ich pomoc była koniecznym wkładem w przetrwanie rodziny. Pracowały, pomagały, miały obowiązki. Dziś tego nie ma, a współczesne dzieci są wyręczane, wspierane, chronione przed rozczarowaniami. Nadmiar obowiązków powoduje, że nie włączamy dzieci w pracę nad wspólnym dobrem – przecież szybciej i dokładniej sama odkurzę dywan. Dziwne, że gdy dziecko będzie w wieku, w którym mogłoby świetnie odkurzać to o owo odkurzanie odbywać będzie się wieczna walka. To co kiedyś przychodziło naturalnie, dziś wymaga świadomości i zaangażowania rodziców, by w sztucznych warunkach stwarzać dzieciom okazję do zdobywania ważnych umiejętności w miejsce postawy roszczeniowej.

Pewnie można by dalej wymieniać różnice, ale wniosek jest jeden – jest inaczej i nie pozostaje to bez wpływu na dzieci. Wzdychanie za starymi dobrymi czasami grzecznych dzieci jest bezsensowne.

*oparłam się na przeczytanych już fragmentach książki „Pozytywna dyscyplina” Jane Nelsen (jak skończę, to coś o niej napiszę, bo czuję, że będzie warto).

2. Posłuszeństwo to nie jest zaleta.

Pewnie wygodnie jest mieć posłuszne dziecko. Mówię, jak ma być i tak jest od razu. Istny raj. Cisza, spokój, sielanka i pościelone łóżko. Schody zaczynają się, gdy ja zaczynam mówić głupoty, a dziecko słucha, gdy inny dorosły chce od mojego dziecka czegoś złego, a ono słucha, bo to przecież starszy, gdy rówieśnicy robią coś durnego, a moje dziecko nie ćwiczyło nigdy analizowania sensu słyszanych poleceń i ślepo brnie za większością. Posłuszeństwo to nie jest priorytet na mojej liście zadań wychowawczych. Zależy mi, żeby dziecko było mądre, empatyczne, rozsądne, pewne swoich poglądów i siły sprawczej, asertywne. Cóż – w warunkach niezachwianego posłuszeństwa raczej nie będzie możliwe zdobywanie tych umiejętności.

Poza tym bardzo bym chciała, żeby moje córki słuchały tego co mam do powiedzenia, szanowały moje zdanie, ale wiedziały też, że ja szanuję ich opinie i mogą wyrazić każdy pogląd bez najmniejszych obaw. Z takiego dialogu nie może wyjść nic złego.

Wiedz więc, że może mi zająć kilka lat zanim nauczę moją córkę mówić dzień dobry. Ale ja wiem, że to dobra droga, bo ilekroć posunę się do niesłusznych metod i brokuły są zjedzone ze smętną miną pod wpływem szantażu ciasteczkiem, to mam ogromnego kaca moralnego. Cel nie uświęca środków, także pozwól nam załatwić sprawę po swojemu i wiedz, że i tak życzymy Ci dobrego dnia.

3. Niegrzeczność to cenny komunikat.

Niegrzeczne dziecko zawsze coś mówi całym sobą. Gdybym skupiła się tylko na tłumieniu przejawów niegrzeczności, nie miałabym szans zauważyć o co chodzi, na korektę moich błędów, na odczytanie komunikatu. Dziecko oczywiście nie potrafi wyartykułować w czym rzecz – rolą dorosłych jest by zamiast reagować tylko na zachowanie, zagłębić się także w ukryty przekaz. Dziecko, które czuje się zrozumiane doznaje wielkiej ulgi i zwykle natychmiast zmienia swoje zachowanie.

Podoba mi się koncept, by niegrzecznego zachowania w ogóle tak nie nazywać, a zastąpić to utarte sformułowanie np. ‚zachowaniem wynikającym z braku umiejętności’. I nie o nazewnictwo tu chodzi, bo wiadomo, że krócej i prościej jest powiedzieć o niegrzecznym zachowaniu – tylko o świadomość, że dziecko nie robi czegoś specjalnie, nie chce nas wkurzyć tylko po prostu jest zniechęcone, nie wie jak zareagować, nie radzi sobie z sytuacją lub z emocjami albo po prostu jest zmęczone, głodne lub zachowuje się odpowiednio do wieku i etapu w rozwoju. Z tą perspektywą o wiele łatwiej przetrwać spokojnie to niewłaściwe zachowanie.

I co teraz z tymi bachorami?

