Jak kojarzą ci się bakterie? We mnie te bakcyle budziły jednoznacznie złe skojarzenia – antybiotyki, choroby, brud, dezynfekcja, a wiedząc, że są przecież i te dobre bakterie potrafiłam jedynie ciepło pomyśleć o jogurcie z Lactobacillus czy czymś tam podobnym na etykiecie. Sprawa nieco zmieniła obrót, gdy wpadła mi w ręce książka „A niech się brudzą! Nowy sposób na zdrowie twojego dziecka” (dr R. Brett Finlay, dr Marie-Claire Arrieta). Teraz wiem, że o bakteryjnych kumpli bardzo trzeba dbać, że to jedna z lepszych inwestycji w zdrowie i szczęście dzieci. Postanowiłam przytoczyć kilka najciekawszych wniosków z lektury – mam nadzieję, że zachęcą cię do przeczytania książki czy jakiegokolwiek innego przyjrzenia się temu tematowi. Warto!

 

Pani bakteria – poznajcie się

  • na Ziemi żyje 5000000000000000000000000000000 (nie licz – to trzydzieści zer) bakterii i łącznie ważą więcej niż wszystkie rośliny i zwierzęta
  • na każdą komórkę naszego ciała przypada 10 zasiedlających nas komórek bakteryjnych, na każdy gen w naszych komórkach przypada 150 genów bakterii

To tak dla zobrazowania sytuacji – teraz umycie rąk dziecku nie będzie już tak oczyszczającym i kojącym wydarzeniem :)

 

Dobre bakterie – to martwe bakterie?

Książka oczywiście potwierdza, że antybiotyki, sterylizacja, chlorowanie wody, szczepienia, pasteryzacja i wszystkie inne zabiegi unicestwiające mikroby łącznie z powszechnym myciem rąk przyniosły nam mnóstwo korzyści. Nastąpiła jednak eksplozja zachorowalności na niezakaźne choroby i zaburzenia – wszyscy je znamy, bo są niezwykle powszechne i wciąż wzrasta zachorowalność (podwaja się co 10 lat) – to na przykład astma, cukrzyca, alergie, autyzm, otyłość, choroby autoimmunologiczne i niektóre rodzaje nowotworów. W książce znajdziecie mnóstwo dowodów naukowych i hipotez, które wciąż jeszcze są badane, a które można sprowadzić do stwierdzenia, że te choroby cywilizacyjne, które są już prawdziwą epidemią to spora cena jaką płacimy za niedostatek kontaktu z drobnoustrojami. Dążąc do zaprowadzenia zdrowia, czystości i efektywności różnych procesów, zabijamy więcej mikrobów, niż to konieczne i paradoksalnie – chorujemy od tego.

 

Dbasz o dziecko, gdy dbasz o jego mikroby

  • Waga w ciąży.

U ciężarnej kobiety zmienia się mikrobiota (zwłaszcza w 3 trymestrze) – po to by przekazać wiele potrzebnych bakterii noworodkowi. Przeszczepienie mikrobów od ciężarnej do sterylnej myszki spowodowało jej tycie, choć gryzoń nie dostawał więcej pokarmów. A więc przybieranie na wadze w ciąży to konieczność – to nie my – to bakterie. Aaaale jest i druga sprawa – przytycie ponad normę (ponad 10-15 kg u kobiety z normalną wagą wyjściową) powoduje wyraźne zmiany w mikrobiocie i przekazanie dziecku drobnoustrojów powiązanych z otyłością.

  • Antybiotyki w ciąży i podczas porodu

Ciąża to nie choroba, ale okazuje się, że naprawdę warto wtedy na siebie chuchać i dmuchać i unikać wszelkich sytuacji, które mogą zaskutkować koniecznością przyjmowania antybiotyków. Przeprowadzono już sporo badań, których wnioski pokazują, że antybiotykoterapia u ciężarnej ma znacznie większe ryzyko niż przyjmuje się w obecnej praktyce. Wpływa na przykład na zwiększenie ryzyka astmy, atopowego zapalenia skóry, kataru siennego. Stwierdzono też np., że „dzieci matek zażywających antybiotyki w drugim i trzecim trymestrze występuje o 85 procent wyższe ryzyko otyłości dziecięcej przed ukończeniem siedmiu lat” (s.63). To dużo, prawda?

Gdy antybiotyk jest konieczny należy stosować probiotyki (zawierające kilka gatunków Lactobacillus i Bifidobacterium, które są istotnym elementem wczesnej mikrobioty dziecka) i dietę bogatą w błonnik i warzywa. Autorzy zalecają też rozważenie z lekarzem stosowania w 3 trymestrze globulek dopochwowych z probiotykami, co ma zmniejszyć ryzyko dodatniego wyniku na paciorkowce GBS i uniknąć podawania antybiotyków podczas porodu (co, jak się okazuje ma niestety negatywny wpływ na mikrobiotę dziecka).

  • Rodzaj porodu, a jelita dziecka

Noworodek swój pierwszy kontakt z mikrobami ma podczas porodu i nie trudno się domyślić, że w zależności od rodzaju porodu zupełnie inne bakterie trafią do jego organizmu – autorzy donoszą, że „część z tych różnic utrzymuje się długotrwale i można je wykryć nawet u dzieci siedmioletnich” (s.83) Znacie bakterie z jogurtów – to eksperci od trawienia mleka i to podczas porodu naturalnego dziecko może zaczerpnąć porcyjkę takich właśnie pomocników – kluczowa sprawa ze względu na dietę pierwszych miesięcy, ale i późniejsze zdrowie. A pierwsze karmienia (oczywiście najlepiej mlekiem matki) odżywią te mikroby i pozwolą im zasiedlić jelita eliminując wolną przestrzeń dla innych niepotrzebnych i szkodliwych bakterii.

