O szukaniu swojej niszy, czyli w czym się specjalizować

Category: Biznes i rozwój

Moja kariera zawodowa szatkowana jest na kawałki przez zrywy macierzyńskie. Rodzina to priorytet – cała reszta musi się dostosować, albo raczej ja tę resztę muszę zgrabnie wkomponować w to, co dla mnie najważniejsze. Pewnie wiele z Was, tak jak ja, nie ma precyzyjnie wyznaczonej ścieżki kariery, pewnie macie dłuższe lub krótsze przerwy w pracy, pewnie często myślicie o stworzeniu sobie własnego miejsca, by nie musieć tłumaczyć szefowi, że znowu dwa tygodnie, bo ospa (a po ospie spadek odporności, ale tego już lepiej nie mówić). Wiem, że nie będzie to regułą, ale opierając się na moim doświadczeniu sądzę, że etat nie jest dobrym miejscem dla kobiety, która właśnie tworzy rodzinę, czyli ma choć jedno malutkie dziecko.

Cenię sobie, że zarówno za pierwszym i drugim razem startowałam w macierzyństwo wprost z etatu. Dało mi to raz półroczny, raz roczny urlop macierzyński. Niemniej to chwilowe poczucie stabilizacji i możliwość pobierania wynagrodzenia bez wykonywania pracy bywa złudne. Bywa wtedy, gdy po tej przerwie nie chcemy lub nie możemy do dawnej pracy wrócić. Bywa też wtedy, gdy wracamy, ale rzeczywistość jest już zupełnie inna.

Jeśli myślisz o znalezieniu nowego zajęcia, stworzeniu sobie własnej pracy szytej na miarę potrzeb, o biznesie, nowych kompetencjach, to przybijam piątkę i dzielę się kilkoma pomysłami na start. Jak, gdzie i czego szukać? Jak znaleźć swoją niszę?

1. Postaw na swoje talenty.

Długo myślałam, że w rozwoju ważne jest dostrzeganie obszarów swojej niekompetencji i ich zwalczanie. Jestem nieśmiała – to myk – muszę wygłosić kilka prezentacji, zwalczyć lęki, przestać się rumienić. Nie lubię mówić w obcym języku – to bach – intensywny kurs, praca w międzynarodowej korporacji, przymus. Ale to droga pod górę, dłuższa, trudniejsza, mniej przyjemna. O wiele lepiej postawić na swoje talenty, nabyte już umiejętności, naturalne predyspozycje. Wtedy praca jest przyjemnością, zgłębianie danej dziedziny przychodzi z łatwością, szybciej przychodzą pierwsze sukcesy, a szansa na bycie lepszym od konkurencji znacznie wzrasta. Zamiast walczyć z niedociągnięciami, lepiej postawić na to co już na starcie jest dobre. Zamiast się zmieniać w trudach, lepiej po prostu być bardziej tym, kim już się jest.

A co zrobić, gdy nie wiemy, co jest tą mocną stroną? Znaleźć ją, koniecznie. Na początek może pomóc:

  • zrób test Gallupa ( https://www.gallupstrengthscenter.com ), który wskaże, co jest Twoją silną stroną. Tu przeczytacie, jak zrobić go po polsku. Ja się jeszcze nie przetestowałam, więc nie wiem, jak wiele można z tą wiedzą o sobie zrobić, ale podobno dużo,
  • spytaj bliskich, co uważają za Twoje mocne strony, gdzie Cię widzą,
  • zastanów się w jakiej dziedzinie najczęściej ktoś pyta Cię o zdanie, prosi o pomoc,
  • poczytaj i posłuchaj o mocnych stronach (polecam podcast Po nitce Ariadny, blog Near Perfect Performance)
  • pomyśl co lubisz robić i co przychodzi Ci z taką łatwością, że nie czujesz upływającego czasu

2. Zostań ekspertem.

Podobno wystarczy 10 tysięcy godzin i gotowe – jest się ekspertem. Czas i tak upłynie, więc z tym nie będzie problemu. Kwestia na co ten upływający czas przeznaczamy. Warto wybrać sobie jakąś niszę, wiodące zagadnienie i zgłębiać je po prostu. Najlepiej z przyjemnością, najlepiej także w wolnym czasie, i także podczas pracy. Lubienie swojej pracy to niemal gwarant sukcesu – łatwo doskonalić się w czymś, co sprawia dużo przyjemności. Michał Szafrański w książce Finansowy Ninja wyliczył, że jeśli pasję rozwija się po godzinach (4 h dziennie) ekspertem zostanie się po 7 latach, jeśli w pracy i po niej (8h + 4h) tylko trochę ponad 3 lata. Kuszące. Zamiast serialu – podcast, zamiast książki o wampirach – poradnik branżowy, zamiast przewijania Facebooka spotkanie z kimś z danej branży. Gotowe! 3 do 7 lat i wymiatasz.

