Jeśli tylko (ok – wykreślimy to „tylko”). Jeśli więc grabisz liście na trawniku za domem, gotujesz zupę pomidorową, oglądasz nowy serial, wkładasz klocki do pudła i rozmawiasz z sąsiadką o dziurze w drodze, to całkiem możliwe, że jesteś od tego wolna. Natomiast jeśli ponadto (ponadto, bo to już kwestie zupełnie fakultatywne w żywocie matki). Więc jeśli ponadto czytasz książki w założeniu zmieniające życie, przeglądasz treści na blogach i publikacje w mediach społecznościowych, może uczęszczasz na spotkania networkingowe, albo po prostu obserwujesz osiągnięcia kogoś, kto już gdzieś tam hop do przodu przed tobą – to wtedy – wtedy już zaszczepiła ci się gdzie w podświadomości myśl, że MOŻESZ. A jeśli możesz, to powinnaś. MUSISZ. Musisz i to WSZYSTKO.

 

Och, kochana, popatrz na moje idealne życie na instragramie i po prostu wyznacz sobie wszystkie priorytety.

Ona szczupła w miesiąc po ciąży – ty obnosisz swoje nadprogramowe kilogramy na wieczną pamiątkę, choć syn ma za tydzień siódme urodziny. Ona ma trzy wózki na każdą pogodę, a ty pchasz ten po kuzynce z szarą smętną budką. Może i dobrze, bo ta szarość idealnie współgra z twoimi podkrążonymi oczami, a u tamtej biała skórzana rączka spacerówki dobrze współgra z błękitem dachów na Santorini. Ona ma priorytety – jest zorganizowana, zdeterminowana, skoncentrowana. A ty? Pomalowałaś chociaż paznokcie?

Priorytet. Słowo z rodowodem z XV wieku oznaczające pierwszą rzecz. Ile może być pierwszych rzeczy? I jakim cudem w XXI wieku uważamy, że można stworzyć listę pierwszych rzeczy. Możesz mieć tylko jeden priorytet w danym odcinku czasu, by nadal był on priorytetem. Sztuka eliminowania rzeczy nieistotnych jest ważniejsza od masowego produkowania kolejnych pomysłów.

 

Ok, moja droga, w takim razie po prostu wybieraj tylko to, co najlepsze.

Otwórz oczy, klapę laptopa i umysł. Wszystko jest kwestią właściwych decyzji. Masz tyle opcji do wyboru, tyle pomysłów na wartościowe spędzenie czasu z rodziną, tylu nauczycieli chińskiego do przetestowania. Twoje decyzje z dziś kreują przyszłość dzieci, związku, status na emeryturze, kondycję kolana i losy planety. Wybieraj!

Przekonanie o tym, że skoro jest tyle opcji do wyboru, to głupotą byłoby decydować się na coś bez gruntownego przeanalizowania dostępnych opcji działa paraliżująco. Nie jesteśmy już w stanie dokonać w pełni świadomego porównania możliwości czy myślimy o wyborze rodzaju mąki na placki, czy o rozwoju kariery. Im większej liczby wyborów dokonujemy, tym bardziej cierpi na tym jakość podejmowanych decyzji*. Może warto odpuścić część dylematów i brać czasem co los daje albo nie brać wcale?

 

To jak to, moja złota, rezygnujesz?

Zastanów się, przecież wiadomo, że jeśli nie wybierzesz sama, zdecyduje za ciebie rodzina, szef, współpracownik, klient… Nie można przecież poddawać się, rezygnować, lenić. Można mieć zupę na stole, sztuczne rzęsy, drugi fakultet, trzecie dziecko. Wszystko to kwestia organizacji, motywacji, wiary w siebie. No dawaj, mała!

Gdy robiąc „wszystko” zawiera się ze sobą samą kolejne drobne kompromisy to nawet nie czuje się ich ciężaru. Dopiero w perspektywie czasu, gdy podliczy się wszystkie koszty okazuje się, że nigdy świadomie nie chciałoby się ich zapłacić. I o ile wszyscy raczej się zgadzamy, że z życia trzeba eliminować śmieci, rozpraszacze, pożeracze czasu, puste kalorie i szkodliwe nawyki, to dużo trudniej przyznać, że korzystne jest też celowe i świadome eliminowanie świetnych pomysłów i naprawdę dobrych możliwości. Dopiero w ten sposób mamy szansę energię wydatkować w konkretnym kierunku i w zauważalnym i sensownym tempie pokonywać kolejne stopnie. To o wiele mądrzejsze od miniaturowych postępów w milionach kierunków, których nie zauważymy ani my, ani nikt inny.

 

Świadomość tych powyższych i całej rzeszy innych ograniczeń działa deprymująco czy właśnie wręcz przeciwnie? Może czas rozsiewania wkoło bezwzględnej propagandy sukcesu mija i zyskamy trochę tlenu, trochę przestrzeni, trochę wolności. Może nie prestiż i liczebność podejmowanych aktywności będą kluczowe – a precyzja zmierzania w obranym kierunku. Może nie tylko efekt końcowy będzie miał znaczenie, ale docenimy całą drogę począwszy od pierwszego kroku. Może gdy wreszcie przestaniemy oglądać się na oczekiwania wszystkich usiłujących wywierać na nas presje z różnych przyczyn, poczujemy prawdziwe spełnienie i tym najlepiej przysłużymy się społeczeństwu.

Może przestaniemy szukać recept na to jak robić więcej i zaczniemy zastanawiać się, jak robić właściwe rzeczy.

 

* S. Danziger, J. Levav, L. Avnaim-Pessoa, Extraneous Factors in Judical Decisions, 2011, vol 108, nr 17, s. 6889-6892 za: G. McKeown, Esencjalista, Wyd, MT Biznes, Warszawa 2018, s. 23