Czy wobec powyższego planuję tolerować wszystko co dziecko robi? Absolutnie nie. Uczę się postępować właściwie, wspierać, rozmawiać tak, by być słuchaną, odkrywać i zapobiegać przyczynom „niegrzeczności”. Zwykle wsparcie i zrozumienie usuwa przyczyny złego zachowania. Dziecko wierzy w siebie, czuje się rozumiane, ważne, zauważane i nie ma potrzeby, by zachowywać się niewłaściwie.

Wiem, że są skuteczniejsze na daną chwilę metody – że można postawić do kąta, nawrzeszczeć, nastraszyć laniem. Wiem, że zmusztrowane dziecko byłoby lepiej ocenione na rodzinnym obiadku, w przedszkolu, przez sąsiadkę, ciotkę itd. Wybrałam dłuższą i trudniejszą drogę. Nie dla własnej wygody (oj wręcz przeciwnie), nie dla poklasku otoczenia – tylko dla dobra dziecka. Przecież każda matka chce dla swojego dziecka najlepiej!

Ale to proces, to trwa, to zajmie mi jakieś 18 lat.

Miej tę świadomość, gdy zechcesz mi powiedzieć, że mam niegrzeczne dziecko. A już na pewno nie mów tak mojemu dziecku, bo jeśli chodzi o obronę dziecka przed szkodliwymi ludźmi, nie przebieram w środkach – będzie i kąt, i lanie.

~

Czujecie się czasem pod ostrzałem karcących Was spojrzeń starszych pań obserwujących poczynania dzieci w parku, panów, którzy strofują Wam dzieci marudzące w sklepie, rodziny żądnej kulturalnej rozmowy z kilkulatkiem? Mam czasem wrażenie, że grzeczne dziecko w czapeczce to priorytet naszego społeczeństwa.

 

PREVIOUS POST

6 tytułów - marzę o tym, by je wreszcie przeczytać

NEXT POST

Majowe inspiracje + kalendarz do druku

Related articles

Dzieci się komponują, jak słoma do butów

bunt dwulatka

Kurs przygotowawczy do bycia rodzicem dwulatka

czego nie może matka

Matko! Hej, to ok.

  • To co kiedyś było uznawane za metody wychowawcze, dziś jest patologia i wyślij dzieci do dziadków, żeby sluchaly, że zdrowe wyrażanie złości to robienie krzywych przez co zakazanych min.

    • a firanki ruszają dzieci, które myślą, że są w oborze (zaobserwowane u pana 70+ 🙂

      • Tia, co tu zrobić, przecież starsze osoby wnoszą też dużo pozytywnych wartości, a ich nie wychowamy :/ Możemy tylko liczyć, że dzieci nie będą wiedziały co to obora, a jak przyjdą nas rodziców spytać, to im wyjaśnimy, że pan wychował się w innych czasach 😀

  • Świetnie to opisałaś 🙂 Zgadzam się jak najbardziej 🙂

  • posłuszeństwo nie jest dobrą cechą i tutaj sie z tobą zgadzam! każdy ma prawo do wyrażania swoich opinii, oraz życia (o ile nie szkodzi sobie i innym) w sposób jaki jest dla danej osoby najbardziej optymalny.

    • Tak – ślepe posłuszeństwo jest wręcz przerażające. Wolałabym, żeby dziecko nie miało wyłączonego myślenia w żadnych okolicznościach.

  • Dokładnie się zgadzam z Twoim tekstem, mam bardzo podobne zdanie na ten sam temat 🙂

  • No153

    Dzięki za inspirujący tekst. Ta droga rzeczywiście jest dłuższa i trudniejsza, ale satysfakcja z jej następstw na pewno wynagrodzi takie poświęcenie. A co do zwracania uwagi na innych, mądrzejszych i wszechwiedząch, to odcięcie się od tego typu ludzi i ignorowanie ich mądrości jest akurat fajnym, łatwym i bardzo przydatnym rozwiązaniem – polecam jak najszybsze wdrożenie 🙂

    • To chyba dobra rada. Proces wychowywania sam w sobie nie jest łatwy, lepiej nie pozwalać na podcinanie skrzydeł i mącenie w głowie.

  • Iwona L

    Bardzo fajne spostrzeżenia…niestety, ale i tak ciężko to wytłumaczyć pokoleniu naszych rodziców..

    • To prawda – też czuję, że między pokoleniami są ogromne różnice w postrzeganiu wychowawczych priorytetów. Niemniej nasze dzieci będą żyły w jeszcze innych czasach, więc nie bardzo możemy oglądać się za siebie.