3. Wybierz umiejętność nie branżę.

Chodzi o to, by zadawać sobie pytanie w czym mogę komuś pomóc, jaki problem rozwiązać, do czego się przydać. A nie jakie wybrać studia, jaki kurs, jakie stanowisko, jaką branżę, jaką gałąź nauki. Rynek jest brutalny – ludzie płacą za to co jest im potrzebne. Trzeba taką potrzebę dostrzec lub ewentualnie wytworzyć. Uczą nas pisać w życiorysie, jakie mieliśmy wyniki w nauce, jaką skończyliśmy szkołę, a to później średnio kogokolwiek interesuje. Recepta jest pozornie śmieszna: szukaj problemów. Trop problemy w domu, wśród znajomych, w okolicy. W problemie, jaki dostrzeżesz istnieje potencjalna możliwość przeobrażenia go w dochodowy biznes.

4. Jeśli to możliwe działaj on-line.

Prawie wszystko można uskuteczniać w sieci. Nawet jeśli pomysł czy biznes jest ściśle fizyczny to można w internecie na przykład sprzedawać, pokazywać kulisty, dzielić się wiedzą. Mnóstwo jest też produktów i usług typowo onlajnowych. Może zrobisz kurs emailowy (to lepsze niż tradycyjne korepetycje, które trudno się skalują, bo zwykle w danej chwili możesz poświęcić czas tylko jednej osobie). Może zaoferujesz usługę – miejsce jest nawet dla początkujących fotografów, grafików, copywriterów (sprawdź grupy na Facebooku – często ktoś kogoś szuka – odwiedź np. Biznes, blogowanie i marketing dla kobiet). W internecie można dużo więcej, dużo szybciej i często bez ryzyka i inwestycji. Sprawdź swój pomysł w komfortowych warunkach.

5. Znajdź inspirację i ulep z niej coś nowego.

Może znasz kogoś, kto robi coś w fajny sposób, może jakaś firma wydaje Ci się szczególnie interesująca. Warto obserwować innych i monitorować rynek w obszarze swoich zainteresować. Coś co już funkcjonuje może być świetnym startem dla Ciebie. Oczywiście rzecz nie w tym, żeby skopiować czyjś pomysł – to ma małe szanse na sukces. Dobrą strategią jest próba wyspecjalizowania się lub w ręcz przeciwnie zaoferowania czegoś w sposób kompleksowy. Czyli patrzysz, jak ktoś coś robi i wybierasz sobie z obszaru jego działalności jeden element, w którym będziesz wymiatać. Klienci docenią , że zajmujesz się tylko jednym tematem, jesteś w nim najlepsza i w pełnia zaangażowana. Np. ktoś po prostu fotografuje dzieci – a Ty robisz wspaniałe podwodne zdjęcia nurkującym na basenie niemowlakom i tylko to. Można też inaczej – dać kompleksową obsługę, której inni nie gwarantują. Np. ktoś po prostu fotografuje dzieci – a Ty zostajesz fotografem rodzinnym, nawiązujesz wieloletnią współpracę, dokumentujesz każdą uroczystość, pojawiasz się co miesiąc, by sfotografować, jak maluch urósł itd. Inni ludzie i ich biznesy mogą być wspaniałą inspiracją do stworzenia swojej własnej, unikalnej niszy.

Macie jakieś patenty, pomysły, które mogą pomóc w znalezieniu swojej niszy? Ja wciąż szukam swojej wyjątkowej i komfortowej przestrzeni, która daje satysfakcje, rozwój, pieniądze, czas dla rodziny i gorącą kawę. A Wy macie już to coś?

