Wiosna jest świeża, ożywcza, słoneczna, cieplejsza, jaśniejsza, wyczekana. Poza chwilami kiedy daję się jej natchnąć i grabię z zapałem ziemię w doniczce na balkonie, albo wyruszam w plener w celach usportowienia, ciąży mi na powiekach, podkreśla szaro-bladość lica i nie pozwala oderwać się od myśli o kocu i pilnym przybraniu pozycji horyzontalnej.

Niektórzy zwą ten stan przesileniem wiosennym, inni przemęczeniem, jeszcze inni macierzyństwem. Bez względu na nomenklaturę wypowiadam wojnę pesymizmowi, marazmowi i brakowi energii.

Napijmy się, świat od razu wyda się lepszy!

1. Woda

Phi, też mi propozycja. Ale, ale – jeśli wodę wleję do ulubionej butelki, dorzucę kilka cząstek cytryny lub pomarańczy i plaster imbiru, to już zupełnie co innego. Zabieram z pietyzmem przygotowaną wodę wszędzie i coraz bardziej się od siebie uzależniamy. Okazało się, że kreseczki koło oczu to nie zmarszczki a odwodnienie skóry.

2. Zielona herbata

Mam to szczęście, że lubię jej smak. Nie dodaje cukru, nie używam tej w torebkach ekspresowych, nie wrzucam fusów do kubka, nie zalewam wrzątkiem. Inwestuję klika złotych w zakup stosownego pojemniczka do zaparzania i kilka sekund w ustawianie alarmu w piekarniku (najszybsza opcja w moim przypadku), żeby fusy wyjąć z kubka dokładnie po 3 minutach. Orzeźwia, nawilża, odświeża i pobudza – to czuję. A nie czuję, lecz wiem, że zielona działa antynowotworowo, przyspieszająco na metabolizm, przeciwpróchniczo, bakteriobójczo, zabójczo dla wolnych rodników, wzmacniająco na naczynia krwionośne. Gdy potrzebuję relaksu parzę dłużej i delektuję się świadomością, iż pochłaniam lecytynę, kumaryny, witaminy: B1, B2, B5, K, PP, związki mineralne zawierające fluor, fosfor, jod, krzem, magnez, mangan, miedź, sód, wapń, żelazo i inne cuda. Ostatnio przepadłam w uczuciu do herbaty z dodatkiem trawy cytrynowej – będzie świetna na lato.

3. Soki świeżo wyciskane

Mój ekspres odżywczy. Sok trafia w kwadrans do krwiobiegu i zaczyna swoje działanie. Jest surowy, nieprzetworzony, ma ogromne ilości budulca, który z marszu jest gotowy do odnawiania komórek. Jesienią wielbię sok z marchwi z dodatkiem jabłek, a np. zimą lubię cytrusowe miksy na podniesienie odporności. Gdy wyciskam owoce, staram się przemycać jakieś pasujące warzywa, których zwykle jem mało  – seler naciowy, natkę pietruszki, buraka, kapustę, korzeń selera.

4. Koktajle i smoothie

Zjedzenie szklanki kaszy jaglanej lub kilograma świeżego szpinaku stanowi dla mnie wyzwanie. Gdy przerobię to na napój problem znika. Wrzucam, miksuję, wsadzam w gęstwinę grubą słomkę i czuję, jak odżywam. Do kaszy dodaję jakieś kwaskowate owoce leśne i mleko roślinne, do szpinaku coś orzeźwiającego – ociekające sokiem kawałki ananasa lub melona. Gdy użyję kefiru i dojrzałych truskawek jestem najszczęśliwsza pod słońcem. Gdy piję coś nieprzyzwoicie zielonego szybko rośnie moje morale i grzywka. Siorbię przy końcówce i robię to dla zdrowia.

5. yyy.. kawa. Mogę tu kawę dopisać?

Nawet gdyby doniesienia o pozytywnych właściwościach kawy były przesadzone, nawet gdyby ktoś zarzucał, że to pff używka jeno, nawet gdyby to ona była winna mym dobowym wahaniom mocy – to kawa tak dobrze robi mi na głowę, że miłości tej nie porzucę. Kocham bardziej niż guziki z kotwicą, szanuję bardziej niż siebie samą, pragnę bardziej niż urlopu. Zabierz mnie na kawę i masz co chcesz – jasnością umysłu rozwiążę problem, w przypływie sił zadeklaruję wszelką aktywność, napędzana kofeiną pójdę, gdzie trzeba – nie odmówię, nie poddam się, nie zasnę, nawet gdy będziesz mówił o służebności przesyłu.

To co pijemy?