  • No tak trochę mam mieszane uczucia po przeczytaniu Twojego tekstu. Ogółem w zarysach się zgadzam, ale… No właśnie ale. Ale jest szereg drobnych niuansów…
    1. Czasy się zmieniły – tak i owszem, ale nie możemy podciągać nikogo pod jeden mianownik. Czy aby wszyscy kiedyś przedkładali wiadomości ponad dzieci? Nie sądzę. Czy aby dziś wszyscy rezygnują z porcji informacji na korzyść dziecka? Nie. Stawiam dychę, że u 80% pudło barabani cały dzień, a podczas wpatrywania się w wiadomości, informacje tudzież inne pseudoinformacyjne dziadostwo dzieciom podkłada się przed oczy tablet lub smartfon… Technologia za cenę ciszy…
    2. Czasy ślepego posłuszeństwa minęły bezpowrotnie i całe szczęście! Jednak i tu się czepnę – dziecko musi mieć świadomość istnienia pewnych zasad w domu, w społeczeństwie etc. Trzeba umieć mu wpoić jakieś podstawy subordynacji, bo życie to nie wolna amerykanka (choć tak wielu rodziców – o zgrozo! – postrzega dzisiejszy świat).
    3. Pełna zgoda.
    Natomiast ostatnie pytanie: czy czuję karcący wzrok obcych ludzi, gdy moje dziecko skacze po parku, po trawniku, w sklepie? Nie, bo jestem zajęta sobą i swoimi dziećmi (sztuk dwie).
    Czy grzeczne dziecko to dziś priorytet? W moim przekonaniu absolutnie nie. Dlaczego? Bo widzę zachowania dzieci w przedszkolu – kiedy nie przebierają w środkach, słowach, zachowaniach, a moje wyrozumiałe, nauczone mądrej rozmowy dziecko (które nie rozwija się w towarzystwie tv i wulgarnych słów) nie umie tej rzeczywistości sprostać. Niestety mnogość współcześnie wychowywanych dzieci jest kształtowana przez bzdury emitowane w tv, superhypernowoczesne aplikacje serwowane im na tabletach i innych tego typu gadżetach…
    Pozdrawiam!

    • Z tym telewizorem to jasne, zgadzam się. Ten przykład pokazać miał raczej, że kiedyś standardem było innego typu egzekwowanie u dziecka posłuchu (np. podczas owych ‚wiadomości’ czy w jakikolwiek innej sytuacji). Współcześnie dzieci na argument „cisza – bo ja tak mówię” będą miały pięć pytań i trzy „ale”. W poprzednim pokoleniu przy drugim zdaniu już by raczej były uznane za nieznośne i poddane jakimś konsekwencjom.

  • Jak najbardziej lubię mówić do mojej córeczki? „Ty chuliganu”… 😀 Dzieci od tego są by trochę połobuzować! Dorośli za często chcą im ukrócić skrzydła dzieciństwa!

    • Pewnie! Choć takie zwykłe łobuzowanie, kontrolowane szaleństwo to też trochę inna kategoria. Niemniej i tu widziałabym, jak poprzednie pokolenia łapią się za głowę i uspokajają zabawę głosząc „nie biegaj, bo się spocisz” 🙂

  • Wszystko ma swoje plusy i minusy. Mi na przykład nie do końca leży fakt, że kiedyś dzieci były bardziej zaangażowane w pomoc i obowiązki domowe, a dziś w zasadzie dzieciom się usługuje. O ile w przypadku małego dziecka jestem to w stanie zrozumieć, to gdy z małego dziecka robi się tzw. stary koń to już nie rozumiem, czemu nie zrobi sobie kanapki albo nie wyniesie ubrań do prania.
    Pamiętam jeszcze to powiedzenie, że dzieci i ryby głosu nie mają. Dzieciaki często to słyszały. Faktycznie, bardziej się słuchały, rodzice mieli spokój. Teraz z dziećmi więcej się rozmawia i uważam, że to dobrze. Lepiej niż wtedy. Nawet niemowlęta inaczej są traktowane. Kiedyś nikt nie zawracał sobie dupy jakimiś edukacyjnymi zabawami, niemowlaki leżały sobie w złotych piernatach i poduchach. Dziś jest inaczej i według mnie to też lepiej.
    Ja niestety jestem trochę „ofiarą” wychowania w starych czasach. W ówczesnych trudniej mi się odnaleźć niż rówieśnikom, którzy mieli bardziej liberalne rodziny. Gdy człowiek całe życie słyszy – nie dyskutuj, później trudno mu to zmienić w życiu dorosłym.
    Chciałabym kiedyś napisać o tych różnicach w wychowaniu kiedyś i dziś moimi oczami, bo mnie niesamowicie zainspirowałaś!

