Mam mało – oddam więc tym, dla których będzie to dużo

Category: Biznes i rozwój

Co mogłoby być najwspanialszym zajęciem na tym świecie?

Takim moim niezawodowym szczytem szczęścia i miłości jest On i są One – i fakt, że dane jest nam być razem. Takim bardziej zawodowym zajęciem idealnym, choć zabrzmieć może to górnolotnie, jest według mnie poprawianie świata. Jedni zrobią to swoim talentem, inni powołaniem do pracy w jakimś społecznie użytecznym zawodzie, niektórzy wolontariatem, poświęceniem, utworzeniem fundacji… Nie bardzo czuję, by mój wykształcony zawód (ani prawnik, ani socjolog) naprawiał świat, nie potrafię wchodzić z obcymi ludźmi w bliskie relacje i nie dla mnie wolontariat w trudnym środowisku, a plakaty czy drewienka, które sklecam i wysyłam do dziecięcych kącików, choć mogą wywołać uśmiech, nie są sztuką odmieniającą rzeczywistość. Jednak to nie argument, to nie wymówka – przecież każdy może zrobić coś…

Co każdy może zrobić dla innych?

To najprostsze – bez talentu, umiejętność, predyspozycji, przekraczania barier – poprawić świat można pieniędzmi. Po prostu. Wystarczy zdobyć pieniądze i ukierunkować je tam, gdzie ktoś zrobi z nich dobry użytek.

Mało mam – i co z tego?

Powszechne jest przekonanie, że do rozdawania pieniędzy zabierać powinni się Ci, którzy mają ich nadmiar. Tylko kiedy właściwie ma się nadmiar i ilu jest takich, którzy jakby go nie mierzyć – nadmiarem owym dysponują? Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy jest szeroko znanym i dobrym przykładem na to, że prawdziwe efekty są wtedy, gdy do pomagania innym zabierają się Ci, którzy często sami pomocy potrzebują, gdy zjawisko dzielenia się staje się masowe.

Well-Well to śmiesznie mały biznesik z rodzaju tych na waciki. Ale stwierdziłam, że to żadna przeszkoda, by stał się źródłem pieniędzy zmieniających świat. Może nie zasponsorujemy wyjazdu na olimpiadę zdolnej drużynie, ale starczy na jakąś piłkę, przy której kopnięciu rozbłyśnie jakiś talent. Może nie wybudujemy szkoły, ale przy książce z naszych datków, rozbudzi się naukowa pasja przyszłego geniusza. Może sami nie zdziałamy wiele, ale gdy maleńkie strumyczki się połączą, rwącą rzeką zacznie zmieniać się świat.

Postanowione! 10 % dochodu z działania Well-Well trafiać będzie co miesiąc na cele charytatywne.

Teraz pojawiają się dwie kwestie:

Pierwsza – jaki będzie to cel. Jeśli znasz jakąś dobrą inicjatywę, organizację, cel, podpowiedz mi, proszę. Chciałabym świadomie podjąć decyzję, bo wyobrażam sobie, że cel w pełni zgodny z poglądami i odczuciami będzie dodatkowym dopingiem do wytrwania w postanowieniu.

Druga – po co i dlaczego ty też możesz. Może moje motywy zainspirują też ciebie. Sprawdź – zwłaszcza jeśli też pracujesz (lub planujesz pracować) we własnej firmie, bo część argumentów pada z perspektywy biznesowej.

Dlaczego chcę się dzielić dochodami firmy? Czy działalność charytatywna mikroprzedsiębiorców ma sens?

