Nasze córki nie muszą robić bigosu

Category: Relacje

Zołzina (lat cztery) często przy stole pyta: „A kto dzisiaj zrobił obiad?”. I super, i alleluja, i dobra robota. Za tym pozornie błahym zdaniem stoi moja wiara, że pokolenie naszych córek będzie wolne. Wolne od skrobania kartofli, wolne na ciele i na duszy.

Bo kobiety w Polsce mają przechlapane.

„Społeczny przekaz kierowany do kobiet brzmi: Musisz być mądra, ale głupia – przemądrzałe są samotne. Silna, ale słaba – bo ci chłop wpadnie w kompleksy! Brzydka, ale ładna – weźże się wystylizuj! Gruba, ale chuda – ciąża to nie choroba! Stara, ale młoda – ogarnij się kocmołuchu! Poczucie winy wysysamy z mlekiem matek i zatruwamy nim własne mleko. Mężczyźni mają łatwiej, bo zamiast tej wiecznej ‚rozkminki’ i szukania winy w sobie odziedziczyli po wojowniczych przodkach cudowny odruch odwetu. „Masz do mnie jakieś wąty? To ci jebnę” – tak pisze Paulina Młynarska w książce „Jeszcze czego!” i ja to czuję pod skórą, jak swoje.

Równość.

Od dawna mamy prawo głosu, możemy pracować, nie musimy zamykać się w domu z dziećmi. Równość. Tylko na domówce o przepis na sałatkę pytają kobietę. A skąd ona ma wiedzieć skoro to jej facet robi sałatki. Za gustowny fotel i czyste okna pochwalą ją – a może to on wieszał firanki? Jego będą wznosić pod niebiosa, bo potrafi pieluchę zmienić i tak pięknie pomaga w domu, bo śmieci wyniósł. Albo po kątach będą wyśmiewać, że to on siedzi z niemowlakiem w domu – tak go baba urobiła. Takie drobnostki, takie małe szpileczki, heheszki, takie wtłaczane od dziecka prawidła.

Później ona choć jest świetna w tym co robi zawodowo, a po powrocie z pracy równie świetnie zajmuje się dziećmi – ma stany depresyjne, bo nie piecze serników. Albo inna. Choć całe dnie próbuje ogarnąć rodzinną rzeczywistość, ale i tak wciąż jest syf i bajzel, bo nikt jej nie pomaga i nie szanuje jej pracy – to za ten stan poczucie winy nosić w sobie będzie tylko ona i tylko ona będzie przepraszać za chaos w salonie, gdy ktoś wpadnie z niezapowiedzianą wizytą. Może, gdy będzie szła na planową operację do szpitala przygotuje najpierw gar kotletów mielonych, żeby nikt nie zginął od śmierci głodowej podczas jej nieobecności. Gdy on jest kiepski w łóżku – to ona nic nie powie, żeby go mentalnie nie wykastrować, a jeszcze może zacznie się zastanawiać ciemną nocą co z nią jest nie tak. Gdy ją zostawi – to ona będzie się zastanawiała co zrobiła źle, on w odwrotnej sytuacji napije się z kumplami i wyzwie ją w myślach lub słowach od najgorszych. A gdy on na przykład będzie tak zestresowany, że zechce raz na jakiś czas wyładować emocje na jej szczęce, to ona kupi lepszy korektor i postara się nie prowokować. Przecież to kobieta odpowiada za ciepło domowego ogniska i atmosferę w rodzinie.

Tak bardzo chcę, żeby moje córki były wolne. Żeby nie tylko robiły to, na co mają ochotę w życiu, ale jeszcze, żeby nie czuły się winne z powodu dokonanych wyborów. Żeby nie tłumaczyły się przed światem i przed sobą z podjętych decyzji. Żeby nie czuły się gorsze, niepełnowartościowe, wybrakowane tylko dlatego, że nie realizują którejś z tysiąca często sprzecznych ze sobą ról i wizji w jakie wpycha się kobiety.

Michalino, Zuzanno – nie mam wobec Was żadnych oczekiwań ponad te, które kieruje do ogółu ludzkości. Bądźcie takimi kobietami, jakimi tylko chcecie być. PS. Tylko zabierzcie kiedyś matkę na kawę (nie musicie pić latte, ani mieć pomalowanych paznokci, nie musicie jeździć autem, możecie na rolkach, nie musicie farbować włosów ani dać mi wnuków, nie musicie).

PREVIOUS POST

Friluftsliv - Twoje dziecko tego potrzebuje

NEXT POST

Chcesz być matką fajną czy idealną?

Related articles

Dzieci się komponują, jak słoma do butów

czego nie może matka

Matko! Hej, to ok.

Skąd się biorą dzieci?

  • ejmen, cholera. Ejmen!

  • Parentingowy_Com

    Och, z chłopakami to samo. Były dłuższe włosy, ale już nie ma. Presja, stereotypy, zabijanie tej wolności właśnie – w nas uderzyło :/ A już równość kobiet… trwoga. Targają mną takie same myśli jak Tobą. Bujda. Tego nie ma.

  • Pamiętam jak za gówniarza matka załamywała ręce nad moją gospodarnością. Jak ty będziesz mężowi skarpetki cerowała – biadoliła, a ja wzruszałam ramionami i mówiłam: Kupię nowe. Albo strofowała: Gwiżdżą to chłopacy! A mnie nie obchodziło bycie dziewczyną, tylko bycie sobą. Bo gotowanie obiadków nie robi ze mnie „prawdziwej” kobiety, zresztą co to właściwie tak naprawdę oznacza? Łączę się zatem z Tobą w tym braku oczekiwań wobec własnego dziecka, poza tym jednym: niech czasem odwiedzi matkę i z nią, ot tak, po prostu pogada.