    • Pisz koniecznie – chętnie przeczytam! 🙂

  • Najważniejsze to znaleźć złoty środek. Nikt nie zna dziecka tak dobrze, jak jego rodzice. Muszą więc oni zaobserwować, jaki sposób postępowania przynosi efekty i działać. Ja jestem z pokolenia klapsów, tarmoszenia za ucho i innych kar tego typu. Nie chciałabym fundować tego swojemu potomstwu, ale też nie folgowałabym przesadnie. Wszystko zależy od charakteru dziecka i jego rozwoju – trzeba umieć stawiać granice, dostosować obowiązki do wieku itd.

  • Dobrze, że wyjaśniłaś na koniec 😀 Powiem Ci, że ja mam dylemat. Moja mała ma dopiero 2,5 roku a już pokazuje, kto tu rządzi. W ogóle się nie słucha. A słowo posłuszeństwo mogę sobie co najwyżej narysować. I sama nie wiem, czy to dobrze, bo ma charakter i poradzi sobie w życiu, czy źle, bo jest zwyczajnie rozkapryszona i wcale się nie słucha.

  • Czasem sama stwierdzam w myśli, że moja Ala jest „nie grzeczna”, a potem sama siebie pytam co to niby znaczy? Nie nie pozwalam na wszystko jednak daję jej możliwość wyrażania swoich emocji w sposób jaki ona na tym etapie rozwoju uważa za odpowiedni.
    Oczywiście to nie znaczy, że moje dziecko może robić co tylko sobie zamarzy przez cały czas. Jest jednak czas i są miejsca gdzie ja się nie udzielam.

  • Generalnie nie lubię i unikam oceniania dzieci w kategoriach „grzeczny-niegrzeczny”. Lepiej się skupiać na konkretnych zachowaniach, uczyć konsekwencji, wyjaśniać, które czyny są dobre, a które krzywdzą innych.
    Problem naszego społeczeństwa polega na tym, że nie dajemy dzieciom prawa mówienia NIE. Dziecko ma zawsze słuchać, zawsze być uległe, zawsze się podporządkowywać. A jeśli chce coś zrobić po swojemu, to od razu dostaje etykietkę niegrzecznego. i najlepiej je ukarać, żeby było pokorne i uległe. Ale czy takie dzieci chcemy naprawdę wychować? Kiedy dziecko ma się nauczyć wyznaczać własne granice, jak nie w dzieciństwie. Kiedy ma się nauczyć bronić swojego zdania, negocjować? A przecież to będzie mu potrzebne, kiedy dorośnie.
    Na koniec ciekawostka – jakiś czas temu napisałam tekst o niemal identycznym tytule jak Twój. Miło mi będzie, jeśli zajrzysz:
    https://pozytywnydom.wordpress.com/2017/02/25/moje-dziecko-jest-niegrzeczne-i-bardzo-dobrze/

  • Ja akurat jakoś doświadczam, (albo nie zauważam:D ) zbyt wielu starszych pań próbujących wychowywać moje dzieci 🙂
    Ale co do tej tzw grzeczności (wiadomo, że to pojęcie umowne i nie mówię do moich „bądź grzeczny” albo „jesteś niegrzeczna”, raczej chodzi o jakiś zbiór cech i zachowań pożądanych przez rodziców;) ), uważam, że trochę jej brakuje jednak w dzisiejszych czasach. I mówię to jako rodzic dwójki (prawie trójki) – to mnie, a nie starszym paniom przeszkadza brak dyscypliny.
    Piszę zresztą o tym post u siebie, idzie mi wolno, ale pewnie niedługo go opublikuję.
    A Poztywną Dyscyplinę też właśnie czytam:D

  • Dita

    Kochana kiedy w końcu wydasz książkę ze swoimi najlepszymi tekstami, to jak tylko ją wchłonę, to następnie oprawię ją w ramki i postawię na honorowym miejscu w salonie;)
    A i chciałabym się poskarżyć, że mimo zapisu, to nie przychodzą mi newslettery… buuu

    • Omaaatko, Ty to wiesz, jak mi humor komplementosem poprawić! Dzięki.

      Jeszcze nie wystartowałam z newsletterem – zbieram ekipę, bo na razie to by szybciej i sensowniej było do każdego indywidualną wiadomość skrobnąć 😉

  • Wreszcie ktos kto podziela moje zdanie… Za dzisiejszy wpis.na blogu brat obraził się na mnie twierdząc ze to stek bzdur a ty jak widzę masz podobne zdanie 😊