Wspomnę tylko o budzącej we mnie zdziwienie, ale jednocześnie fenomenalnej z perspektywy wciąż rosnących statystyk porodów przez cesarskie cięcie procedurze – przeszczepia się bakterie ze standardowej matczynej drogi na świat wprost do ust dzieci urodzonych przez cesarkę (pewnie wkrótce to będzie standard).

  • Mleko matki

Mleko matki powinno stanowić wyłączny pokarm dziecka przez pierwsze 4-6 miesięcy, a w połączeniu z pokarmami stałymi do ukończenia drugiego roku życia (s.98). W książce znajdziecie sporo faktów o mleku, jak np. ten, że dostarcza laktoferynę – białko, które wiąże żelazo i zabiera je żelazolubnym bakteriom chorobotwórczym nie pozwalając im na rozwój. Albo taki: 10 procent mleka matki to oligosacharydy, które są trawione wyłącznie przez bakterie z jelita grubego – karmimy więc nie tylko dziecko, ale i mamy specjalną działkę dla jego dobroczynnych kumpli z jelit. Warto więc karmić piersią – to oczywiste, a jeśli nie jest to możliwe warto przyjrzeć się badaniom, które wykazały, że „dodawanie probiotyków do mleka modyfikowanego sprawia, iż mikrobiota karmionych nim dzieci staje się bardziej zbliżona do mikrobioty dzieci karmionych piersią” (s.108).

  • Dieta dziecka

Takie choroby, jak otyłość, cukrzyca typu 2 czy zaburzenia żołądkowo-jelitowe, łączy wspólny element, jakim jest niska różnorodność drobnoustrojów” (s.117). Wiecie, że głodne bakterie z końca przewodu pokarmowego (lubią np. błonnik i tylko takie nietrawione wyżej w przewodzie pokarmowym składniki do nich docierają) potrafią wysyłać sygnał głodu do mózgu, choćby brzuch był pełen naleśników z dżemem? (szok! co za przebiegłe bestie) Co istotne i trudne w perspektywie dzieci, które lubią na przykład tylko bułeczkę lub kotlet z ziemniakiem – „po upływie wczesnego dzieciństwa zamieszkujące nas społeczności drobnoustrojów prawie nie ulegają zmianom, co sprawia, że właśnie te pierwsze lata są optymalnym momentem na dietetyczne wspieranie różnorodności mikrobioty” (s119).

W książce jest trochę zaleceń, by np. zastępować ziemniaki o niskiej zawartości błonnika batatami i pasternakiem, pszenice wzbogacać jęczmieniem, owsem, komosą ryżową, pamiętać o jogurtach, kefirach, kiszonkach, oczywiście unikać cukru i tak dalej (w zasadzie zasady zdrowego i różnorodnego jedzenia). Spodobał mi się patent, by dzieci niechętne do nowych smaków czy określonych grup produktów spróbować przekonać opowieścią o żyjących w jego brzuszku pomocnikach (ze szczegółami o ich atrakcyjnym, wesołym lajfstajlu, ciężkiej pracy, pomocy w rozdrabnianiu jedzenia na malutkie kawałeczki, by dziecko rosło itd.). Ci pomocnicy bardzo potrzebują odpowiedniego pożywienia i na hasło „nie chcę brokuła” spróbować prawdziwym w sumie twierdzeniem, przekonać dziecko, że ta porcja nie musi być dla niego, ale że to trochę ulubionych składników dla jego pomocników z brzuszka.

 

W książce znajdziecie jeszcze mnóstwo badań, dowodów i hipotez o wpływie bakterii na otyłość, astmę, cukrzycę czy na przykład stan psychiczny i zaburzenia nawet takie jak ADHD czy autyzm. Przeczytacie o słuszności szczepień, o mikrobach w roli leków i rewolucyjnych próbach tworzenia terapii przy ich udziale, o wpływie antybiotyków na nasze organizmy, o kontakcie z naturą i nadmiarze czystości. Mnóstwo ciekawych treści! A wszystko podane bardzo przystępnie i w sposób wciągający jak powieść.

Najważniejsze i najspójniejsze wnioski z lektury są chyba takie, że nasz mikrobiom to tak jakby nowoodkryty, niezwykle znaczący narząd i warto śledzić postępy badań i zalecenia z tej dziedziny. Aktualnie sprowadzają się one przede wszystkim do konieczności zachowania bardzo różnorodnej diety, unikania słodkiej i przetworzonej żywności, niezwykle doniosłego znaczenia tego co dzieje się z dzieckiem od chwili narodzin (a nawet jeszcze wcześniej), zdroworozsądkowego podejścia do kontaktu z naturą, z „brudem”, z antybiotykami, z sytuacjami stresującymi. W przypadku jakichkolwiek problemów zdrowotnych warto wraz z dobrym lekarzem i dietetykiem zadbać o stan jelit, bo to główne mieszkanie bakterii wpływa na nas na wiele sposobów, których znaczenie jest nie do przecenienia.