PREVIOUS POST

Optymistyczne plakaty dla dzieci - zestaw do druku

NEXT POST

'Dieta zróżnicowana' - czyli dokarmianie mlekiem modyfikowanym

Related articles

  • Katarzyna Mirek

    Ja za to po 2 urlopach macierzyńskich na które poszłam z własnej działalności marzec stabilnym etacie. Oczywiście rozwój jest bardzo istotny w dążeniu do robienia tego co się lubi

    • Etat ma swoje niezaprzeczalne plusy. No i na pewno gdzieś we wszechświecie są takie miejsca, gdzie praca jest elastyczna, mobilna i może bez stresu godzić się z życiem rodzinnym.

  • Agnieszka Redzik

    Ja osobiście marzę by działać on line, ale od lat szukam tego co jest naprawdę dla mnie i chyba prócz pisania nie ma nic takiego. Jestem jednak zbyt leniwa a zarazem lubię pracować choć wszystko mnie prędko nudzi. Chętnie zajrzę pod linki

  • Super dzieciaczki

    Ale mi się wpasowałaś z tematem 🙂

  • Ja wciąż szukam swojej niszy 😉

  • Mama-na-obcasach

    Na razie cieszę się macierzyństwem 😉 Mam wiele pasji i duszę kreatywną, na pewno nie dam sie zamknąć w czterech ścianach, oj nie 😉

  • Fizjomatka

    Dokładnie tak! Mnie w prawdzie macierzyństwo zaskoczyło i początkowo byłam załamana, dopiero co skończyłam studia, miałam się rozwijać! Do rozwiązania pozostało dwa miesiące, ale podejście się zmieniło, teraz mam większego kopa i motywację by działać coś więcej! Pozdrawiam i zapraszam również do siebie 🙂 http://fizjomatka.blogspot.com

  • Dziękuję, Dziękuję, Dziękuję!!!

    Super post, daje dużo do myślenia. Inspiruje 😉

    • Cieszę się. Dzięki 🙂

  • Caly czas szukam.swojej niszy. Na macierzyńskim duzo o tym myślę, a potem wraca lm do pracy ktora jest bardzo syresujaca, ale ja uwielbiam… i jakoś tak sie odwleka…

    • Skoro uwielbiasz swoją pracę to może jest to właściwa droga.

  • Ach, szukam szukam i znaleźć nie mogę 🙁

    • Trzymam kciuki, żebyś trafiła do celu

  • Bardzo ważny artykuł. Faktycznie coraz częściej słyszę o tym, że ktoś chce rzucić etat, przejść na swoje, robić to, co lubi, tyle że… nie wie, co lubi albo jeszcze niewiele w danej dziedzinie wie.
    Mam wrażenie, że trochę przywykliśmy do tego, by robić i dostawać wszystko szybko – a tu okazuje się, żeby aby być w czymś dobrym, nie wystarczy tygodniowy kurs ani przesiedzenie miesiąca w książkach. To proces. I to on jest ważny.
    Dobrze, że o tym napisałaś 🙂 Na pewno nie jednej osobie pomoże to podjąć decyzję lub zrozumieć, w którą stronę iść 🙂

  • Super tekst! Ja na koniec dodałabym jeszcze jeden punkt – zastanów się, dla kogo chcesz pracować. Kto ma być Twoim klientem. Problem grupy docelowej jest często marginalizowany, a określenie jej daje na starcie już przewagę nad konkurencją. Znając swoich potencjalnych klientów dokładnie wiesz, czego im potrzeba i jak możesz im to zaproponować. Weźmy ten przykład z fotografią. Jeśli chcesz zostać fotografem rodzinnym i wybierzesz jako grupę docelową rodziny wielodzietne, to wiesz, że na pewno przyda się dodatkowa osoba/animator, który pomoże i Tobie i rodzicom w zapanowaniu nad chaosem dziecięcym. Jeśli jako target obierzesz zapracowanych singli, wiesz, że możesz im zaproponować sesje około 22:00 i to będzie dla nich OK. Podobnie z innymi biznesami 😀

  • Bardzo cenny tekst. Ja też stwierdziłam po drugim macierzyńskim i powrocie do korpo na etat, że nie dam dłużej rady być i super managerem i super mamą jednocześnie; że nie chcę robić kariery kosztem moich dzieci. Finalnie rzuciłam to w cholerę, otworzyłam własną firmę i obecnie jestem sama sobie szefem, mam czas dla rodziny i… dla siebie! Czuję się spełniona i szczęśliwa i uważam, że to była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu.