Na dwóch etatach jednocześnie – praca z dzieckiem

Category: Organizacja

Jak funkcjonować na dwóch ‚etatach’ jednocześnie – jako matka szefa wszystkich szefów i wykonawca chałturek domowych na zlecenie.

Praca w domu to już spore wyzwanie. Nie miałam w tym zakresie doświadczenia, poza nocnym lub weekendowym i bardzo niechętnym nadganianiem projektów przytachanych z biura. Praca w domu z dzieckiem u boku to już sport ekstremalny. Szukam ku pokrzepieniu przypadków kultywujących ten proceder z powodzeniem, i niestety niewiele znalazłam. Jednak wciąż wierzę, że się da. Co może pomóc?

– notes-organizer i długopisy podczepiane do nadgarstka
Przecież nie siądę, nie pomyślę, nie zaplanuję w fotelu nad kubkiem kawy. Gdzieś pomiędzy kaszką, a pieluszką łapię myśli i pomysły – nie zapiszę – znikną pod natłokiem spraw ważnych, bo opatrzonych etykietą płacz lub śmiech. Chodzę po domu, jak jakaś paranoiczka i przekładam artykuły piśmiennicze, by były zawsze blisko mnie, nadeptuję w nocy na długopis zostawiony koło łóżka i macham fantem w lewej ręce by prawą wydobyć me zapiski z chodząco-śliniącej niszczarki.

– gwarantuję sobie zapas czasu

Działanie na ostatnią chwilę, zleconka trzaskane na zakładkę, terminy dodające motywacji – to już nie dla mnie. Jedyna przewidywalna w mej pracy kwestia to fakt, iż zdarzy się wiele rzeczy nieprzewidzianych. Biorę możliwie długie terminy, może nieprofesjonalnie – ale pierwsze o czym uprzedzam to moja ograniczona dyspozycyjność, nie podejmuje się już inicjatyw wg maksymy ‚rzeczy niemożliwe załatwiam od ręki, na cuda potrzebuję dwóch dni’.

– wszystko co robię traktuję, jak część pracy

To, że się wyspałam, że puściłam włosy i myśli na wiatr od morza, że sprawnie ogarnęłam domowe obowiązki, że zrelaksowałam się przy książce – wszystko jest teraz moją inwestycją w pracę i przyniesie mniej lub bardziej wymierny zysk. Zdobędę trochę czasu, inspiracji, spokoju ducha, wiedzy – wymieszam i przekuję w $.

 – tępię w sobie perfekcjonistyczne zapędy

Nie chciałabym obniżać standardów mych wytworów, ale prawda jest taka, że teraz po skończonej pracy, praca jest skończona – nie ma sprawdzania obecności wszystkich pożądanych przecinków, dopieszczania, poprawiania, podrasowywania. Niestety – na gruntowne upewnianie się o należytym poziomie wykonanego zadania nie ma już czasu, czekam na opinie zleceniodawców i drżę bardziej niż kiedyś.

– praca jak survival

Każde warunki to jakieś warunki. Biurko nie musi być odpowiedniej szerokości, stopka maila nie musi być automatyczna, nie muszę mieć trzech ołówków i karteczek o odpowiednim poziomie kleistości i jedynie właściwym odcieniu żółci. Nie analizuję, o której godzinie jestem najbardziej produktywna, nie oczekuję ciszy – wystarczy, że nikt mi nie uderza ręką w klawiaturę.

Gimnastykuję się, uelastyczniam, wypróbowuję dostępne opcje – i kiedyś na pewno zarobię na waciki!

Uważacie, że da się pracować w domu do spółki z nieletnim przychówkiem?

PREVIOUS POST

Wierzę w kawę

NEXT POST

Paraencyklopedia - zabawka

Related articles

  • Ja marzyłam o pracy w domu. dopóki, po pół roku nie zamarzyłam za etatem. Aby właśnie od dzieci odpocząć i wracać do nich z nowymi siłami.
    Ale ostatnio próbuje swojej kreatywności i może z czasem pasja zamieni się na własny biznes 🙂
    Choć widzę to tak… Młody w szkole, młodsza w przedszkolu. z nimi w domu…noł łej…za nerwowa jestem, a oni zbyt..absorbujący…na tą chwilę… :0