1. Mogę w ten sposób podziękować za to, co mam.

Gdy patrzę na swoje mieszkanie zaludnione po brzegi najcudowniejszymi osobami pod słońcem, czuję wielką wdzięczność. Jestem też wdzięczna za to, że mogę pracować na własnych warunkach jednocześnie zapewniając opiekę dzieciom, jestem wdzięczna za miejsce, w którym mogę żyć i za wiele innych kwestii. Po pierwsze o tym wszystkim łatwo zapomnieć w wirze codzienności, a po drugie nawet gdy się pamięta, to nie bardzo można podziękować lub się odwdzięczyć. Bo jak podziękować dzieciom za to, że są, jak odwdzięczyć się rodzicom, jak spłacić miłość, którą się dostaje i wreszcie, jak odwdzięczyć się klientowi, że chciał mi zapłacić. Poza tym, że staram się to co robię, robić najlepiej, niewiele pozostaje. Ten rodzaj długu zwykle spłaca się wobec innych, dobro podaje się dalej, a nie oddaje.

2. Przyznam się, że sprzedaję.

Nie wiem czy to powszechny problem, ale ja mam trudności ze sprzedawaniem. Nie chcę być nachalna, nie chcę wciskać komuś czegoś, czego nie potrzebuje, nie chcę spamować marketingową sieczką. Niemniej żeby sprzedać, sprzedawać trzeba. Świadomość, że nie zarabiam już tylko dla siebie, a potrzebuję pieniędzy na potrzeby rodziny, pozwoliła mi wystartować z jakąkolwiek ofertą. Sądzę, że podobnie dopingująco zadziała świadomość, iż dochód ze sprzedanych produktów nie trafia tylko na moje konto, ale wspiera też charytatywny cel, w który całym sercem wierzę. Łatwiej przed samą sobą jest mi powiedzieć „kupcie ludzie”, bo będzie z tego coś dobrego poza nowymi butami mojej córki, które nijak was obchodzą.

3. Zdejmuje sobie problem z głowy.

Bardzo często gdzieś w internecie trafiam na apele osób zbierających fundusze na leczenie swojego ciężko chorego dziecka, czasami ktoś prosi, żebym nagłośniła jakąś zbiórkę na blogu. Czasami się angażuję, przekazuję przedmioty na licytacje charytatywne, wysyłam smsy, ale zwykle nie wiem co poza tym mogłabym zrobić. Poza tym trudne jest weryfikowanie takich próśb lub decydowanie, którą zbiórkę podać dalej, a którą nie (bo przecież nie da się codziennie spamować takim prośbami nie powodując znieczulenia odbiorców). Łatwiej jest zdecydować raz o formie i celu pomocy, jakiej jest się w stanie udzielać. Wierzę też, że organizacje profesjonalnie zajmujące się pomaganiem zrobią to lepiej przy regularnym wsparciu niż ja pojedynczymi, chaotycznymi rzutami.

4. Staję się wzorem.

Znacie to – dzieci uczy się przykładem, nie słowami. Nie ratuję kotów z czubków drzew, bez słowa mijam ludzi żebrzących na ulicy, nie jadę do Afryki budować studni – jak więc nauczyć mogę córki, że warto pomagać? Niczym innym, jak pomaganiem – wyjaśnię, pokażę, wdrożę rodzinną tradycję i chociaż w tym jednym aspekcie poczuję, że jestem wzorem do naśladowania. Bo wiecie, w branży zdrowego odżywiania (z lodem w ręce) czy na przykład sportu (z książką na kanapie) nie bywam wiarygodna.

5. Może wyjdę z kategorii biznesu wacikowego.

Często matczyno-kobiece biznesy aranżowane są jako coś dodatkowego, drobnego, na granicy hobby. Geneza robienia czegokolwiek między pieluchami, z dzieckiem na kolanie, albo tylko po obiedzie – nie pomaga. Trudno tupnąć nogą i wygospodarować czas, fundusze, zaangażowanie. Motywacja w postaci zarabiania dla innych, a nie tylko dla siebie może dodać animuszu, rozmachu oraz nie pozwoli poprzestać na małym. O ile rodzinne potrzeby mają jakieś granice i jest etap, gdy można stwierdzić: „ok – tyle mi wystarczy”, o tyle potrzeby świata są nieograniczone – na cele charytatywne przyda się wszystko, a nawet znacznie więcej. Ten sam mechanizm może pomóc w sprawiedliwym wycenianiu swojej pracy. Ja mam tendencję do zaniżania cen – przecież dla przekochanych maluchów, które zwykle są ostatecznymi odbiorcami naszych klocków lub obrazków, chciałabym dać wszystko tanio, najtaniej, tak żeby uszczęśliwić jak największą grupę odbiorców. Dopiero przy przelewach za podatek dochodowy i VAT otwierają mi się oczy. Wiedząc, że sprzedając zbieram też fundusze na szczytny cel powinno mi być łatwiej rozsądnie kalkulować koszty i zdobyć się na poproszenie klientów o więcej w zamian za produkt.

 

Chętnie poznam wasze opinie w kwestii organizacji, które warto wspierać. Od razu zaznaczę, że myślę o pomocy dzieciom, potrzebującym rodzinom – i choć losy zwierząt lub środowiska naturalnego też są istotne, moje matczyne serce drży najbardziej, gdy źle się dzieje maluchom.

Sądzicie, że taka mikro-pomoc mikro-firm ma sens? Podobno ci najmniejszy zebrani razem mają najwięcej…

PREVIOUS POST

Dzieci się komponują, jak słoma do butów

NEXT POST

A to dobre #1

Related articles

  • każdy grosz ma sens, bo można zacząć nim wielką „kupkę”! my co miesiąc przeznaczamy parę groszy na Unicef, a dodatkowo na kogoś lub coś, kto takiej pomocy potrzebuje „na już”…

    • Trudno przejść obojętnie wobec próśb o doraźną pomoc, bo to zwykle walka z czasem. To budujące, że z tego co obserwuję, często udaje się zebrać te środki potrzebne na już.

  • Myślę, że nie tylko ma sens, ale to co robisz, Twój zamysł pokazuje wielkie, dobre serce.
    Mogę Ci podpowiedzieć a właściwie zainteresować Cię trzema przecudownymi chłopcami. Trojaczki Jaś, Staś i Zbyś dzielnie pracują każdego dnia by autyzm nie był w ich życiu przeszkodą w rozwoju. Wspiera ich ich dzielna Mama. Tata nie uradził odpowiedzialności… Od 2 lub 3 lat wspieram chłopaków swoim 1% i śledzę ich postępy na fb https://www.facebook.com/jasstaszbys/

    • To musi być budujące, gdy widzi się, że jakaś nasza mała cegiełka do wsparcia zmienia realnie czyjeś losy.

  • raczkujacwswiat

    Jesteś cudownym człowiekiem! Oczywiście, że każda mała pomoc ma sens. Każdy grosz się liczy jeśli chodzi o pomoc. Ja pomagam właśnie w taki mały sposób i mam wielka nadzieję, że te moje pieniądze się przydają.

    • Na pewno. Ja wierzę, że gdyby każdy zdecydował się pomagać na miarę swoich możliwości bylibyśmy szczęśliwym społeczeństwem. I ci pomagający i ci wspierani.

  • Świetny pomysł! Wzór do naśladowania, też o tym pomyśle

  • Bardzo piękny gest! Ja sama kiedyś otrzymałam bezinteresowną pomoc i teraz staram się spłacać swój dług pomagając innym.

    Ze swojej strony mogę podpowiedzieć, że pomoc przydałaby się dla 3-letniego Mikołaja. Poniżej link:
    https://www.poprostupomagam.pl/w_szponach_raka_nierowna_walka

  • Maluch w domu

    Żeby zacząć zmieniać świat najlepiej spróbować od siebie. Masz super postanowienie i życzę Ci żeby wiodło się Tobie jak najlepiej!

  • Oczywiście, że ma to sens Lucy! „Mało” dla kogoś może oznaczać wiele. Tak jak jeden obrazek narysowany przez dziecko, oddaje więcej niż tysiące słów… Podsyłam link do dzieci, którym można pomóc, a w razie pytań, gdyby akurat w tą stronę zabiło Twoje dobre serducho – służę pomocą. http://www.czynmydobro.pl/projekty-misyjne/94-misja-laare-w-kenii/13-kenia-laare